FELIETON, czyli wywody nie do pojęcia Małego Księcia (odc. 7)

W dzisiejszym odcinku naszych comiesięcznych rozważań na tematy sportowo-telewizyjne poruszę temat może i mocno odbiegający od tematyki tego kącika i dotychczasowych felietonów, ale i z drugiej strony mocno związanego ze sportem i właśnie telewizją. Dziwne zdanie i stwierdzenie mi wyszło, co nie ;). Ale idea jego jest prosta... A przeczytacie o... Totalizatorze Sportowym. Nie będzie to jednak żadna recenzja, systemy ani nic w tym stylu, tylko trochę przemyśleń i doświadczeń własnych.

Totalizator Sportowy to dla niekumatych (są tacy?) inaczej zakłady liczbowe albo po prostu Lotek. Tak. Od pewnego czasu zacząłem grać w Dużego Lotka. Powody miałem różne, ale w zasadzie to jeden - chciałem wygrać kupę kasy. [Jak to czytacie to pewnie już wygrałem ;)]. Nie wnikajmy jednak w szczegóły moich finansów. Nie to jest przecież najważniejsze w tym, co chcę Wam dzisiaj przekazać.

Każdy kupon, obstawiony co środę i piątek (sobotnie losowanie) wiąże się z tym samym. Z czym? Z emocjami! Całą zabawę zaczynam zawsze od obstawienia liczb. Kiedyś grałem na chybił-trafił, ale przestałem wierzyć w ten ich system ;). Po obstawieniu kuponu, co czynię zawsze przed szkołą, cały dzień myślę o tym, co zrobię z wygraną. Myśli mam przeróżne, ale zawsze schodzą one do jednego punktu - jak wygram to pójdę na prywatne studia dziennikarskie o specjalności prowadzenie gazety i w przyszłości założę własną redakcję :). Drugi etap emocjonalny to wtedy, jak już wrócę do domu i oczekuję samego losowania, które jest zawsze (czyli w środy i soboty) o 21:30 na Polsacie. Samo wyczekiwanie jest w sumie takie sobie, ale kiedy już połączymy się ze studiem to emocje sięgają zenitu, choć do Dużego Lotka zawsze muszę jeszcze przeczekać dwa losowania. Kuponu nigdy nie trzymam w rękach, tylko kładę go na stole, ponieważ strasznie pocą mi się wtedy ręce i gdybym wygrał to kupon byłby strasznie pomarszczony :). Ale pocenie się rąk to jeszcze nic, ponieważ mam wtedy zupełnie miękkie nogi i jestem strasznie podniecony. Swoje pięć groszy do tego dorzuca jeszcze moja rodzinka, ponieważ wszyscy zawsze się schodzą i gdybym wygrał to pewie każdy chciałby dostać jakąś dolę :). Uczucie towarzyszące temu mogę spokojnie porównać do uczucia, jakie towarzyszy mi przy kibicowaniu na przykład, jak skacze Adam Małysz, ale to jest 100 razy mocniejsze!

Nie jednak emocje jak przy kibicowaniu mają połączyć ten felieton ze sportem. Najważniejsze w tej całej zabawie jest to, że część dochodu z totka przeznaczona jest właśnie na modernizację, remonty i dofinansowanie inwestycji sportowych oraz rozwijanie sportu wśród dzieci, młodzieży i niepełnosprawnych. A jeśli ta dziedzina będzie się rozwijać, to w telewizji będziemy mogli oglądać coraz to lepszych polskich sportowców, będą temu towarzyszyć jeszcze większe emocje, a GDF będzie miał o czym pisać w swoim kąciku, czyli SPORCIE w TV :P.

Mały Książę
brak