|
Były Residenty, po których nastały Silent Hille, eee... Nie znam więcej
dobrych komputerowych horrorów. A! Nie, było coś jeszcze :P - seria Blair Witch
Project. O, jeszcze mi się The Thing przypomniało. Hmmm... No i było jeszcze
kilka pomniejszych, których nazw chyba raczej nie warto pamiętać? :]

Do powyższej wyliczanki niedługo będzie trzeba dodać kilka nowych tytułów, które
to i tak nie zrzucą z tronu pana i władcy - Silent Hill. Ale ja nie o Cichym
Wzgórzu miałem... :P
Nasi południowi sąsiedzi postanowili zrobić grę, która będzie survival horrorem
z widokiem z pierwszej osoby. A gra ta nazwę nosi Bloodline.
Miałem przyjemność grać w demo z czeską wersją językową. Nawet mi taki układ
pasuje, można wiele zrozumieć (a raczej się domyślać, że "śrubokręt drży w
rękach jako w kleszczach" :P), a przy okazji się trochę pośmiać.
No, ale ostatecznie jest to horror i, szczerze mówiąc, tych wyższych lotów.
Zaczyna się, jak większość gier, od przebudzenia głównego bohatera, którego
animuje gracz. Standardowo pamięć wzięła sobie wolne i gostek nic nie pamięta,
ani swojego imienia, ani nawet numeru konta bankowego. Ale nie to jest
najgorsze. Pomieszczenie, w którym się znajdujemy, do najpiękniejszych nie
należy. Mi to wszystko wygląda na jakąś salę szpitalną z początku zeszłego
wieku, ale nie powiem nic więcej, bo po prostu zabawę zepsuję. Ale i tak krew na
ścianach odpowiednio buduje napięcie.
No właśnie. Napięcie. Przez cały czas grania czuje się coś dziwnego. Coś wisi w
powietrzu, ale nie chodzi mi o żyrandol. Ja przez cały czas grania, nie wiem
nawet jakim sposobem, czułem, że na mnie (znaczy na bohaterze w grze) spoczywa
czyjś wzrok, ktoś dokładnie obserwuje moje poczynania. Nie znalazłem
potwierdzenia tych słów, ale ja to tak odebrałem. Czyli na pewno porządny plus
za klimat grozy.
Pal tam licho, gdyby trzeba było się bardziej skupiać na myśleniu, ale tutaj po
prostu cały czas człowiek się boi! Może to tylko ja tak mam, ale wczułem się tak
bardzo, że lęk odbierał mi czasami racjonalne myślenie. Chciałem rozwalić okno i
wyskoczyć, byle ta przeklęta muzyka tak bardzo budująca napięcie przestała
drażnić mój zmysł słuchu! Nie wiem, nie przypominam sobie innego survival
horroru z takim napięciem w powietrzu. W tej kwestii spokojnie mogę Bloodline
postawić tuż obok Silent Hilla, co jest niemałą rekomendacją.
W Bloodline przyjdzie nam więcej niż tylko trochę pogłówkować. Rozwiązania mogą
wydawać się banalne, natomiast ścieżka prowadząca do nich jest długa, kręta, no
i straszna. To się Czechom udało. Zagadki natomiast nie są trudne do
rozwiązania, a i czeski język jest dosyć zrozumiały... Ale trzeba sobie
zapamiętać, że wraz z rozwiązaniem jakiejś zagadki pakujemy się w... Żeby
delikatnie to ująć, napiszę, że w większe kłopoty, ale naprawdę na
usta/palce/klawiaturę/długopis ciśnie mi się inne słowo, niezupełnie nadające
się do publikacji.
Dlaczego jednak Bloodline, mimo świetnego klimatu, nigdy nie będzie "czymś
lepszym"? Powiem krótko - jest kilka błędów, dosyć irytujących, a nam pozostaje
się tylko cieszyć, że nie jest to jeden, całkowicie pogrążający rozgrywkę.
Grafika to pierwsze, co się w oczy rzuca. Gdyby gra została wydana jakieś dwa,
trzy lata wcześniej, nie miałbym absolutnie żadnych zastrzeżeń. Lecz dziś,
chcąc, nie chcąc, jesteśmy dopieszczani zaawansowaną technologicznie grafiką,
przy której starsze choćby o rok produkcje wyglądają jak eksponaty muzealne. (To
co dopiero można powiedzieć o takich skamielinach jak Duke Nukem 3D? :D) W
Bloodline otoczenie, w którym przyjdzie nam przebywać, wygląda porządnie,
natomiast sam główny bohater, trupy ludzi oraz zombie, czy co to jest, wyglądają
nieciekawie. Szkoda, bo gra zasługuje na lepszą grafikę pod tym względem.
|
Trudne jest też korzystanie z ekwipunku. Problem w tym, że nie każdy przedmiot,
który posiadamy, da się wziąć do ręki. Niektóre rzeczy można użyć tylko w
odpowiednich miejscach, a to powoduje, że musimy, jak w przygodówkach, próbować
wszystkiego na wszystkim. Osobiście przed rozpoczęciem gry zachęcam do
zapoznania się z klawiszologią w opcjach (po czesku, ale jest to umiejscowione w
standardowym miejscu), gdyż podczas samej gry nie mamy już do niej dostępu.
Możemy wybrać tylko zapis, wczytanie oraz wyjście.

Do ważniejszych błędów zaliczam jeszcze nierealnie brzmiące dźwięki strzałów.
Brzmią one sztucznie i raczej nie czujesz, że dzierżysz pistolet - twoją jedyną
obronę przed ciągle respawnującymi się zombiakami. No właśnie, zombie ciągle się
respawnują. Nie nadchodzą w wielkich ilościach, a ich obecność cały czas potrafi
przestraszyć, gdyż tak naprawdę nie wiadomo, kiedy wyskoczy taki przed tobą.
Zabijesz dziesięć, a one ciągle będą przychodzić, ciągle i ciągle, co zmusza do
jak najszybszego ukończenia dema, gdyż amunicji nie ma za wiele, a zombiaki
zabijają naprawdę szybko.

Ocena dema Bloodline jest naprawdę trudna. Z jednej strony mamy potężny klimat
grozy, z drugiej natomiast błędy, które trochę przeszkadzają. Ja natomiast
ocenię to wysoko, gdyż fabuła może być naprawdę ciekawa, a i napięcie powoduje
wysoki skok ciśnienia. Gdyby nie błędy, byłby to mój faworyt do
najstraszniejszej gry tego roku. Niestety, tytuł ten nie jest przyznawany każdej
strasznej grze...
Widzę, że moja recenzja powoli przekształca się w filozoficzne rozważania, a
więc pora kończyć. No i zachęcam do zagrania w demo Bloodline...
|
|
|
Klimat!!!
Muzyka tworząca
napięcie jak jasny gwint! |
Grafika
Dźwięk strzałów
Problemy z
używaniem ekwipunku |
Co to?:
survival horror |
Wymagania: P3 1 GHz, 256 MB RAM, karta grafiki 64 MB |
|