Opowiadanie
Rhonin
"W końcu jakaś akcja", pomyślała Rayne, wchodząc do pełnego wampirów pomieszczenia.
-Chcecie się zabawić, chłopcy? - powiedziała szczerząc kły.
Kilka szybkich cięć wystarczyło, żeby zakończyć żywot trzech nadbiegających wampirów. Dhampirzyca podniosła należący do jednego z przeciwników pistolet i wbiegła po schodach do wąskiego korytarza. Zdążyła przebiec tylko kilka metrów, zanim ktoś uderzył ją w głowę i straciła przytomność.
Gdy się obudziła, ujrzała, że jest w jakimś niewielkim pomieszczeniu. Nie było tam nic oprócz dużego okna, świecącej słabym światłem żarówki i rozpadających się drzwi. Cały pokój wypełniał jakiś dziwny fetor. Wydawało się, jakby nie było tu nikogo od lat. Nagle drzwi otworzyły się i Rayne zobaczyła nad sobą twarz jakiegoś wampira. Po chwili rozpoznała, do kogo należy - to był jej ojciec, Kagan.
-Miałam nadzieję, że cię spotkam, ale nie sądziłam, że to stanie się tak szybko - powiedziała Rayne i spróbowała wstać. Dopiero teraz zauważyła, że jest przywiązana do łóżka i nie może się ruszyć nawet o milimetr.
-Ty...
-Leż spokojnie, głupia dziewczyno, chyba, że chcesz pożegnać się z tym światem. Nie bój się, nie zabiję cię, przynajmniej nie teraz. Jesteś mi na razie zbyt potrzebna...
-Potrzebna do czego? - przerwała mu Rayne.
-Jak już pewnie wiesz, wynaleźliśmy substancję, dzięki której promienie słoneczne nic nam nie robią.
-Przecież nie jestem taka głupia - warknęła Rayne - Mów, co chcesz zrobić.
-Mamy zamiar wyjść na ulice, zaatakować ludzkość i uczynić z niej nasze pożywienie. Mamy dość ta...
Nie skończył, bo w tym momencie Rayne, na którą Kagan nie zwracał teraz uwagi, udało się jakoś wyrwać z więzów.
-Jeszcze zobaczymy - powiedziała wyskakując przez okno.
-Brać ją! - wrzasnął Kagan.
Teraz Rayne przyjrzała się okolicy. Z pewnością było daleko od miejsca, w którym jeszcze nie tak dawno uciekała od wampirów. Ale teraz też musiała uciekać. Po chwili biegu zobaczyła trzech opryszków. Na szczęście nie spodziewali się ataku, więc dhampirzyca nie miała żadnego problemu z zabiciem ich. Zabrała ich broń i zauważyła, że jeden z bandytów miał przy sobie detonator. "To może mi się jeszcze przydać", pomyślała i nie widząc innej drogi weszła do dużego budynku sprawiającego wrażenie dziwnie zadbanego jak na te opuszczone, ponure miasteczko. Sądząc, że tu znajdzie coś wartego uwagi, Rayne weszła do środka. Choć z zewnątrz budynek wydawał się zadbany, wewnątrz wcale taki nie był - wszędzie ze ścian odpadał tynk i panował tam taki sam fetor jak w miejscu gdzie była uwięziona przez Kagana. Dhampirzyca cicho przeszła przez korytarz... W następnym pomieszczeniu było kilkanaście wampirów z Kaganem na czele.
-O, znalazła się nasza zguba... Brać ją! Ja tymczasem zajmę się innymi sprawami...
[Ratatata!] Pięciu przeciwników padło od strzałów Rayne. Rudowłosa piękność wpadła w szał i z niesamowitą szybkością pocięła resztę przeciwników. Teraz przyjrzała się pomieszczeniu. Wyglądało ono na coś w rodzaju magazynu i było równie obskurne i zaniedbane jak reszta budynku. W jednej ze skrzyń znajdujących się tam znalazła materiały wybuchowe. Gdy wyszła na zewnątrz, z dwóch stron nadbiegały dziesiątki wampirów. "Na pewno sobie z nimi nie poradzę", pomyślała. Jedyna droga prowadziła pod ziemię, na stację metra. Rayne pobiegła tam szybko.
Tak jak w reszcie miasteczka, tutaj też wszystko wydawało się opuszczone. Nie było tam żadnych źródeł światła, więc panowała zupełna ciemność. "Dobrze, że jestem półwampirem, a nie człowiekiem, nic bym tutaj nie zobaczyła" pomyślała dhampirzyca biegnąc wgłąb tunelu metra. Nagle Rayne wpadła na pomysł, że mogłaby tu podłożyć zdobytą wcześniej bombę, a gdy wampiry wbiegną do tunelu - wysadzić ją. Gdy tylko większość wampirów była już w tunelu, odpaliła bombę. Nawet z zewnątrz słychać było wybuch i wrzaski umierających wampirów.
Teraz znam swojego przeciwnika. Wiem, co muszę zrobić. Kolejny już raz uratować świat. Kaganie, twoje dni na tym świecie dobiegają końca. Jeszcze się zobaczymy, ojcze...