Recenzje

 

W stanach Zjednoczonych po ataku na Word Trade Center w 2001 roku strażacy zajęli specjalną pozycję. Stali się uosobieniem męstwa i odwagi, a być może nawet patriotyzmu. "Płonąca pułapka" to opowieść o strażakach, ich życiu i codziennych zmaganiach w pracy. Jednak nie jest to film opiewający zasługi strażaków podczas ratowania życia po zamachu terrorystycznym. Początkowo bowiem scenariusz przewidywał, że akcja filmu będzie się toczyć w Nowym Jorku, jednak scenariusz był napisany przed 11 września, zatem w filmie z owego miasta zrezygnowano.

Jack Morrison jest strażakiem, zaczyna służbę w oddziale 33, gdzie szefem remizy jest kapitan Kennedy. Podczas jednej z akcji Jack wpada w płonącą pułapkę. Koledzy spieszą mu z pomocą, ale sytuacja jest bardzo trudna. Jack przypomina sobie szczegóły ze swojego życia, to jak został strażakiem, jak pracował ze swoimi kolegami, swój ślub, imprezy rodzinne.

Już myślałem, że Joaquin Phoenix zniknie z horyzontu, że za wiele filmów już z nim nie będzie. Niestety, musze przyznać, że zobaczę go jeszcze w różnych filmach, bowiem potrafi grać, a ja chyba będę musiał nauczyć się pisać jego imię i nazwisko :). Film opowiada o strażakach, czyli każdy normalny człowiek skojarzy to z płomieniami, zapierającymi dech w piersiach paradach. No i tak niby jest. W mojej pamięci tkwi jednak film, w którym to ogień był głównym bohaterem. Był piękny, rozprzestrzeniał się po ścianach i suficie, chował się przed strażakami, żeby w odpowiednim momencie dmuchnąć ognistym podmuchem. Był wręcz uosobieniem zła i wydawało się, że racjonalnie myśli. Tego w "Płonącej pułapce" nie zobaczymy. Ogień jest tu po prostu ogniem, nawet bez specjalnych efektów i to muszę uznać za błąd, bo akurat ten żywioł można pięknie przedstawić w kadrze. Film stawia bardziej na opowieść o losie człowieka, który został strażakiem, bo chciał pomagać ludziom.

Poznajemy życie strażaka. Z jednej strony jest beztroskie. Panowie grają w bilard, robią sobie głupie żarty. Nigdy nie wiesz czy uczynny kolega nie wsadzi Ci przez szparę w drzwiach od ubikacji (gdy siedzisz sobie wygodnie na "tronie") palącej się kartki, albo czy z szafki nie wyfrunie Ci piękna, duża, biała gęś. Ale są i te gorsze strony. Walka z płomieniami, bieganie z "sikawką", rozwalanie dowcipnym obywatelom drzwi toporem. Ale to wszystko nie tyle dla chwały, co dla potrzeby ratowania ludzkiego życia. Poznajemy również żonę Jacka, którą poderwał w supermarkecie, jej troskę o to, że pewnego razu, gdy mąż nie wróci, pod drzwi podjedzie czerwony samochód i ktoś zakomunikuje jej śmierć męża.

Muszę przyznać, że Joaquin Phoenix mnie przekonał. Był wiarygodny, szczególnie gdy rozwalał ścianę, uwięziony w pułapce. Kask mu bardziej przeszkadzał niż pomagał, próbował przekuć się przez ścianę jakimś znalezionym narzędziem. Wszędzie pył, dym, kapiąca woda i naturalnie ogień, ale również podczas całego filmu Phoenix przedstawia nam obraz strażaka. Ponoć dla samego aktora rola ta wymagała wyrzeczeń. Aktor bowiem miał lęk wysokości i kłopot sprawiało mu zjechanie na tych strażackich rurkach, a co dopiero mówić o wyższych wysokościach. Jednak miesiąc wśród zawodowych strażaków zrobił swoje i Joaquin przemógł swoją słabość.

Czy cieszę się z obejrzenia tego filmu? W pewnym sensie i tak i nie, bowiem niczego nowego tutaj nie zaobserwowałem, nic mnie nie zaskoczyło, może trochę krew zagotowała się we mnie pod koniec. Bowiem postać grana przez Travoltę zachowała się nie tak jak ja tego oczekiwałem (przede wszystkim więcej uporu i zaangażowania). Właściwie jednak nic mnie tu specjalnie nie razi, albo denerwuje. Po prostu średni film o strażakach.

 

»Ocena: 6+/10

 

»Autor: Dishman