Film rozpoczyna
się, kiedy wyspecjalizowani złodzieje włamują się do posiadłości
bogatego kolekcjonera broni, a zarazem antykwariusza, znanego
jako Matthew van Helsing. Gdzieś już słyszałem to nazwisko,
a Wy? [czyżby tytuł kolejnego filmu o
wampirach? ;) - Dishman] Owa szajka liczy na niezłe łupy z jego skarbca. W końcu
chyba nie przez przypadek gość tak sprytnie go zabezpieczył.
Wyobraźcie sobie zatem ich zaskoczenie, kiedy odnajdują
jedynie całą masę bezwartościowych antyków i srebrną,
niepozorną trumnę. Myśląc, że jest ona
pełna złota,
srebra i innych skarbów próbują ją otworzyć. Nie jest to
wcale takie łatwe, na jakie się wydaje. Przecież co to za
skarb, który można zgarnąć w pięć minut. Tajemniczy
grobowiec zabezpiecza cała seria niebezpiecznych pułapek. Za
pokonanie ich bandyci zapłacili bardzo wysoką cenę, którą
okazała śmierć dwóch wspólników. To zdarzenie jeszcze
bardziej utwierdziło ich w przekonaniu, że znaleźli coś
cennego. Coś, czego nie znajduje się codziennie. Nie rozmyślając
długo zabierają grób ze sobą, gdyż jest to jedyne korzystne
wyjście z tej sytuacji. Zgadnijcie kto wyskakuje z trumny
podczas gdy przestępcy odlatują swoim prywatnym samolotem. Nie
trudno się domyślić. Jest to dobrze znany nam hrabia Dracula.
Tak więc my, widzowie stajemy się świadkami wielkiego powrotu
Księcia Ciemności.
Kim jest Matthew van Helsing, o którym pisałem wcześniej?
Nikim innym jak potomkiem najsłynniejszego w historii pogromcy
wampirów, dziewiętnastowiecznego profesora Abrahama van
Helsinga. Przynajmniej za takowego się podaje... W rzeczywistości
jednak jest trochę (tylko trochę!) inaczej. Nic więc
dziwnego, że przywrócony do życia książę poprzysiągł
zemstę właśnie na nim. W dodatku na wprowadzenie tego planu w
czyn ma ponownie całą wieczność. Czy aby na pewno?