The Suffering
uobooz

Rance Truman. Facet skazany na karę śmierci. Zabił gołymi rękami swoją żonę oraz dwóch synów. Podobno. Sam nic nie pamięta. I, zdaje się, już sobie nie przypomni, bo tylko kilka chwil dzieli go od zejścia z ziemskiego padołu. Egzekucja odbyć się ma w więzieniu Abbott, znajdującym się na wyspie Carnate. Czyli gra ma się rozpocząć śmiercią głównego bohatera? Nic bardziej mylnego...

"How many times I've done this and I still hate it."

Gra rozpoczyna się intrem na silniku gry. Torque (ksywka Rance'a) jest prowadzony do swej celi przez dwóch strażników. Wewnątrz siada na pryczy, zdejmuje papucie i rzuca nimi. Jednocześnie kolesie z pobliskich cel głośno rozmawiają na jego temat. Jeden na Torque'a naskakuje, drugi go broni mówiąc: "You know shit about him" (czy coś w tym stylu :). Chłopaki zaczynają ostro bluzgać (motherfucker, fuck i tym podobne rzeczy padają z ich ust). Po chwili strażnik przywołuje ich do porządku. Zaraz po tym więzieniem porusza trzęsienie ziemi. Pojawiają się... "cosie". Te cosie mają jeden cel: wyrżnąć wszystkich. I tym sposobem życie tracą okoliczni współwięźniowe oraz pracownicy Abbott. Przed celą Rance'a szybko przebiega jakieś monstrum i "w biegu" powala kraty. W tym momencie przestajemy jedynie oglądać i wcielamy się w Torque'a. Podbiegamy do celi obok i wyjmujemy ostrze wbite w więźnia - to nasza pierwsza broń. Wychodzimy na korytarz... Tak zaczyna się nasza przerażająca przygoda na wyspie Carnate...

"Inmate! Back in your cell! Everything is under control!"

Dookoła pełno krwi, zmasakrowanych ciał strażników. Wszędzie ciemno. Z rzadka bździ jakaś żaróweczka. Do naszych uszu dobiegają przerożniaste i przerażające głosy. Tu uwydatnia się pierwsza ogromna zaleta The Suffering. Geniala wręcz oprawa audio. Potępieńcy z jakimi walczymy wydają się z siebie naprawdę poruszające dźwięki. Włos się na ciele jeży wszelaki. Buduje to ciągłą atmosferę niepewności. Do tego dochodzą jeszcze świetne muzyczne kawałki, które biją po uszach niemiłosiernie, jednocześnie idealnie wpasowując się w wyświetlane na ekranie sceny. Coś nieprawdopodobnego, choć prawdą jest jednak, że oprawa dźwiękowa tegoż horroru nie jest najlepszą. Są gry bardziej przerażające samym dźwiękiem. Fonia w The Suffering to jednak prawdziwa czołówka.

"This place is stronger than you."

Miejscówki jakie odwiedzamy podczas popierdzielania przez Carnate są zróżnicowane i cholernie klimatyczne. Fajnie się posuwa przez obskurne wnętrze Abbott, gdzie wszystkie ściany są obdrapane, a więzienna surowość bije po gałach. Natomiast majsterszytkiem są tereny na zewnątrz. Przepiękna roślinność w jesiennych barwach świetnie komponują się z mrokiem nocy, obłokami pary wydobywanymi z ust bosego, ubranego w same spodnie i podkoszulkę Torque'a oraz spowijającą okolicę mgłą, którą wygląda po prostu niesamowicie. Wszyscy psiorczą na oprawę The Suffering, ale się na nich i tak wypinam. Dla mnie ta gra wygląda naprawdę ślicznie. Pomykanie wśród drzew, krzaków poprzez otwarte tereny zrobiło na mnie wrażenie. Ta niepewność wyglądająca zza każdego drzewa, ten strach nacierający zza każdego pagórka, ta gęsta niczym mgła atmosfera... Cudo. Rozpływałem się nad otwartymi terenami aż do samego wielce zaskakującego finału całej tej opowieści.

"The man himself, Torque."

Słów kilka o główym bohaterze tej poruszającej kupę w dupie i mrożącej mocz w pęchęrzu grze. Facet to twardziel jakich mało. Ma twarz seryjnego zabójcy, zapuszczone baki i mordercze spojrzenie. Dryblas na którego widok zadrżał by niejeden dres. Nie dziwię się, że go skazali, mimo iż nic nie pamiętał z całego zajścia. Z takim wyglądem... Koleś jest silny, zwinny i nic mu nie straszne. Nierzadko zdarza się, że jest od stóp do głów zalany posoką swoich ofiar (takiej makabry w grach jeszcze nie było) Takiego bohatera jeszcze nie było. Wyglądem deklasuję Duke i jeszcze paru innych madafaków, w tym parę hydraulików - Mariana i jego brata Lucka. Do tego przez całą grę nie wypowiada ani słowa. Od dzisiaj zapuszczam baki...

"(...) or I will punch a hole in your sorry ass."

Przeciwnicy z jakimi przyjdzie nam się postukać to potępieńcy dosłownie nie z tej ziemi. Są "wizualizacjami" znanych światu form wykonywania kary śmierci. I tak spotykamy się z wielkimi "cielakami" mającymi na plecach kilka karabinów z których sieją do nas bez żadnych skrupułów (pluton egzekucyjny). Na naszej drodzę stają także między innymi poczwary w powbijanymi w ciało strzykawkami z trucizną, którymi nie omieszkają rzucać w Torque'a, tudzież wskoczyć na niego i wbić mu taką. Ciągle ciężko dyszą i poruszają się "na czworaka". Mamy tu także twory z ostrzami w miejsce kończyn, którymi ciągle sieczą swoje ofiary. Na gruncie stoją na "nogach", natomiast po ścianach i suficie chodzą w sposób przywodzący na myśl ruchy pająka. Lubią atakować zwisając z sufitu oraz kręcąc śruby w powietrzu. Gdy są w pobliżu poznasz ich po tym, że w oczekiwaniu na ofiarę lubią skrobać ostrzami o różne nawierzchnie. Pojawia się jeszcze kilka innych typów wrógów, ale wolę ich nie zdradzać. Sami zobaczycie...

"Die, you motherfuckers!"

Skoro wiadomo co tłuczemy, to dobrze by chyba było wiedzieć czym to coś tłuc, prawda? Otóż sprzęcicha mamy tu naprawdę sporo. Najpierw wpada nam w łapy wspomniane ostrze. Potem szybko zdobywamy rewolwer. Ale to i tak jeszcze nic. Dopiero gdy znajdziemy drugi rewolwer zaczyna się ostre wymiatanie. Ale dalej to i tak nic takiego. Potem jeszcze znajdujemy strzelbę, znanego choćby z Mafii Tommy-guna, granaty oślepiające (szczególnie nienawidzą ich światłoczułe Slayers, czyli te gadziny z ostrzami), granaty rozpryskowe, laski dynamitu, koktajle Matołowa, a czasem nawet przyjdzie nam zasiąść "za sterami" działka stacjonarnego, z którego będziemy naprawdę ostro wymiatać. Skoro już piszę o całym sprzęcie to dodam tylko, że mrok rozdzierać będą znajdywane tu i ówdzie flary oraz latarki, do których baterie lubią się szybko wyczerpywać (na szczęście nawet na "medium" jest ich wystarczająco dużo). Natomiast zdrówko, wzorem Maxa Payne'a, uzupełniać będziemy zdobywanymi prochami, których nie używamy "na miejscu", a nosimy ze sobą i sami zarządzamy ich zasobami.

"Kill him, kill him, kill him!"

The Suffering, jak na dobry horror przystało, posiada ciekawą fabułę. Nie poznałem wszystkich niuansów (nie znam angielskiego), ale część zrozumiałem i przyznać muszę, że historia opowiedziana w grze jest naprawdę ciekawa. Torque podczas wędrówki przez Carnate miewa dziwne przebłyski, czy to w postaci jakiegoś obrazu, czy całej sekwencji stanowiącej króciutką cut-scenkę. Co jakiś czas widzi swoich członków rodziny, którzy przemawiają do niego. Miewa także przebłyski stanowiące krótki powrót do przeszłości. Co jakiś czas spotyka więźniów i strażników. Zawsze na początku takiego spotkania słyszy dwa różne głosy. Głos jego żony podpowiada mu, by był dobry, spokojny wobec napotkanego, natomiast złowieszczy męski głos mówi, by zabił. To, jak będziemy postępować wobec innych ma zresztą wpływ na zakończenie gry. Sami wybierajcie, jacy chcecie być (ja przeszedłem gra dwa razy, poznałem dwa zakończenia - gra jest tego warta). Jeśli nie będziecie zabijać z miejsca wszystkich jak popadnie, to często z pewnością zyskacie tymczasowego kompana. Jakby tego było mało, często także spotykamy trzy nietypowe postacie, które opowiadają nam bardzo ciekawe rzeczy. Wszystkie te elementy, o których opowiedziałem w tym akapicie robią z The Suffering coś o wiele więcej niż naparzankę. To prawdziwy, interaktywny horror.

"Calm down, he is so friendly."

Nim przejdę do zakończenia opowiem jeszcze troszkę o silniku, na jakim powstała recenzowana tu gra. Otóż Riot Engine zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie. Mimo iż moja karta graficzna uchodzi za słabą w dzisiejszych czasach (GF4MX440), to jednak Riot wycisnął z niej naprawdę ciekawe rzeczy. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem, że dostępna jest opcja "Pixel Shaders". Obłęd. Z zapuszczonym anti-aliasingiem, bump-mappingiem i blurami The Suffering wygląda wyśmienicie, a ja co rusz zaliczałem opad szczeny. Zachodzę tylko w głowę, czemu wszystkie gry konsolowe dostają takie efekty bez problemów, a ja potrzebuję naprwadę dobrej karty graficznej by w większości gier te właśnie efekty móc oglądać. Producenci robią graczy pecetowych w bambuko. Czemu na przykład w takim NFSU2 nie mogę zapuścić blurów, a w The Suffering mam je bezproblemowo? Ktoś tu chyba gra niezbyt czysto. Albo jestem ciemna masa i tylko mi się wydaje, że mam rację.

"No chłopcy, kończcie flaszkę i do domu."

Nie będę się bawił w żadne wystawianie oceny i wyliczanie dobrych oraz słabych stron (których notabene podczas szarpania w The Suffering nie odnotowałem) tegoż tytułu. Polecam tę grę każdemu, komu odpowiadają te klimaty, bowiem gierka gwarantuje kilka(naście) godzin świetnej zabawy. Z grami obcuję już od jakichś 11 lat i szczerze przyznaję, że "Cierpienie" to jedna z najlepszych gier w jakie w swoim życiu grałem. Po tym, jak tę szpilę ukończyłem, potrzebowałem jeszcze jakiejś doby, by otrząsnąć się z wrażeń, refleksji i w pełni powrócić do normalnego świata. Niechaj to będzie rekomendacją dla tej giercy. Taaaak... Ten tytuł naprawdę zapada w pamięć i (ewentualnie) odciska piętno na psychice.

uobooz