Podryw

   Ach - że pozwolę sobie rozpocząć melodramatycznym westchnieniem - jakież my jesteśmy zniewolone! Jak przemożnie chcemy się podobać! Większość z nas - choć niemal żadna się do tego nie przyzna - sprzedałaby duszę diabłu, aby wyglądać jak Jennifer Lopez czy Eva Herzigova. Dobra prezencja jest dla nas ważniejsza niż szkoła, niż przyjaciółki, niż pokój na świecie, a nawet - och, wybaczcie mi, panowie, te słowa - niż wy. Czy to za to stawianie jakiejś wartości wyżej od was tak się mścicie? Bo przecież jesteście bezlitośni w wykorzystywaniu tej naszej żądzy podobania się przeciwko nam. Aby nas zdobyć, prawicie nam komplementy, a my, słabe, próżne istotki nie potrafimy się im oprzeć. Jak tak możecie!

    Patrząc na swoje koleżanki, dochodzę czasem do wniosku, że istnieje dla nich tylko jedno kryterium własnego człowieczeństwa. Potrafią one czuć się wartościowe tylko wtedy, gdy ich wygląd wzbudza w samcach nieokiełznaną chuć, a w samicach zazdrość. To większe niż u mężczyzn pragnienie urody można łatwo wytłumaczyć na podłożu antropologicznym, o czym pisała choćby Vivian Darkbloom w "Bo wszystkie kochamy Jamesa Bonda". W zamierzchłych czasach, kiedy ludzkość żyła w jaskiniach, a samochody były napędzane siłą szorujących po jezdni stóp, facet nie musiał się starać, bo wystarczyło, że zdzielił pałą w głowę kobietę i zaciągnął za włosy w krzaki. Natomiast kobieta musiała robić wszystko, aby jak najroślejszy i najlepiej polujący na mamuty homo flinstonus zechciał uczynić jej ten zaszczyt i - w ramach gry wstępnej - przygrzmocił jej w mózgoczaszkę czymś ciężkim. Dziś realia są nieco inne, ale nasze naturalne instynkty nadal sprawiają, że szukamy najlepszego reproduktora, o dobrych genach, silnego fizycznie i psychicznie. A że konkurencja jest duża, my musimy być atrakcyjne, aby trafiła nam się jak najlepsza partia.

   Już dawno doszłam do wniosku, że właściwie nikt z nas nie uważa się za szarego człowieka (bo przecież jest dla siebie wszystkim) i w swojej próżności chce, aby ten sąd podzielali inni. Każdy pragnie czuć się wyjątkowym, a w relacjach damsko-męskich przejawia się to dążeniem do zdobycia zainteresowania jak największej liczby osób. Konwencja narzuca kobietom rolę bardziej bierną (choć i to się zmienia), dlatego my powinnyśmy przede wszystkim wyglądem zmuszać was do podrywania nas. Wasza miłość własna natomiast czuje się usatysfakcjonowana wtedy, gdy w oczach zagadywanej przez siebie dziewczyny widzicie coś więcej niż sympatię i wydaje się wam, że bylibyście w stanie to dziewczę zdobyć. Nie musicie wtedy nawet wprowadzać tego w życie, wystarczy wam udany flirt. Nam zresztą też.

   Jak już mówiłam, my chcemy być piękne. Wielu z was zna tę naszą potrzebę i próbuje za pomocą mniej lub bardziej wyszukanych komplementów zawojować - jeśli nie nasze serca - to przynajmniej naszą próżność. Jestem wyczulona na różnorodne techniki manipulacyjne i dlatego mam wielki ubaw podczas oglądania reklam, chodzenia po supermarketach i podziwiania prób podrywu. Moja radość jest tym większa, że na to, co ja uważam za tanie chwyty, nabiera się większa część społeczeństwa. Dlatego rozkoszny jest dla mnie widok mojej koleżanki, która jest w siódmym niebie, gdy pierwszy lepszy mówi jej z zalotnym uśmiechem, że jest "laską ostrą jak tabasco". Litości!

   Sama jestem niebrzydka i niejednokrotnie w równie niewybredny sposób próbowano mnie poderwać w barach, dyskotekach, autobusach, tramwajach, szkołach, kościołach, urzędach, parkach, na plażach, cmentarzach, basenach i w różnych innych miejscach, w których przebywałam wystarczająco długo, aby ktoś mógł po zwyczajowym Bułhakowskim "Jednakowoż ładną mamy dzisiaj pogodę" zacząć sypać wyuczonymi komplementami odnośnie mojej bluzki, włosów lub oczu. Oczywiście miałam z tych biedaków niewąską uciechę, nawet czasem na chwilkę przyłączałam się do tej gry i udawałam oczarowaną, wygłaszałam dwuznaczne uwagi, a gdy mój biedny Humbert już zaczynał myśleć, że coś z tego będzie i zapraszał mnie na kawę lub piwo, mówiłam, że bardzo bym chciała, ale niestety jestem już umówiona - ach! pójdźmy na całość! - z moją dziewczyną. Jakiż pocieszny jest oszołomiony samiec!

   Mój zmysł estetyczny jednak nie może przeboleć, że gdyby na moim miejscu była statystyczna Marysia, historia prawdopodobnie skończyłaby się inaczej, co najmniej na wspomnianym piwie, a kto wie, czy nie na czymś więcej. Ale podczas gdy nas jest łatwo zdobyć, prawiąc nam komplementy, wam często wystarczy, gdy jakieś słusznie wyposażone dziewczę dwuznacznie zaproponuje wam swoje towarzystwo. Znam was trochę, rodzie męski, bo mam dwóch braci, w których myślach przez te dwadzieścia lat nauczyłam się czytać, dlatego miłosiernie wybaczam im, gdy czasem gubią wątek prowadzonej rozmowy, odnajdując jednocześnie szczęście, ba! sens życia w opiętym dżinsem krągłym tyłku idącej przed nami dziewczyny.

   Zawsze miałam w sobie żyłkę naukowca (może to po tacie, który jest koproontologiem). W ostatnie wakacje, które wieki temu minęły bezpowrotnie, byłam w jednej z nadmorskich miejscowości wypoczynkowych i przez tydzień prowadziłam w dyskotekach i barach eksperyment. Zaczynałam z młodzieńcami przeróżnej urody, pochodzenia i statusu społecznego rozmowy, które miały wyglądać na dość poważny flirt. Po godzinie tanecznej lub stolikowej konwersacji, proponowałam swojej ofierze w sposób nie pozostawiający wątpliwości co do moich niecnych, rozpłodowych zamiarów, aby dotrzymał mi towarzystwa tej nocy. I czy jesteście sobie w stanie wyobrazić, że tylko jeden z siedmiu się nie zgodził? Reszta przystawała na wizję "bzykania niezłej panienki" bardzo ochoczo i to się widziało w ich oczach. Ze współczuciem wyobrażam sobie ich rozczarowanie, gdy ta "fajna dupa" (jak ja uwielbiam słyszeć, gdy mnie ktoś tak nazywa, myśląc, że nie słyszę), która im właśnie zaoferowała seks, poszła do toalety i już z niej nie wróciła. Biedni chłopcy i ich miotające się w stajniach, gotowe do szarży koniki. Nic z tego, moje zwierzaczki, znów czeka was samotna woltyżerka.

   Staram się czytać Action Maga dość uważnie, ale nie pamiętam, aby któraś z piszących na łamach niewiast zajęła się tematem naszego przemożnego pragnienia urody lub tej niszczącej słabości do komplementów. Wiem, że jest to kwestia trochę wstydliwa, że wypowiadanie się o tym może być ciut krępujące, ale damy AM-a jak dotąd wykazywały się wielką odwagą. Wystarczy wspomnieć, że jedna swoim pseudonimem wyraża odbiegające od normy upodobania seksualne, druga - biedactwo - stwierdziła, że nie ma nic przyjemniejszego od zabawy z własną rączką, a trzecia wchodzi w jakieś niejasne układy z naczelnym. Niemniej jednak żadna nie podjęła tego wątku - i dobrze, bo ta luka stała się okazją do mojego debiutu. Debiutu, na temat którego opinie bardzo chętnie poznam.

Ms. T. Fication
pippi84@buziaczek.pl