|
Zastanawialiście się kiedyś czemu w filmach tępieniem wampirów zajmują się przeważnie emerytowani profesorowie, wymachujący na wszystkie strony krzyżem, wraz ze swoimi niezbyt rozgarniętymi pomocnikami, bądź śliczne, blądwłose nastolatki? Jaką oni (no i oczywiście one :)) mogą mieć skuteczność w walce z hordami krwiopijców? Na to pytanie odpowiedź jest prosta, praktycznie żadną! Najwyższy czas aby do akcji wkroczyli profesjonaliści. Nie jakieś tam popierdułki, lecz prawdziwi kilerzy ;). Tacy jak oni, długo nie muszą szukać zatrudnienia. Znaleźli je w powstałym 7 lat temu obrazie Johna Carpentera. Reżyser znany z nakręcenia horrorów takich jak „The Thing” i „Helloween”, powinien zapewnić to aby obraz był czymś więcej niż tylko filmem grozy do jednorazowego oglądnięcia. Czy mu się to udało?
Wśród bohaterów na pierwszym planie widnieje Jack Crow. Twardziel przewodzący specjalną jednostką, której celem jest zwalczanie wampirów. Jego doskonale wyszkolony zespół jest w posiadaniu bardzo bogatego i interesującego ekwipunku. Za przykład podam chociażby praktyczną kuszę strzelającą kołkami, czy też linę doczepioną do samochodu, wywlekającą biedne potwory na znienawidzone przez nie światło słoneczne. Oczywiście to dopiero początek ich arsenału, jednak by poznać pozostałe narzędzia pozostaje Wam zapoznanie się z tym tytułem. Kolejnym ciekawym faktem jest to, że łowcy wkraczają do akcji w ciągu dnia. Cóż gdy, świecą słoneczne promienie dużo łatwiej o zwycięstwo. Przecież czym są wampiry bez mroku utopionego w nocy? Dodam jeszcze, że zespół powstał z inicjatywy Watykanu. Widać ci wszyscy kardynałowie zajmują się dużo poważniejszymi sprawami, niż mogłoby się wydawać ;). Jack wraz ze swoją spółką z nieograniczoną odpowiedzialnością od lat jest zawsze tam gdzie nadmiar stworów nocy i z łatwością redukuje ich populację do minimum. Kiedyś jednak to się musi skończyć…
Film zaczyna się, kiedy nasi bohaterowie trafiają do pozornie wieki temu opuszczonego domu w Nowym Meksyku. Niestety, pozory mylą. Te skromna chatka w rzeczywistości jest jednym, wielkim siedliskiem krwiopijców. Co to za problem dla zawodowców? Szybko za pomocą liny podpiętej do samochodu udaje im się wyciągnąć nietypową zgraję na zewnątrz, gdzie światło dzienne wykonuje za nich resztę pracy. Zadanie nie zostało jednak w pełni zakończone, gdyż przy życiu pozostał Valek, stwórca wampirów z którymi brutalnie rozprawili się łowcy. Można się było domyśleć, że pomści on swoich pobratymców. No, ale trzeba cieszyć się chwilą. Po tym spektakularnym zwycięstwie cała grupa udaje się świętować wraz z gorącymi panienkami i litrami alkoholu. Nie zdają sobie sprawy, że zabawę może popsuć stwórca, którego nie zdołali namierzyć w ciągu dnia. Okaże się on nikim innym, jak stąpającym po ziemi 600 lat ojcem wszystkich wampirów. W dodatku ma on bardzo niecny plan, który będzie szalenie niebezpieczny w skutkach dla ludzi. I tak oto najwięksi profesjonaliści dali się zaskoczyć (wstyd i hańba :P).
Jak we wcześniejszych produkcjach Carpantera, tak i w tej znajdziemy przede wszystkim akcję i brutalność oraz oczywiście twardziela w roli głównej. Brakuje niestety budującego nastrój klimatu z którego słyną poprzednie dzieła tego reżysera. Tak się czasem zastanawiam, czy jeszcze kiedyś ów klimat powtórnie będę czuć podczas jakiegoś wieczornego seansu. Atmosfera w „Łowcach Wampirów” wydaje się jakby trochę osadzona w realiach starego dobrego westernu. Pewnie jest to zasługa Nowego Meksyku, w którym cała ta historia jest mocno osadzona. Mimo to filmowi nie da się zarzucić, iż jest nudny. Jestem pewien, że jest to zasługa szybkiego tępa i efektów gore, których dostajemy całkiem sporą ilość. Akcja toczy się w czasach współczesnych, co coraz częściej zdarza się w tego typu obrazach, ale reżyser, mimo to bez zastrzeżeń połączył nasz świat ze światem krwiopijców, co nie zmusza widza do wykrywania błędów w tej komplikacji. Na niekorzyść przemawia scenografia. Strasznie tandetna i mało zadowalająca. Za to efekty specjalne nie budzą większych zastrzeżeń. Jednak to nie wystarczy aby film wybił się ponad przeciętną. Prawda? Zatem czemu nie jest świetnie? Czemu film posiada kilka poważnych wad? Można by tłumaczyć to niskim budżetem. Lecz taka wymówka uszłaby tylko wtedy, gdyby za kamerą stał ktoś inny. A stoi Carpenter, twórca legenda, we własnej osobie. To powinno chyba, do czegoś zobowiązywać. Przecież jest on człowiekiem, któremu nie straszny mały budżet. Dawniej potrafił wybrnąć, z tego problemu obronną ręką i sprawić nam miłe zaskoczenie. Dziś sprawia jednak niemiłe.
Co ciekawego tkwi w tym filmie? Przecież jest coś, co przemawia, za tym aby wstawić jakąś w miarę przyzwoitą ocenkę. Przede wszystkim mamy niezły scenariusz, który powstał na podstawie opowiadania Johna Steakley'a. Może nie jest on wybitny, za to z pewnością wyróżnia się choć trochę na tle innych. Można śmiało powiedzieć, że zalicza się do nietypowych, bo dotychczas chyba nikt nie wpadł na pomysł aby zastąpić tych biednych starych profesorków (zaraz, zaraz czy przypadkiem nie wcześniej powstał Blade?). Dobra, zatem mamy niezły scenariusz, a co z obsadą? Nie zobaczymy znanych aktorów, no może z wyjątkiem Jamesa Woods’a. Bo któż z nas słyszał o Danielu Baldwinie, czy Thomasu Ian Griffithinie. Woods z pewnością należy do dobrych aktorów i mimo, że trochę skompromitował się w "Strasznym Filmie 2" mam o nim dobre mniemanie. Myślę, że nie zawiódł i jak na mój gust przez większość czasu nie grał, jakoś specjalnie źle. Niestety nie grał też specjalnie dobrze. Podobnie jak reszta obsady spełnił jedynie podstawowe wymagania. Prócz tego możemy też nacieszyć oko kilkoma ciekawymi scenami. Nie będę jednak ich zdradzał, bo co to za przyjemność. Nie mam również wiele, do zarzucenia charakteryzacji wampirów. Wyglądają tak, jak wyglądać powinny. Krwiożercze, blade i intrygujące. Czyli film nie składa się, tylko, z wad, bo plusów też kilka można odszukać.
Podsumowując nie jest tak źle, ale zarazem nie jest dobrze. Wychodzi, na to, że z tym obrazem można się zapoznać. Nie powinniście być jakoś strasznie zawiedzeni. Fani Johna Carpentera mogą czuć lekki niedosyt. To już nie ten sam reżyser, co 20 lat temu. Ogólnie film jest typowym obrazem klasy B, w której Carpenter ma niewielu równych sobie. A przecież stworzył już kilka dzieł, które pozwoliły mu wybić się wyżej. Szkoda, że w „Łowcach Wampirów” nie wspiął się na sam szczyt. A w moim uznaniu mógł
»
Ocena: 6-/10 i jakieś uczucie żalu, że nie było lepiej
:(.
»
Zalety:
+ Ciekawy scenariusz
+ Carpenter jako reżyser
+ Brutalność
+ Akcja, której nie brakowało
+ Ciekawe narzędzia do walki z wampirami
+ Sporo scen Gore
+ Niewysoki budżet (w filmach Carpentera jest to plus!)
+ Wampiry w roli głównej :-E
» Wady:
- Reżyser nie wykorzystał wszystkich możliwości jakie dawał scenariusz
- Scenografia nie powala na kolana
- Nie ma już tego klimatu, do którego przyzwyczaił nas Carpenter
»Autor:
|