Jak powinna wyglądać relacja z wydarzenia sportowego...

Telewizja EuroSport specjalizuje się w przedstawianiu imprez sportowych, które przyciągają przed ekrany miliony ludzi na całym świecie. Tak wielka widownia wiąże się z koniecznością zaspokajania potrzeb oglądających i prowadzenia idealnych relacji. Choć nie jest to łatwe, zważywszy na fakt, że większa część transmisji jest na żywo, to EuroSport radzi sobie wyśmienicie!

Jak już się domyślacie, największą imprezą sportową w okresie, w którym piszę ten tekst, jest Australian Open 2004. Problem w transmisji polega na tym, że trzeba wybrać, który mecz będzie pokazywany - a kibic musi się o tym dowiedzieć. Ja opiszę sytuację z mojego punktu widzenia, czyli jak to zrobiono w Polsce. Oczywiście rola Polaków w relacjach ograniczała się tylko do komentowania meczów, nic poza tym nie można było zmienić w rozkładzie programu. O komentarzu będzie później, więc teraz rzecz najważniejsza, czyli - czy Australian Open dało się oglądać?

Odpowiedź jest oczywista - ależ tak! Eurosport nie tylko nie przeszkadzał w obserwacji spotkania, a wręcz umilał czas spędzony przed telewizorem. Tak więc przy okazji każdego pojedynku dane było widzowi zobaczyć wiele statystyk prowadzonych na bieżąco, powtórki najciekawszych zagrań i przede wszytkim pokazane w nienaganne sposób akcje. Był czas na zaprezentowanie trybun z kibicami, zbliżeń twarzy zawodników, panoramy miasta, ale zawsze gdy tylko piłka miała być wprowadzona do gry, widzieliśmy to na ekranie. Można było być spokojnym, że nie stracimy żadnego fragmentu spotkania, w lewym górnym narożniku ekranu można zaś było zawsze odczytać stan rywalizacji. Dodatkowo, jeśli tylko czas na to pozwalał, przed meczem pokazywano rozgrzewkę zawodników i ich statystyki. Jednakże nie zawsze było to możliwe, bo w początkowej fazie o jednakowej porze rozgrywanych było wiele spotkań i lepiej było przecież oglądać grających tenisistów niż rozgrzewające się gwiazdy.

Z problemem wyboru transmitowanego pojedynku radzono sobie bardzo dobrze. Wiadomo, że na pierwszy ogień szły mecze z udziałem wielkich gwiazd, a dopiero potem, w czasie powtórkowym, spotkania słabszych zawodników. I tak, dzięki tej metodzie, nasze oczy mogły oglądać na żywo wszystkie mecze Andre Agassiego :D (tylko spotkania w pierwszej rundzie nie jestem pewien, w tym czasie byłem w szkole :/). Kibice innych zawodników (a są tacy? :P) też nie mogli narzekać, bo pojedynki tak rozplanowano, by wielkie gwiazdy nie grały w tym samym czasie. Nie zawsze się to jednak udawało, a wtedy trzeba było zdać się na łaskę realizatorów. Wybór raczej był słuszny, bo tak czy siak oglądaliśmy ciekawe mecze :].

Naturalnie każdy fan chciał wiedzieć, jaki mecz będzie transmitowany i o której godzinie. Z pomocą przychodził niezawodny Eurosport :-). Jeśli było wiadomo, że relacje "live" zaczną się o 02.00, to o tej godzinie pokazywano planszę, z której jasno wynikało, jakie mecze będą przedstawiane i w jakiej kolejności. To dawało komfort wyboru. Poza tym także komentatorzy wspominali o następnych meczach i podawali wyniki z równolegle odbywajacych się spotkań. Nie mogli narzekać także internauci, bo na oficjalnej stronie www.eurosport.com znajdował się aktualny program. Nie wiem, jak to zrobiłem, ale na mecze Agassiego nigdy się nie spóźniłem :D.

Trzeba tu zauważyć, że EuroSport poświęcił na cel Australian Open ogromną większość czasu antenowego. Jak już wspomniałem relacje na żywo rozpoczynały się Polsce od 02.00 (tak dla porządku - od drugiej w nocy :P) i trwały do ok. 12.00. Po południu w programie było dużo powtórek spotkań, dla których nie znalazł się wcześniej czas na antenie. W tym okresie tenis niepodzielnie panował w Eurosporcie. Nie wiem, czy ktoś zdołał to wszystko obejrzeć, ale to chyba niemożliwe, bo należałoby w takim wypadku prawie wcale nie spać :].

Jeśli jednak ktoś taki się znalazł, chwała mu za to - oglądanie emocjonującego pojedynku było rzeczą najważniejszą i dzięki stacji Eurosport można było to robić na najwyższym poziomie. Nawet reklamy, ciągle te same, nie zmuszały do przełączania kanału, bo puszczane były tylko podczas przerw w grze. Jak wiadomo, za emisję spotów podczas takiej imprezy trzeba słono płacić, więc stacja zarobiła na tym mnóstwo pieniędzy, nie obniżając przy tym poziomu emisji. Co się zaś tyczy komentarza, polskim komentatorem był Karol Stopa. Nie powiem, że nie było wpadek, bo były, ale to się przytrafia każdemu (choć są wyjątki, a raczej były, bo podczas turnieju zmarł Zdzisław Ambroziak - najlepszy komentator tenisa i siatkówki jakiego znałem. R.I.P.). Nie były one jednak poważne i nie wpływały ujemnie na ogólną ocenę relacji. Dodatkowym gościem był Wojciech Fibak, który towarzyszył widzom przez kilka spotkań. Podczas wspólnego komentowania to był dopiero bałagan! Każdy chciał mówić i każdy wypowiadał się na inny temat, ale można im to wybaczyć, bo słychać było, że komentowanie sprawiało im przyjemność. Na stanowisku komentatorskim siadała również inna ekipa polska, ale już mniej sprawna i nawet nie zapamiętałem ich nazwisk. Mówi się trudno...

I to właściwie będzie wszystko. Relacjom EuroSportu z Australian Open 2004 można jedynie zarzucić kilka kilkunastosekundowych przerw w transmisji, ale to można bez problemu wybaczyć, wszak turniej odbywał się w Australii, a to jest ładny kawałek drogi od Polski ;-). Jak zawsze warto było postawić na EuroSport, bo oglądanie relacji tej stacji z imprez sportowych to czyściutka przyjemność, a AU2004 całkowicie to potwierdza.

Rafałek
xfiles1@go2.pl


PS. Najgorsze w tym wszystkim jest zakończenie turnieju, nie wygrał Agassi :-(.
PS2. Więcej o przegranej Andre :-( i całym Australian Open 2004 przeczytacie w AMSport.
PS3. A i w tym numerze WT możecie poszukać tekstów ściśle związanych z tą tematyką.
PS4. Tekstów o Roberto Carlosie i zespole Queen nie macie co szukać, bo takowych jeszcze nie napisałem :P.