O tak! tak! fantastycznie! - myślę, kołysząc się w niej i dysząc jej do ucha. - Jak ja to uwielbiam! Jakie to cudowne! Być w niej, leżeć na niej, móc całować, dotykać jej nagiego ciała! To najwspanialsze uczucie na świecie! O tak! tak! szybciej! Ona jest taka seksowna! O tak! Jak mi dobrze! Chce mi się krzyczeć! Niech to się nigdy nie kończy! Boże, jakie to wspaniałe!
Masz cudowne piersi - szepcę do niej, pieszcząc je. Gryzę ją po szyi, wczepiam się palcami w jej włosy, kolanami rozsuwam jej nogi jeszcze szerzej. Opierając się na lewej ręce, prawą dłonią przesuwam po nagiej skórze jej biodra, uda. Wkładam dłoń pod jej pośladek i ściskam go, wchodząc w nią głębiej i głębiej. Ogromnie podniecony, pełen energii i pierwotnej euforii, niezwykle radosny skupiam się na jak najpełniejszym doznawaniu tego zachwycającego aktu i tego pięknego, młodego ciała.
Jeszcze nie, jeszcze nie, chciałbym tę chwilę przedłużyć w nieskończoność, ale jestem tak podniecony, że kończę, spazmy wstrząsają moim ciałem... Leżę na niej bez sił, spocony i szczęśliwy, czekam, aż uspokoi mi się oddech. Wtedy wysuwam się z niej powoli, wstaję i idę do sąsiadującej z pokojem łazienki. Kiedy wracam po chwili, ona leży wciąż naga i przegląda jakąś kolorową gazetę. Ubieram się, z portfela wyciągam dwa banknoty, kładę na stoliku i bez słowa wychodzę.
Lubię korzystać z usług prostytutek. Wtedy wszystko jest jasne. Ja chcę tylko seksu, fizycznego zaspokojenia zwierzęcych popędów, one chcą zarobić. Ja nie tracę ich cennego czasu na gadanie, bo przecież dobrze wiemy, że nie o to mi chodzi, one zazwyczaj pojękują i w ogóle udają, że im dobrze, żebym nie czuł się, jakbym robił to z trupem. Choć musi być w tym zachowany umiar, bo gdy dziewczyna w trakcie mówi, jaki to jestem dobry i jak jej cudownie, to są to kłamstwa zbyt bezczelne, a nikt nie lubi, kiedy kłamie mu się w żywe oczy.
Jak chyba każdy facet czuję się poddany presji bycia "męskim". Powinienem być silny, wysportowany, znać się na piłce nożnej i samochodach; przydałoby się też, żebym umiał naprawić cieknący kran. W życiu zawodowym muszę być człowiekiem sukcesu i zarabiać masę pieniędzy, żeby móc utrzymać rodzinę, bez której oczywiście również nie byłbym prawdziwym mężczyzną. Tak samo jak i bez dużego penisa i umiejętności doprowadzenia swojej kobiety do wielokrotnego orgazmu każdej nocy. Kiedy natomiast jestem z prostytutką, nie muszę niczego udowadniać. Seks polega na odczuwaniu rozkoszy, a nie na martwieniu się, czy tej drugiej osobie jest przyjemnie. Kiedy nie ma się kobiety na stałe, a tylko nawiązuje się jakieś przygodne znajomości z niezobowiązującymi epizodami łóżkowymi, odpada również największy męski strach - strach przed byciem zdradzonym. Nie zdarzy ci się nigdy nieoczekiwane spotkanie z listonoszem, który zawsze dzwoni twoją żonę dwa razy.
Oczywiście seks z prostytutkami ma jedną podstawową wadę - trzeba za niego płacić. Wprawdzie kiedy człowiek zdobędzie pewne doświadczenie, jest w stanie obniżyć wydatki, lecz wciąż są to dość duże sumy, zwłaszcza dla tych, którzy - jak ja - są niemal nałogowcami. Po tych trzech latach potrafię już rozpoznać dziewczynę, której usługi kosztują mniej niż konkurentek, wiem, gdzie można znaleźć młode narkomanki na głodzie, które sprzedają swoje ciała bardzo tanio, potrafię w częściej odwiedzanych "klubach" zdobyć coś na kształt karty stałego klienta. Niemniej jednak słabość do rozkoszy pochłania większość mych miesięcznych zarobków. Na szczęście we Wrocławiu jest niemało pubów i dyskotek, w których przesiadują młode kobiety chcące się zabawić i odrobinę starsze, które pragną odpocząć od nudnego męża i marzą o przygodzie rodem z hollywoodzkiego romansidła. Jeśli jest się niestarym i niebrzydkim, można z tego skorzystać, choć ja osobiście nie przepadam za tego typu rozrywką. Co prawda dostaje się wtedy seks niemal za darmo (nie licząc na przykład kosztu postawionych drinków), ale trzeba się namęczyć: flirtować, okazywać zainteresowanie tym, co one mówią i udawać, że chodzi o coś innego, choć w rzeczywistości obie strony chcą przede wszystkim seksu. Nienawidzę hipokryzji, nie cierpię brać udziału w takich teatrzykach, ale kiedy brakuje mi pieniędzy nawet na brudną i wyniszczoną narkomankę, a bardzo mnie przypili - nie mam wyjścia.
Gdy miałem kilkanaście lat, potępiałem ludzi postępujących tak, jak ja obecnie. Wtedy jeszcze nie znałem seksu i wierzyłem - zgodnie z wiedzą czerpaną z filmów i książek - że polega on na miłosnym zjednoczeniu, że jest pełen magii. Dopiero potem doświadczyłem, że to, owszem, cholernie przyjemne, ale ani trochę magiczne. Poza niewyobrażalną czasem rozkoszą nie ma w tym doznaniu nic nadzwyczajnego, nierealnego. Nie jest to żadne wniebowstąpienie, a tylko ucieranie pewnych miejsc innymi miejscami. Seks zawsze jest zwierzęcy, nawet z osobą, którą się kocha. Wtedy jestem jedynie chucią, pragnę tylko biologicznego zaspokojenia.
Seks zmienia ludzi. I nie chodzi mi tu tylko o to, że na głodzie człowiek myśli tylko o jednym, a w trakcie stosunku już w ogóle nie myśli. Przekonałem się, jak zdobycie doświadczenia w sferze erotyki potrafi mocno wpłynąć na światopogląd. Gdy byłem w tej dziedzinie zupełnym laikiem, najważniejsza dla mnie była miłość - a raczej jej młodzieńcze, wyidealizowane wyobrażenie. Potem, po moich pierwszych doznaniach zarówno miłosnych, jak i seksualnych, okazało się, że miłość jest zmienna, szybko przychodzi i odchodzi, a pożądanie jest zawsze. Często również na przekór miłości, bo przecież nawet z ukochaną przy boku fantazjuje się o innych kobietach. Każdy z nas czasem marzy o życiu posiadacza haremu złożonego z dziesiątek jędrnych i piersiastych blondynek, brunetek o aksamitnej skórze i rudych o ognistym temperamencie. I to jest normalne, bo mężczyzna nie jest stworzony do monogamii. Biologicznie jest przecież zaprogramowany - jak samiec każdego innego gatunku - do zapłodnienia jak największej liczby samic. Kolejny dobry powód, żeby nie wiązać się z nikim na stałe. No bo po co żyć w ciągłej obłudzie?
Na koniec tego wyznania chciałbym prosić, żebyście mnie nie potępiali. Przecież każdy z was też marzy, żeby "spokojnie leżeć na słońcu, trzymając ręce na piersiach panienek i patrzeć na chmury typu cumulus w kolorze białym". A ja jedynie jestem konsekwentny, panowie hipokryci.
Phnom Penh
phnom@go2.pl