Poszukiwany żywy lub martwy, czyli kolejny "fatalny" art o wampirach ;-]
Fatal_Error
Boże - niedawno napisałem i wysłałem ważącą 13 kilo recenzję drugiej części Half - Life'a i już nie mam pojęcia jak zdania układać. Czuję się teraz wypalony i nie mam pojęcia jak rozpocząć tworzenie jakiegoś tekstu do BRC i w ogóle mam takie wrażenie, że te słowa przeczytacie trochę później niż zwykle. "To pustka w mej głowie, to pustka w mym słowie to..." - fani hip - hopu z pewnością rozpoznają te słowa. Ja osobiście nie przepadam za hip - hopem [heloł, brother! - ubz], ale te słowa jak żadne inne pasują do stanu, w jakim się znajduje, skoro jednak zasiadałem za klawiaturą to znaczy, że jeszcze nie odechciało mi się pisać. Przejdźmy jednak do konkretów.
W sumie nie do końca wiem jak zacząć ten tekst (znowu?). Ma on traktować o wampirach, a konkretnie o ich podziale, ale nie takim znowu zwyczajnym podziale. W ogóle do napisania tego tekstu zainspirowała mnie rozmowa z kumplem o wyżej wymienionych istotach. O co mi chodzi? Otóż powszechnie przyjęte jest, że wampiry są martwe, że wampiryzm jest przekleństwem itp. Ja w tym tekście chciałem przestawić jak ja widzę wampiryzm i czym dla mnie jest.
Po pierwsze i najważniejsze - wampiry nie są martwe, a wampiryzm to nie przekleństwo! Wampiryzm jest chorobą, a mit o wampirach, jak zresztą wiadomo, powstał w zamierzchłych czasach, gdy ludzie nie potrafili wyjaśnić wielu zjawisk i o większość z nich posądzali Boga. W tych właśnie czasach wszyscy, którzy choć trochę zachowywali się inaczej od ogólnie przyjętych schematów, uznawani byli za opętanych sługusów szatana, czy oskarżani o uprawianie czarów. Taaak, w tamtych czasach droga na stos była bardzo prosta - wystarczyło oskarżenie zawistnego sąsiada.
Kiedyś dane było mi przeczytać kilka fragmentów wielkiej księgi, według której Św. Inkwizycja "testowała" oskarżonych. Nie macie pojęcia jak się uśmiałem czytając opis niektórych metod. Tak czy siak oskarżenie było równe z wyrokiem śmierci. Weźmy np. że takiego hmm... dla odmiany, Dead Eye'a oskarżono o czary. Jedna z metod polegała na tym, że wiązano takiego osobnika i wrzucano do jeziora, rzeki czy innego głębszego bajora. Zasada była taka, że jeżeli oskarżony faktycznie jest sługą szatana ten nie pozwoli, aby jego podopieczny odszedł z tego świata, więc jeśli jakimś cudem Dead Eye'owi udałoby się przez jakiś czas pomimo krępujących go więzów utrzymać się na powierzchni to i tak szedł na stos, ponieważ był sługą szatana. A co jeśli utonął? Nic - ogłaszano zapewne, że Dead Eye nie był czarownikiem i wszyscy się rozchodzili do swoich domów. Pomyślcie jak ciężko mieli ludzie, którzy padli ofiarą bardzo rzadkiej choroby i z powodu uczulenia nie mogli wychodzić na światło dzienne.
Niestety fachowej nazwy tego schorzenia nie pamiętam, ale jest niemal pewne, że mit wampira powstał właśnie z powodu tej choroby. Choroba to, o ile się nie mylę, (a mogę, bo pewne informacje usłyszałem bardzo dawno temu i do tego czasu mogły ulec zniekształceniu lub ogólnie zanikowi) brak pewnej substancji w krwi człowieka. Ten brak powodował właśnie uczulenie na słońce. Obiło mi się także o uszy, że chorym podawano... niewielkie ilości zdrowej krwi. Niestety nie wiem, w jaki okresie naszej historii stosowano tą metodę i czy stosuje się ją nadal. Możliwe zatem, że powstała pewnego rodzaju mutacja tego wirusa, co wiązało się ze zwiększonym zapotrzebowaniem na krew i koniecznością pozyskiwania krwi ze źródeł "alternatywnych".
Dobrze, załóżmy, że mam rację, jak wobec tego można wyjaśnić ich olbrzymią siłę, wytrzymałość itp.? Otóż w czasach, gdy chcąc podnieść wydolność ludzkiego organizmu (a nie było wtedy jeszcze anabolików itp. świństwa), zauważono, że transfuzja krwi bardzo pozytywnie wpływa na organizm ludzki poprawiając w głównej mierze wytrzymałość, ale nie tylko. Zawodnikowi, który chciał podnieść wydolność swojego organizmu podczas zabiegu transfuzji podawano inną krew lub jego własną (pobraną wcześniej). Taki zabieg niósł jednak ze sobą niebezpieczeństwo zarażenia się wirusem HIV lub innym mało ciekawą chorobą. Wymyślono, więc środek o nazwie... i tu niestety ujawnia się kolejna luka w mojej pamięci. W każdym bądź razie kilka lat temu podczas jednej z edycji Tour de France, podczas rutynowej kontroli w samochodzie jednego z zawodników (albo jego żony) znaleziono ponad 200 ampułek tego specyfiku. Ktoś powie, że wampiry przecież nie przetaczają sobie krwi tylko ją piją. Zgadza się, ale krew to bardzo pożywny napój pełen witamin itp. i bardzo pozytywnie wpływający na organizm. Plemiona Masajów (chyba - kolejna dziura w głowie) piją m.in. krew zwierząt wymieszaną z kozim mlekiem i jakoś nie przeszkadza im nieciekawy Afrykański klimat.
Pozostaje jeszcze kwestia długowieczności i na to też mam odpowiedź - spowolniony metabolizm. Całkiem niedawno naukowcy odkryli gen odpowiedzialny za przemianę materii w naszym organizmie. Zrobiono, więc eksperyment i u pewnego rodzaju robaków (nazwy oczywiście nie pamiętam), które normalnie żyją kilka do kilkunastu dni pięciokrotnie spowolniono przemianę materii i okazało się że te zmutowane robale żyły pięć razy dłużej od swoich nie zmutowanych braci. Ta teoria ma jednak swoją wadę. Otóż zmutowane robaki oprócz tego, że żyły pięć razy dłużej wszystkie swoje czynności wykonywały pięć razy wolniej (rozmnażały się, poruszały itp.). Ja mam jednak na to inną teorię - może wampiry umią na czas drzemki wprowadzać się w pewnego rodzaju stan letargu, choć niekoniecznie. Mistrzom jogi przez cały dzień wystarczyło dwie godziny snu, a na dodatek podczas owej czynności potrafili zachować pełną czujność. Inna sprawa, że znam człowieka, który pod wodą jakimś cudem potrafi spowolnić pracę serca, a co za tym idze wytrzymać znacznie dłużej pod wodą niż przecięty śmiertelnik. Inna sprawa, że podczas zwykłego ludzkiego snu także w pewnym stopniu spowalniany jest metabolizm, a przecież wampiry siłą rzeczy muszą spać (lub przynajmniej pozostać w ukryciu) znacznie dłużej niż człowiek.
Jak jednak rozwiązać kwestię szybkiej regeneracji? Cóż, gdy ja byłem w szpitalu, lekarz, który mnie operował nieźle był zaskoczony bardzo szybką regeneracją mojego organizmu po tak poważnej operacji, jaką przeszłem. Dobrze, ale nie o tym chciałem. Regeneracja ran to indywidualna kwestia każdego człowieka i zależy m.in. od sposobu odżywiania się, warunków klimatycznych itd. itp. Jak już wspominałem, krew jest bardzo pożywnym napojem, a tempo regeneracji np. ran zależy m.in. od ilości krwinek płytkowych [??? - ubz] w naszej krwi. Owszem, wampiry regenerują się szybciej niż przeciętny człowiek, ale nie natychmiast.
A co z chorobami przenoszonymi przez krew, w tym najpopularniejszą, czyli AIDS? Podczas badań nad szczepionką na tą paskudną chorobę dokonano bardzo ciekawego odkrycia. Otóż zdarzało się, że badany człowiek był nosicielem wirusa HIV, ale wcale nie chorował na AIDS - wirus przebywał w jego organizmie niejako w uśpionej formie. Oczywiście na pewno istnieje możliwość, że taki nosiciel może zarazić innego człowieka, ale teraz przynajmniej wiecie jak ja to widzę.
Powoli będę kończył. Nie będę poruszał kwestii półwampirów i innych dhampirów, ponieważ tu sprawę mutacji należy osobno rozpatrywać dla każdego przypadku (może się np. zdarzyć, że dany osobnik będzie miał tyle szczęścia, co Blade, może urodzić się zwyczajny człowiek o niezwykłej sile itp. itd. - kombinacji jest mnóstwo). Mam nadzieję, że udało mi się przekonać was do mojej wizji wampirów, a jeśli nie i macie jakieś kontrargumenty, to siadać za klawiaturę, pisać i słać do uobooza.
P.S. Przepraszam za trochę dziurawą konstrukcję tego tekstu. Niestety pamięć mam dobrą, acz krótką i wiele informacji w ciągu kilku lat zdążyło ulotnić się z mojej głowy. Nie mniej, jeśli macie jakieś zastrzeżenia, co do tego tekstu, znaleźliście jakieś błędy lub nieścisłości to piszcie. Jeśli jednak nadarzy się okazja do powiększenia swojej wiedzy na temat poruszonych przeze mnie zagadnień, na pewno napiszę dużo dokładniejszy tekst na ten temat.
P.S. 2 W pisaniu tegoż artykułu wybitnie pomógł mi świetny instrumentalny utwór The Jester's Dance zespołu In Flames (album The Jester Race).