Animatrix - Ostatni lot Ozyrysa

Streszczając filmy, postaram się nie zdradzić Wam wszystkich smaczków. Mój artykuł ma na celu jedynie zachęcić Was do obejrzenia na własne oczy Animatriksa. W tym numerze zaczynamy od pierwszej części...

Witają nas typowe dla matriksowych produkcji zielone odwrócone literki (pochodzące z chińskiego alfabetu) na czarnym tle. Znikają. Pojawia się nastrojowa muzyka. Kamera wędruje od sufitu jasno oświetlonego pomieszczenia w kierunku dwojga postaci. Są nimi czarny mężczyzna i żółta kobieta. Walczą ze sobą. W rękach dzierżą miecze. Raz, dwa, trzy. W trakcie kilku sekund klingi kilkakrotnie krzyżują się ze sobą. Ostrza o włos mijają postacie, "zdejmując" z nich obrania. Lecz walczący tego nie widzą, mają założone opaski na oczy. Ale czy na pewno? W końcu, prawie nadzy, zakańczają pojedynek po usłyszeniu wycia syren alarmowych. Co to? Program treningowy wyłącza się. Teraz, w prawdziwym świecie, rozpoczyna się bitwa. Kilkanaście maszyn podążają za statkiem, który stara się uciec. Lecz nie ma dokąd. Osiris ucieka na powierzchnię, podają pierwsze strzały. Załoga nagle się spostrzega, że na zgliszczami dawnych miast gromadzi się nieprzenikniona chmura. To armia setek "strażników"...

Moim zdaniem jest to najlepszy i najsławniejszy odcinek. Nie ma się co dziwić. Każdy kadr został genialnie wygenerowany przez komputer, tworząc do złudzenia prawdziwy świat. Efekty kreskówki moim zdaniem przyćmiewają te z filmu. Serio! Dlatego polecam tę część - jest czym oczy nacieszyć. Fabuła jakby trochę w cieniu f-x, ale autorzy nie zapomnieli o kilku zagadkach, jak na przykład staruszka rozmawiająca z główną bohaterką w końcowych sekundach. Oglądałem serial już chyba z 5 razy i nadal nie wiem, czy ona to Agent Smith, czy nie. ;)

C.D.N.

Ti-mon
okey3@interia.pl