|
..ale czy cudem jest także film
Kosturicy?
Szedłem na "Życie jest cudem" z wielką nadzieją. Po pierwsze w ogólne na jego obejrzenie. ;) Wpadam bowiem do MOKu (w głogowskim kinie nie puszczają takich produkcji) z zamiarem zakupienia biletu w dosyć wysokiej cenie dziesięciu złotych. Wszystko byłoby okej, gdyby jeszcze ktoś z tego wiejskiego siedemdziesięciotysięcznego miasta chciał przyjść w piątek o 16.30 na film. No, ale tak dobrze nie było. Nie dość, że do kina chodzę średnio raz w roku, to jeszcze jak już wpadam, to nie ma seansu. ;p Poczekałem do 20.00 i jakimś cudem znalazło się jeszcze 8 osób, które wspólnie ze mną chciały ten film obejrzeć. Może przyszły, żeby mnie obejrzeć? ;P No nie wiem. Ja tam przyszedłem obejrzeć "Życie jest cudem" Emira Kosturicy. :)
Po doskonałym "Undergroundzie" (cholera, w każdej recenzji muszę się do niego odwoływać?) Kosturica trochę spuścił z tonu. Postanowił nakręcić film wesoły, o pozytywnej wymowie ogólnej, choć nie pozbawiony ukrytych symboli. Wszystko byłoby w porządku, gdyby widz oglądający wcześniejsze produkcje Bośniackiego reżysera nie odczuwał lekkiego deja vu. Emir korzysta bowiem z doskonałego wzorca na film: trochę groteski, ogromna dawka humoru, wariacji na ekranie, miłości i ukrytych symboli, do tego świetna gra bardzo autentycznych aktorów, doskonała muzyka No Smoking Orchestra, której Kosturica jest basistą i już mamy przepis na film wybitny. Oczywiście byłby wybitny, gdybyśmy nie znali reżysera i wcześniejszych jego dzieł. Tak wychodzi nam tylko film bardzo dobry, pozostawiający jednak mały niedosyt.
Dla osób nie znających twórczości Emira Kosturicy ten film jest pozycją obowiązkową. Stanowi bowiem doskonały wstęp do charakterystycznego stylu reżysera, rozpoznawalnego bez trudu nawet przez całkowitych amatorów. Film ten na pewno takich zachwyci i jestem niemal w stu procentach
pewien, że sięgną po kolejne dzieła. I te dzieła spodobają im się jeszcze bardziej niż "Życie jest cudem". Taka kolejność jest jak najbardziej prawidłowa. To znaczy byłaby, gdyby Kosturica zaczynał swoją przygodę z filmem. Po takich hitach jak "Arizona Dream" czy "Czarny Kot, Biały Kot" można czuć
pewien niedosyt. Nie żeby film był nudny, aktorzy grali słabo, a całość rozgrywała się głównie w jednym pokoju. Reżyseria jest bardzo dobra, gra aktorów świetna, muzyka niemal idealna. Brakuje jednak czegoś, co posiadał na przykład "Underground" czy "Arizona Dream". Może jest to po prostu wina widzów, którym filmy o miłości i pozytywnym przesłaniu trochę się przejadły? Możliwe. Ale miłość w "Życie jest cudem" zyskuje zupełnie nowy wymiar. Rozbawia, smuci, prowadzi do tragedii, wyśmiewa i w ogóle gra na wszystkich uczuciach i prowadzi do różnych sytuacji, a także pokazuje zachowanie jednostek i społeczeństwa. Wyśmiewa, ale w sposób bardzo subtelny stara się postawić widzowi pytania, na które sam powinien sobie odpowiedzieć. Czy ta wojna naprawdę wynikała z ludzkiej nienawiści? Reżyser odpowiada na nie filmem w sposób śpiewający, bez najmniejszego zacięcia. Tylko pozazdrościć tak optymistycznego podejścia do sprawy. ;)
Podsumowując recenzję, z której niczego nie dowiedzieliście się o fabule (bo po co?) film "Życie jest cudem" jest bardzo dobry. Ma bałkański klimat, świetnego reżysera, aktorów, muzykę, ale czegoś mu brakuje. Nie wiem czego, ale i tak zachęcam Was do oglądnięcia. Film jest inny niż klasyczna amerykańska produkcja o miłości w stylu "Ojejka, gdzie jesteś mój ukochany? Och, zapomniałam, że nie żyjesz", ale kawałkiem talentu Kosturicy, który ma jeszcze ogromny potencjał twórczy (co udowodnił także tym filmem) i mam nadzieję, że nie
zawaha się go wykorzystać. Tego sobie i Wam, of corz, życzę. ;)
»Ocena:
8+/10
»Autor:
|