« poprzednia | spis treści | następna »  
Top 5 Żelaznego Ciastka
Iron Cookie

W numerze czterdziestym ukazał się tekst autorstwa mojego kolegi, KijasS'a pt. "Top 5". Natchniony ponownym przeczytaniem owego postanowiłem napisać własny, lepszy i o większym rozmachu. :P Panie, panowie i Oni - oto "Top 5 Żelaznego Ciastka"!

Z PeCetem, a na takim (głównie) gram, zetknąłem się po raz pierwszy u mego kuzyna w wieku czterech i pół roku (a może to było Atari XE?:)). O ile pamiętam, "ciupałem" w Mario. :) Przyjeżdżałem doń tak często, jak tylko się dało, ale i tak to było mało (raz na kwartał :)). Własnego przyrządu zatracenia dorobiłem się (tja, dostałem na komunię :)) dopiero cztery lata później. I tak oto rozpoczęła się moja kariera Gracza, która trwa już, hoho, 8 lat. O niektórych tytułach zapomniałem, z przyczyn wiadomych, szybko niczym lump o poprzedniej czystej, a do innych wracam do dziś. Ten tekst poświęcony jest, rzecz oczywista, tym drugim.

Kolejność pozycji: od końca.

5. Croc: Legend of the Gobbos
Pierwsza gra, w którą grało mi się wspaniale. Pierwsza, z którą noc spędziłem całą, choć ledwo na wysokość biurka dosięgałem. Swoją drogą, to pierwsza i jedyna platformówka, w jaką się zagrywałem. No, prócz sequela. Dzieciaka zadowolić nietrudno, w szczególności, jeżeli na pulpicie widnieją tylko gierki typu Mario Bros., Test Driver i Pasjans. Jednak z biegiem czasu odkryłem, iż nie była to zwykła gierka, a naprawdę jedna z lepszych gatunku. Za młodu "pykałem" także w choćby Lomaxa, Raymana czy Jazz Jack Rabbita, ale nic mnie do nich specjalnie nie ciągnęło. No, w JJR z innymi dzieciakami to jeszcze... Cóż mnie tak fascynowało? To było dawno, za dużo nie pamiętam. Wiem na pewno, iż świat mnie otaczający oraz... fabuła. :) Tak, podobało mi się to, że ten wielki zielony olbrzym nawiedził i zniszczył osadę okropecznie maleńkich, brązowiutkich Gobbosów. Bossowie dwa na każdą wyspę, a wyspy cztery (plus piąta- dodatkowa, za uratowane Gobbosy). Co do świata- był całkiem spory. Skacząc z lewitującej deski na deskę, a pod sobą widzieć ciemność dawało wtedy sporo radochy. Grafika, na tamte czasy... Croca nie mogę polecić żadnemu czytelnikowi GC- to dla mnie gra-sentyment (tak, zgadzam się. Gra bardzo fajna, szkoda, że druga część już taka nie była:(- Ven).

Croc: Legend of the Gobbos


4. Settlers III
Ci malutcy niczym mrówki, pracujący w pocie czoła Osadnicy przyciągają do monitora silniej niż flaszka lumpa. Wyżej zaprezentowałem mą pierwszą platformówkę, a gra z tej samej serii- Settlers II- była moim pierwszym RTS-em. Jednak Settlers II została brutalnie zmasakrowana przez pewną głodną suczkę. Jednej połowy płytki nie odnalazłem nigdy, być może została wchłonięta przez ziemię razem z... Po roku postanowiłem wrócić do Settlersów i, jako że nie mogłem nigdzie odnaleźć dwójki, kupiłem trójkę.

Przez około miesiąc, jak nie więcej, mój dzień wyglądał następująco: szkoła, w której okuwam w kółko tą samą instrukcję do Settlers III, by po przyjściu zatracić się w tamtejszej nierzeczywistości i zasnąć na klawiaturze. Uwielbiałem się gapić na moją własną, podporządkowaną armię małych grubasów ścierających się z małymi grubaskami wroga. Jak pracują, rąbią drzewka, sadzą nowe, by później ściąć i, by cieśla wyrobił z nich deski, z których wzniosą budynek, aby w tym "narobić" nowych małych grubasów, którzy będą sadzić drzewka, a następnie je ścinać... Tam wszystko żyło! Żyło własnym życiem. Zawsze tylko martwił mnie jeden fakt - czemu ci osadnicy się mnożą, dzięki tym specjalnym budynkom w zastraszająco szybkim tempie, jeśli nie mają żadnej, ale to żadnej... baby*? :) Z dylematem pozostałem do dnia dzisiejszego. :)


3. Baldurs Gate II: Shadows of Amn
Co? Co proszę? Ach, witam, witam w mych progach skromnych... O czym to my... A! Tak, tak, pamiętam Wrota Baldura słynne. Gdyby nie one, przygody opowiedziane dzieciom, wnukom, prawnukom i praprawnukom mym za bujdę by uchodziły. Czekaj, czekaj, ja nie mam dzieci!... Na czym to my... Ach, ano póki się nie osiedliłem tu, w tej lepiance starej, ongiś przemierzałem potworami przepełniony Faerun. Kiedy to było! No racja, nie pamiętam... Chociaż nie... Tak, Imoen, ona tam była. Irenicus ją porwał... Moją siostrę... Historia książki miana warta, człeku Ty młody, powiadam ci to! Ej, ej, człekiem tyś?! Ach tak, widać, widać... To dobrze, bo dość mam parszywych elfów, driad do łóżka tylko zdatnych i tych no... Nieważne... By Imoen uratować to żem pola pełne smoków, wiwern, golemów postaci każdej przemierzył! Nawet zapłacić za drogę do tego... no... Ire... Irenicusa dwadzieścia sztuk tysięcy złota ofiarować złodziejom ciemnym musiałem! Rad jednak byłem, gdyż robotę płatną sowicie znalazłem. Zbadać Wzgórza Wichrowych Włóczni za zadanie dostałem, gdzie pilnował smok zielony... nie... czerwony, tak na pewno, czerwony. No, ten smok czerwony, Firkragiem zwany, potężny był. Nie, nie myśl sobie, z drużyną mą rozgromiłem go w te migi! Aerie, elfka przecudowna, o której opowiem Ci niebawem, swe kule ogniste rzucała. Łowca Mińsk i jego mózg- chomik, Lirarkornem, mieczem gadającym ciął smoka lepiej, niż byś pomyślał. Wszak w szał swój wpadł. Jaheira, druidka doskonała, w niedźwiedzia przemieniła się, ale zionięciem szybko zabita została. Nalia, twarda kobitka, próbowała, na marne swoją drogą, smoka zdominować. Oni razem wszyscy się jednak mierzyć nie mogli z parą niepokonaną, wojownika i łowcy- mnie i Valgara, bo jak my razem, to pole trupów pod nami. A propos Valgara, nakarmić go muszę... Co się śmiejesz?! Psa swego tak nazwałem... albo kota, różnica żadna. Na czym to my... Tak, tak... Za smoka dużo dostaliśmy i po Imoen wyruszyliśmy. Aerie, skrzydlata elfka, a właściwie bez skrzydeł- za niewoli swej straciła je. Piękność niespotykana, powiadam Ci... Wiem, wiem, elfka, ale mi to nie przeszkadzało. Nie lubię mówić o tych sprawach... no... ekhm... rozumiesz... Dobrze było, ale się skończyło, jak to moja babka... nie, nie babka... córka...nie, córka nie, bo nie mam córk... Któż to mówił... Mniejsza z tym. Nie chwaląc się, powiem Ci jeszcze, młody wędrowcze, iż półbogiem jam jest. Ale z tej boskości niewiele mi już pozostało...

Baldurs Gate II


Tak między nami mówiąc, była to ma pierwsza przygoda miejsce mająca w Zapomnianych Krainach. Spodobało mi się tam do stopnia, o!- takiego. Tak mi się spodobała, że do dziś do niej wracam... Choćby wspomnieniami...**

Przed pozycją drugą wymienię gry, które w TOP 5 się nie znalazły, ale, w które się również zagrywałem z przyjemnością nie dużo tylko mniejszą:

Star Wars: Knights of the Old Republic
- Klimat, fabuła i Star Wars- dzięki nim gra ta znalazła się tutaj.

Sims I i II
- Niejedną noc spędziłem z każdą z tych części, ale zawsze nudziły mi się w najmniej oczekiwanych momentach.

Diablo II
- Rąbanina, która jest niczym, jeśli nie gra się na Battle. Necie (z tym niektórzy się nie zgadzają).

Faraon
- Coś mnie doń przyciągnęło. :)


Uwaga, uwaga, ostatnie dwa miejsca pozostały.

2. Grand Theft Auto 3 oraz Vice City

Lato 2003 spędziłem w mrocznych zakamarkach ulic pełnych wojen gangów, ladacznic i samochodów, które bez przeszkód można sobie przywłaszczyć. O przetrwanie trzeba było walczyć! Narażać własny żywot na pojawiające się tu i ówdzie kule wystrzeliwane z shotgunów, uzi czy innych bazook W zamian nie dostawało się za wiele. Ale i tak było warto marnować na to dnie i noce, wieczory i poranki, obiady i śniadania...

Jednak nie ma mowy, aby robić to we własnym domu. Na sprzęcie z 500 MHz, 64 MB RAM i kartą VooDoo 3 nie ma co myśleć o GTA3. Za to mój kolega, posiadacz czegoś bardziej kombajnowego mógł niszczyć klawiaturę ile mu się żywnie podobało. Człek ten, Sumem nazywany, przygarnął mnie w trudnych chwilach i pozwolił kraść samochody, uciekać przed policją i strzelać do zwykłych, bezstronnych algorytmów inteligencji, za co mu jestem niezmiernie wdzięczny.

Vice City



W zimie roku wtedy bieżącego otrzymałem, za skromną opłatą, od dobrego pana sprzedawcy komputer, z zawartością wystarczającą na to, by odpalić GTA 3. Ja, niegodny, nie śmiałem- nie ważyłem się zagrać weń! :) Bowiem w ręce moje najpiękniejsze wpadło GTA: Vice City! O mroku mogłem zapomnieć, ale "zakamarki ulic pełnych wojen gangów, ladacznic i samochodów, które bez przeszkód można sobie przywłaszczyć" były nadal, trzymały się dobrze, a nawet lepiej. Na dodatek dostawało się własne helikoptery, nocne kluby, rezydencje ogromniaste, brykę czy fabrykę ciastek. Wtedy kumpel do mnie przychodził, ponieważ... no musiałem się jakoś zrekompensować. :) Ferie były, ale wypruwane żyły na klawiszach czy joy'u nie oszczędzone zostały. ;)


1. Heroes of Might and Magic III
To jest to! Gra, w którą mogę się - i tu śmiało mogę przyznać - zarzynać - tfu! - zarąbywać zawsze! ZAWSZE!!! (Dla uspokojenia autor wychodzi na piętnastominutowy spacerek). Zaprawdę powiadam: kto nie grał w Herosów, ten niech żałuje i niech wpada w głęboką depresję. I nie prawdą jest, że 99,9 procent graczy usuwa gierę od razu po instalce.*** Albo ja się zadaję z 0,1 procentem ludu, który ma skrzywienie i uwielbia HoM&MIII.

 


Podsumujmy teraz całą sagę. Jedynka to gra zdecydowanie dobra. Mało możliwości w porównaniu do następców, ale do tej pory wracać warto. No i te świetnie interko w menu. :) Część drugą można nazwać czasem postoju, zmiany średnie, grafika mniej bajkowa, nawet ciut lepsza od poprzedniczki. Żadna rewolucja, acz duży krok do przodu.

Dotarłszy do najlepszej części serii, Herosów III wpierw napiszę, co mnie w niej tak urzekło/urzeka. Nigdy, ale to nigdy nie spotkałem się z grą o tak wspaniałym, niepowtarzalnym i bujnym klimacie jak Herosi. I, ufając własnym zdolnością medialnym, nie spotkam. Część czwartą 3DO spieprzyło do reszty- usunęło z gry to, co najlepsze, klimacik, drodzy czytelnicy, klimacik... Na szczęście nie ominęła tych głupc... panów kara i zbankrutowali, co mnie okropecznie satysfakcjonuje. :> Wracając do HoM&MIII warto wspomnieć, iż gra nie ma żadnych "kryteriów" na gracza. Zagra w nią zarówno oddany fan FPS-ów i innych gier akcji (a takich znam), RPG-owiec (takowych również), jak i gracz pasjonujący się symulatorami (poddaję się :)) i nie powie po minutach pięciu, że "be". O fabule trzeba od razu napisać, iż jest liniowa. Nie zmienia to jednak faktu, iż nazwać ją wciągającą można, a taka dla niektórych (w tym mnie) jest. Grafika odbiega od dzisiejszych standardów, ale w tej grze jest najmniej ważna. Muzyka koi uszy niesłychanie. :) Jest ważnym budulcem klimatu gry. [Więcej informacji o grze znajduje się w mojej recenzji, która zagościła na łamach GC kilka numerów temu.]

Herosi są dla mnie, co czas jakiś, pozycją obowiązkową. Za każdym razem, kiedy gram w nie, odczuwam tą samą przyjemność. Darzę je czymś w rodzaju tego, co zespół Iron Maiden- materialną miłością.


I w ten oto sposób, co wytrwali doszli do końca. Wymieniłem gry, z którymi za swojej "kariery" gierkowej bawiłem się najlepiej. Następne TOP5 napiszę tylko wtedy, jeśli nie będę mógł umieścić tutaj minimum czterech pozycji, w tym aktualnie pierwszej. Najprawdopodobniej nigdy tak będzie, w szczególności z powodu HoM&MIII.


*już widzę te feministki spamujące mnie swymi obelgami:)
**nie pomyłką jest cyferka II przy tytule. Ja rzeczywiście- co wynika z tekstu (dla mniej rozumnych nie wynika... :P)- odnalazłem swą pasję do RPG-ów dopiero w BGII. Napisałem wspomnieniami, gdyż w roli jakiegoś starca nie mogłem napisać, że tam wracam. Choć naprawdę tak jest, ale robię to ja, Ciastek.
***ktoś jako komentarz przy mojej recenzji tak napisał. Niech się Szatana strzeże. :>

« poprzednia | spis treści | następna »