Namnożyło się nam ostatnimi czasy w naszym AM kochanym dużo tekstów o polszczyźnie i wulgaryzmach. Ja zajmę się tym drugim, bo co do pierwszego nie ma chyba większych wątpliwości. Chodzi mi mianowicie o tekst Rainmana "Marrrrcheffka" oraz Donalda "Zajebiście krótki art". Poruszane są tam tematy naszej polskiej mowy, a raczej jej niszczenia przez słówka wulgarne.
    O co mi dokładnie chodzi? Mianowicie, wydaje mi się, że ta cała kampania ww. dwóch Panów nic nie da. Są to jedynie pozory zastępowania ostrego słowa innym, może mniej wulgarnym.
    Denerwujemy się, czasem z różnych błahych powodów, ale nie o to chodzi. Chcemy wtedy wyrzucić wszystko z siebie i najnormalniej przeklinamy. Czasem takie "litanie" mogą trwać niespotykanie długo, a inne kończą się na jednym słówku. Idąc np. za Rainman'em, a dokładniej za jego koleżanką. Gdybyśmy zastąpili najczęstszy wulgaryzm jakim jest: "kurwa" słówkiem "marrrcheffka", co to da? W ogólnym rozrachunku nic. W naszej psychice dalej pozostaje fakt iż chcieliśmy powiedzieć coś innego, a zastąpiliśmy to jedynie na pozór mniej wulgarnym słowem, lub też wogóle słowem wykraczającym poza kanon wyrazów nieparlamentarnych. Może i zyskujemy na tym, gdyż ktoś kto nas słucha zamiast zdania: "Ale z niej kurwa" usłyszy "ale z niej marrrcheffka". Słuchacz będzie wiedział, że chciałes powiedzieć coś innego, ale ze względu na dobre maniery i cenzurę zamieniłeś to słówko na inne, mały zabieg kosmetyczny można byłoby powiedzieć.
    Tak samo ma się sprawa ze słówkiem "zajebiście", ktoś kto chce to powiedzieć, nie powstrzyma się lub będzie szukał w swojej mózgownicy takiego wyrazu który nie będzie zbyt ordynarny. Znów pozyskamy jedynie wynik o którym wyżej pisałem. Człowiek mając chęć powiedzieć sobie głośno: "kurwa" powstrzyma się i zamieni je na "marchewka" czy inny wyraz, ale ulży sobie, bo wie, że w środku chodziło mu o wulgazryzm, a nie o zdrowe warzywo.
    To jest tak jak z Internetem (ale porównanie ;)). Pod adresem www.książki.pl miała znaleźć się internetowa biblioteka, ale wiemy, że to tylko alias i gdy klikniemy włączy się strona z nielegalnym stuffem, pornografią lub też innymi śmieciami. Jednak w wyszukiwarce zamiast www.nielegalstuff.pl wklepujemy www.ksiazki.pl. Oszukujemy samych siebie. Mogąc odrazu dostać się tam gdzie chcemy (czyli na nieprzyzwoite strony) udajemy, że przez własną niewiedzę po wpisaniu www.książki.pl trafiamy na stronę porno. Oszukać tak można wszystkich, ale nie siebie!
    Na tym kończę moje rozważanie. Może powyżej "zjechałem" troszkę kampanię Donalda i Rainmana choć i tak ją popieram. Jeżeli już nie możemy się powstrzymać to przynajmniej przykryjmy to innym słowem, ale pamiętajcie... Wy i tak wiecie, że choćbyście powiedzieli merrcheffka, łyżwa, kura czy cokolwiek innego, to i tak efekt pozostanie ten sam. To tylko przykrywka. Pozory naszej cnotliwej postawy.