|
Hmm... to już druga starsza produkcja (jak pójdzie dobrze to będzie i trzecia) o podobnej tematyce, jaką oglądałem w dość krótkim czasie. Cóż, widocznie z wiekiem oceniam filmy mające trochę lat na karku... ale co z tego? Przecież wiadomo, że jak film jest bardzo dobry, to nie liczą się lata.
Niesamowite. Po raz pierwszy mam problem, jak opisać fabułę filmu. Co się ze mną kurde dzieje?! Hmm... może tak: film opisuje dzieje plutonu wojskowego w czasie wojny w Wietnamie. A konkretniej - dzieje jednego z żołnierzy tego plutonu, młodego Chrisa Taylora przez większość służby.
Niestety, nie obejrzałem "Urodzony 4 lipca". Niezmiernie szkoda, gdyż byłby to już trzeci film, opisujący przeżycia bohatera wojny w Wietnamie, który bym recenzował. Przypadek? Bo ja wiem. Zresztą, nie chodzi tu o ilość recenzji, tylko o ich jakość, prawda? Podobnie jest w "Plutonie". Możemy sobie zobaczyć sporo aktorów (statystów też), ale zbytnio ich nie zauważamy. Dajmy za przykład Johnny`ego Deppa - kogo grał, uświadomiłem sobie na napisach końcowych. Prawda, widziałem go, cieszyłem się (mój ulubiony aktor), ale go nie zapamiętałem. Przecież to niewybaczalne! Co innego z Sheen`em, Berenger`em czy Dafoe`m (cudownie ukazany konflikt między sierżantami!)... no, każdy z aktorów zagrał co najmniej dobrze, a niektórzy nawet lepiej. Sheen świetnie wystąpił w roli młodego Chrisa - z początku zielony, powoli staje się weteranem. Dwukrotnie rannym (pierwszy raz przez nieuwagę) zresztą. A, jak wyżej wspomniałem, konflikt między sierżantami Barnesem i Eliasem... jest cudowny. Najlepiej ukazany podczas pobytu w wiosce, kiedy panowie okładali się po pyskach. Obaj dowódcy to odmienne charaktery, mające swoich ulubieńców i wrogów w plutonie, jeden to czysty weteran, wielokrotnie ranny, bez skrupułów, a drugi... niemal jak ojciec.
Widzieliście kiedyś plakat "Plutonu" albo okładkę gry? Jest tam właśnie sierżant Elias. Za tą samą scenę ucieczki przed żądnymi krwi Wietnamcami daję filmowi dwa punkty - ranny Elias (dlaczego ranny? Bo został postrzelony; logiczne, prawda?) próbuje uciec od nacierających Wietnamczyków, ale jego koledzy odlatują... to zapada w pamięć. Podobnie jak gest, kiedy wznosi ręce do góry.
W ogóle Wietnam jest malowniczą okolicą - ukazany pięknie w filmie urzeka swą dzikością. Wierzyć się nie chce, że w tym kraju trwa wojna. Takie drzewa, góry, powodują, że niemal chce się robić zdjęcia (nawet zrobiłem tapetę z jednej sceny, jak Dishman się zgodzi to powinna gdzieś być :P), a nie oglądać obraz. Ale jak mogłoby być inaczej, skoro Oliver Stone odwalił kawał bardzo dobrej, dokładnej roboty. Nie znalazłem nic, co by mi się nie spodobało, oprócz tego, że klną tu na potęgę. Osobiście jestem przeciw temu (wystarczy mi w szkole), ale cóż... to tylko film, dorośli ludzie i wojna. A filmów o wojnie jest sporo, tak samo o tej w Wietnamie jak i światowej, a "Pluton" dołącza do ścisłej czołówki. Każdy, kto pragnie obejrzeć solidny, bardzo dobry film, niech nie waha się ani momentu i biegnie do wypożyczalni właśnie po "Pluton". Świetni aktorzy, dobra tematyka i to coś, co się nazywa serce, składają się na całą 9-/10.
»Ocena:
9-/10
»Zalety:
+
kilku aktorów
+ znakomita scena ucieczki Eliasa
+ realizacja
»Wady:
- troszkę tu przeklinają
- zbyt rozwlekła obsada
»Autor:
|