|
Osoby, które spotkały się z Post Mortem, grą przygodową firmy Microids (twórcy
m.in. Syberii), wiedzą, że klimat był tam ciężki, i to na pewno nie z powodu
zepsucia przez kogoś powietrza (ale grzecznie powiedziane :P). Enigmatyczne
morderstwo, zero poszlak, tajemnicze osoby... Wszystko uwikłane w jedną wielką
zagadkę, mającą swe korzenie w dalekiej przeszłości. Komu spodobała się ta gra,
zachęcam do sięgnięcia po demko Still Life (a jak już jest dostępna pełna
wersja, to brać w ciemno!).
Co łączy obie gry, oprócz firmy macierzystej? Przede wszystkim w Still Life
animujemy wnuczkę Gusa MacPhersona, głównego bohatera Post Mortem. Jest to młoda
i ambitna dziewczyna, która pracuje w FBI pomagając zbierać dowody na miejscach
przestępstw. Rzecz dzieje się w czasach bardziej nam bliższych, gdyż w bliżej
nieokreślonej teraźniejszości :]. To wszystko sprawia, że przyjdzie nam
prowadzić śledztwo metodami, o jakich na początku wieku XX ludziom się nie
śniło... No, może niezupełnie, ale na pewno wtedy jeszcze nie mieli tak
dopracowanych odpowiednich metod poszukiwania dowodów oraz śladów pozostawionych
przez morderców.
Ten element zbierania oraz dokładnego selekcjonowania dowodów bardzo mi się
podoba. Tutaj nie wystarczy znaleźć plamkę krwi, trzeba jeszcze zrobić zdjęcie,
pobrać próbkę do analizy i ją zabezpieczyć. Będziemy mogli także pobawić się
luminolem (dosyć ograniczona to zabawa, ale jest :P). Niewiedzącym wyjaśniam, że
jest to ciecz, którą po kontakcie z krwią (nawet mikroskopijnymi jej
cząsteczkami), łatwo można zobaczyć w świetle ultrafioletowym. To sprawia, że
dziś już nie wystarczy przetrzeć szmatką po zakrwawionej powierzchni, aby krew
zniknęła :]. Oczywiście morderca, z którym się mierzymy w Still Life, doskonale
sobie z tego zdaje sprawę...
Ale, jak to się mówi, "na sposoby są sposoby", więc raczej nie warto liczyć na
znalezienie jakiegoś dowodu, który jednoznacznie zaprowadziłby nas do mordercy.
Sam zresztą wątpię, czy próbki krwi z miejsca zbrodni będą należeć do mordercy,
ale nie mam czym poprzeć moich wątpliwości, gdyż demo za szybko się kończy. Może
nie, inaczej to ujmę... Demo kończy się zbyt nagle. Przy pierwszej grze dosyć
dużo czasu zajmuje badanie miejsca zbrodni oraz rozmowy z policjantami (o
rozmowach jeszcze za chwilę), przez co nie ma się wrażenia zbyt szybkiego
ukończenia demka (ale niedosyt oczywiście jest... zresztą chyba powinien być, no
nie?), jednak już następnym razem popada się w rutynę, człowiek wie, co ma
zrobić, gdzie pójść. Ale nie zaliczam tego na minus, gdyż tak ma każda
przygodówka. (Chociaż przyznaję, że nieliniowość jest jak najbardziej miło
widzianym rozwiązaniem :].)

Wspomniałem o rozmowach z postaciami. W grach przygodowych, tak jak w grach RPG,
są tak samo, a może i bardziej ważne. W tym pierwszym gatunku jednak trzeba
myśleć i wyciągać pewne wnioski z dialogów. Przydaje się także umiejętność
odpowiedniego wypytywania świadków/podejrzanych. Problem w tym, że w Still Life
nie mamy praktycznie wpływu na dialogi. Podczas rozmowy z kimś możemy wybrać
kwestię dotyczącą śledztwa (lewy przycisk myszy), lub zwykłą pogawędkę (prawy
przycisk). Przy tym nie mamy pojęcia, co nasza bohaterka powie w danej chwili,
gdyż nigdzie nie pojawia się żadna kwestia do wyboru. Na tym polu gracz ma mocno
ograniczone działanie (jak się jeden temat skończy, można jeszcze zakończyć
dialog). A tak być właśnie nie powinno. Przecież przygodówki to gry, gdzie
trzeba myśleć, wiedzieć, co powiedzieć w danej chwili. Może programiści
postanowili pójść nie tylko na łatwiznę, ale także mają nadzieję na trochę
więcej sprzedanych egzemplarzy gier? Nie mam pojęcia, ale taka sytuacja z
dialogami na pewno wielu zadowoli, a tylko nielicznych zirytuje (np. mnie :P). |
Pochwała autorom należy się jednak za filmiki, czy jak kto woli - cut-scenki.
Nie tylko są bardzo dobrze wykonane, ale też ustawienia kamer są jak najbardziej
odpowiednie (albo "optymalne" - najnowsze słowo-trend w mojej klasie). No i ta
muzyka - cicha, budująca napięcie wraz z mrocznymi scenami, by po chwili
wybuchnąć niesamowitymi chórkami. Kto nie rozumie, co to znaczy, niech żałuje.
Takiego czegoś aż chce się słuchać w środku nocy, a jeśli dodać, że w samych
filmikach nie jest za wesoło, lecz mrocznie i ponuro... :)

Najgorszym chyba punktem dema jest grafika. Czasem widać niedokładne łączenie
tekstur, innym razem znów błędy w samej grafice. Najgorsze jednak jest to, że
rozdzielczość jest jedna i jedyna - 800x600 i żeby było bardziej chamsko, nie da
się tego w żaden sposób zmienić. To wszystko w jakiś sposób ratuje wygląd
lokacji, które dane nam będzie ujrzeć. Dopracowane w najmniejszych szczegółach,
tworzą naprawdę ciężki klimat, mi osobiście kojarzący się z filmem "Siedem".
Czyli taki, jaki lubię. :)
Jak już gdzieś wyżej wspomniałem, demko kończy się dosyć niespodziewanie, z tego
powodu niewiele więcej mogę na jego temat napisać, no, chyba że ktoś dalej chce
psuć sobie wzrok czytając o świetnie zrobionych filmikach? ... Cisza na sali...
Dla lubujących przygodówki - pozycja obowiązkowa, mimo wspomnianych wad
związanych z dialogami. Dla reszty populacji - bardzo ciekawa gra, w którą warto
zagrać (choćby dla obejrzenia filmików :D). A więc jednym zdaniem - gorąco
polecam!
|
|
|
Mroczny klimat
Muzyka
Dźwięki i filmiki |
Znikomy wpływ na
dialogi
Tylko 800x600 |
Co to?:
Przygodówka
Producent: Microids |
Wymagania: P
III 1GHz, 256 MB RAM, karta graficzna 128 MB zgodna z DirectX 9 |
|