Jak nie powinna wyglądać relacja telewizyjna z ważnego wydarzenia sportowego...
Czego nie znoszę w telewizji? Wielu rzeczy, ale odkąd ograniczyłem oglądanie TV do sportu i programów informacyjnych powodów do narzekań było mniej. Niestety i do relacji z zawodów muszę się przyczepić, bo to, co się stało ostatnio woła o pomstę do nieba!
Rafałek
Czym się tak zdenerwowałem? Ano, samozachwytem i snobizmem Niemców! Działo się to podczas transmisji z Mistrzostw Świata w biathlonie. Jako że w tym czasie nie byłem w domu, nie oglądałem relacji na mojej ulubionej stacji Eurosport, ale na niemieckim kanale ZDF. I to była tragedia... Przed zawodami żadnych tabel z listą startową, pogodą, jakimiś statystykami, co w Eurosporcie jest standardem. Może te fakty nie są aż tak ważne, ale podczas biegu było jeszcze gorzej. Nie będę wspominał już o komentarzu, bo nie chciało mi się nawet słuchać Niemców. Chodzi o to, co było pokazywane na ekranie, a właściwie to, czego nie było, bo realizatorzy zupełnie nie wiedzieli, co powinno trafiać na wizję. Scenariusz podczas trzech pierwszych biegów mężczyzn (sprint, bieg na dochodzenie i bieg indywidualny na 20 km) był taki sam - widzieliśmy tylko Niemców, Bjoerndalena i Poiree. Czasami był pokazywany jakiś inny zawodnik, ale to rzadko i wtedy, gdy żaden z wymienionych nie znajdował się w ciekawej sytuacji. Ja rozumiem, że mistrzostwa odbywały się w Niemczech, że to Niemcy pracowali nad całą realizacją, ale panowie! Trochę obiektywizmu! Nie wiem, czy miliony ludzi przed telewizorami chciało widzieć, jak Birnbacher strzela trzy pudła pod rząd, gdy w tym czasie na finiszuje Andresen lub startuje zawodnik z czołówki...
Ta kompletna dezinformacja mogła obniżyć emocje, ale na szczęście można było przeżywać kilka dreszczowców. Strzelnicę pokazywano, gdy był na niej ktoś z lepszych zawodników (a i to nie zawsze) i wtedy była szansa zobaczenia, jak strzelają średniacy, bo na trasie na ich ujrzenie nie było szans. Przez to zauważenie Polaka we wcześniej wspomnianych biegach graniczyło z cudem. Ślady polskości można było tylko dostrzec w międzyczasach, oczywiście jeśli nasz reprezentant akurat był blisko miejsca pokazywanego zawodnika. Żadnych tabel po półmetku, strzelaniach, zero! Skandal! A wracając do Polaków, to raz na koniec pokazano Grzegorza Bodzianę na ostatnim strzelaniu - tylko dlatego, że prawie wszyscy zawodnicy byli już na mecie...
I teraz najgorsze - kompletnie nie rozumiem, czemu nikt nawet słówkiem nie pisnął na temat Tomasza Sikory... Przecież zawodnik ten już przed mistrzostwami zaprezentował świetną formę i wiadome było, że będzie się liczył w walce. O ile w pierwszym biegu nie poszło mu najlepiej (bo to nie jest jego najlepszy dystans), to w drugim był jednym z najlepszych (awansował o 11 pozycji), ale to nie przekonało Niemców - ciągle byliśmy skazani na Fischera, Grossa i innych. Kulminacja nastąpiła podczas biegu na 20 kilometrów. Do połowy zawodów była jako tako - nawet nie pokazywano żadnego Japończyka (który w tarczę nie potrafi ucelować) co zdarzało się wcześniej) - ale o naszych rodakach ani widu, ani słychu, a tymczasem Sikora był na pozycji medalowej! Niemieccy realizatorzy wyraźnie zaspali, już świętowali brązowy medal i nie raczyli zauważyć, że na trasie fantastycznie biega Tomek Sikora. Gdy po raz pierwszy dane było go zobaczyć, właśnie wybiegał z ostatniego strzelania i był na drugim miejscu. I teraz dopiero ładnie się zachowali Niemcy - niemal nie spuszczali kamery z Polaka, dlatego mogliśmy obserwować jak Tomasz Sikora zmierza po srebrny medal.
Nie chcę już szukać dziury w całym, ale sądzę, że pokazywano pana Tomka, bo miano jeszcze nadzieję, że nie zdoła on utrzymać przewagi nad Ricco Grossem. Niestety dla nich wyszedł z tego zonk, bo Sikora ani myślał stracić taką okazję i bezwzględnie wykorzystał swoją pozycję. Niemcy zostali skarceni! :].
W sztafecie i biegu masowym można było zauważyć poprawę, ale tylko nieznaczną. Sztafety obawiałem się niezmiernie, a to ze względu na fakt, że karierę w tym biegu kończył Frank Luck, a to świetna okazja, by pokazywać niemiecką reprezentację. I, oczywiście, to oni byli najczęściej pokazywani w odbiorniku, ale należało im się, bo zdecydowanie prowadzili w tej rywalizacji. Na inne kraje też był czas, ale to już tylko dla najlepszej piątki. Nie było tu tak tragicznie, ale na odbiór mógł wpłynąć fakt, że te zawody oglądałem już z polskim komentarzem na Eurosporcie. Różnice widać było od razu, podobnie jak w biegu masowym, w którym pokazywano w miarę mądrze to, co najważniejsze w tej chwili. Wreszcie doceniono Tomasz Sikorę i zaprezentowano niemal w całoście jego walkę z innymi biathlonistami o podium.
Widać, że z czasem szło coraz lepiej w wykonywaniu swojego fachu niemieckim realizatorom. Jednak ogólna ocena i tak jest niska. Ja, przyzwyczajony do świetnych relacji Eurosportu, byłem zniesmaczony fatalnym przygotowaniem Niemców. Dawno nie widziałem tak źle przeprowadzonej transmisji z ważnych zawodów. Pozostaje tylko wierzyć, że tak słabej telewizyjnej relacji już nie będę musiał oglądać.
Na koniec kilka zdań o Eurosporcie. Wspomniałem, że tu było znacznie lepiej. I tak było rzeczywiście, bo podczas oglądania tych samych zawodów dowiedziałem się znacznie więcej. Główna w tym zasługa polskich komentatorów, którzy na bieżąco podawali rezlutaty Polaków, czego my na ekranie zobaczyć nie mogliśmy. Poza tym, w co ważniejszych momentach, pokazywane były tabele z wynikami, z których można było się dowiedzieć, kto zajmuje które miejsce. Uwierzcie, że różnica była ogromna, na korzyść Eurosportu oczywiście.
xfiles1@go2.pl
PS. A Tomasz Sikora srebrnym medalistą tych mistrzostw, gratulacje!
PS2. Dobrze, że turnieje tenisowe z Andre Agassim są profesjonalnie przekazywanę przez stację Eurosport :D.
PS3. A sprawę komentarzy dziennikarzy podczas meczów Realu Madryt w składzie z Roberto Carlosem lepiej przemilczę...
PS4. Jak to dobrze, że nikt nie komentował koncertu Queen'u "Live at Wemblay".