Wolność. Czym jest tak naprawdę? To dość popularne słówko, choć jakby się nad tym głębiej zastanowić nie mam pojęcia czemu.
Mówi się, że żyjemy w wolnym kraju. Tylko, że ja jakoś nigdzie tej wolności jak na złość nie widzę! Gdzie nie spojrzę tam zakazy, nakazy jednym słowem ograniczenia. Ale przecież jest prawo wyboru, może ktoś powiedzieć, przecież możemy decydować jak żyć w tym kraju, gdzie pracować, w co wierzyć. Może to i prawda. Ale też tak nie do końca. Bo niestety większość nie zależy od nas. Co z tego, że będę się uczyć gdzie będę chciała i czego chciała i wyjdę ze szkoły z samymi szósteczkami, skoro potem bez znajomości się raczej nie obędzie. Albo od cholernie ciężkiej pracy. Ale trochę odbiegłam od tematu.
Mówi się, że możemy decydować? To przecież inni za nas decydują! Ciągle! Na każdym kroku! A wiara? Nikt jej nie narzuca, ale sam fakt, że mamy w coś wierzyć albo nie wierzyć w nic jest narzuceniem. Obejść się tego nijak nie da. Nie widzę zatem żadnych argumentów za tym, żeby móc nasz (i w sumie każdy inny) kraj uważać za wolny. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że takie pojęcie jest czystym paradoksem - jedno słowo całkowicie gryzie się i zaprzecza drugiemu.
Mówi się, że panuje tzw. wolność słowa. Doprawdy? Ciekawa tylko jestem kto mi poda przykład miejsca, w którym mogłabym powiedzieć wszystko, i nie ponosić żadnych konsekwencji. Bo co mi z tego, że mogę mówić co mi ślina na język przyniesie, że nikt mi nie trzyma noża na gardle, skoro będę miała potem różnej intensywności problemy przez to. Z powodu widma konsekwencji właśnie często trzeba się ugryźć w język. I gdzie tu wolność? Następne tylko ograniczenie.
Ale odbiegając od tego powyżej, wgłębiając się w sens wolności, czy jest ona tak naprawdę możliwa? Czy możliwym jest życie bez żadnych ograniczeń, życie całkowicie takie jakie sobie wymarzymy? Otóż nie. Bo życie samo w sobie jest ograniczeniem. Bo nie daje nam wyboru jako kto lub jako co chcemy żyć. Nie da się być wolnym od wszystkiego, zawsze pozostanie coś co po prostu trzeba robić. Żeby przeżyć. Żeby nie dopadło nas jeszcze jedno, największe chyba ograniczenie - Śmierć. Śmierć, która w sumie uwalnia nas od ograniczonego ciała, ograniczonej ziemi. Daje w pewnym sensie wolność, choć daje ją z zaskoczenia przez to ograniczając nas i nie dając możliwość wyboru. I niestety możliwe jest, że w tym następnym życiu (o ile istnieje takowe) czekają na nas inne ograniczenia...
I jaki wynika z tego wszystkiego wniosek? Bardzo prosty. Wolności jako takiej nie było, niema i nie będzie. Jest to pojęcie podobnie do Jednorożca lub Elfa - równie piękne co abstrakcyjne i nieosiągalne. Lecz mimo wszystko starajmy się wydrzeć temu światu chociaż cząstkę wolności, chociaż niewielką i nędzną namiastkę. Tak na prawdę każdy inaczej postrzega wolność, więc każdy inaczej i gdzie indziej jej szuka... a to, że jej nie znajduje i nie znajdzie to już inna kwestia...
Ps. Jest to dla mnie dość obszerny temat, mogłabym się o tym rozwodzić jeszcze długo i namiętnie, ale jaki to miałoby sens? Chciałam tyko pokrótce poruszyć ten temat, i zwrócić na niego uwagę.
Jaskółka madie@op.pl
|