„Kamienny krzyż”

 

Kamienny krzyż... Trochę krzywy, trochę prosty... Niechciany. Ułożony z kamieni. Takich zwykłych, brązowych. Jednak dla jednej osoby te kamienie są niezwykłe. Otacza je ogromnym szacunkiem. Zabranym z głębi wiary do Boga  w niemym wyrazie bólu po stracie kogoś bliskiego w sposób tak bezsensowny, że aż żałosny. Kilka chwil, jeden moment, odrobinka czasu.  Krótki pisk, urwany krzyk, cichutkie uderzenie. A potem pustka. Nic. Każde zdarzenie mogło to zmienić. Odwrócić. Jednak nie stało się tak... I teraz stoi kamienny krzyż. Wiatr i deszcz niszczą go.

Zimno...

Kolorowe płatki śniegu padają na ziemie wokół krzyża. Aniołki sypią je i śmieją się. Śnieg niszczy krzyż. Trochę bardziej jest teraz krzywy. A może prostuje się teraz, bo był krzywo postawiony? Chwila była potrzebna by mieć powód do postawienia go. Wieki potrzebne są by upadł i został zapomniany.  A on mimo woli niebios rośnie, powiększa się. Ręce ludzkie sprawiają, że jest coraz większy i coraz bardziej widoczny. Jego widoczność sprawia, że rośnie w myślach, pamięci i sprawia coraz większy ból.

Deszcz...

Zmywa błoto i krew z krzyża. Krew? Krew obmywa złe wspomnienia. Przynosi zapomnienie. Krwawy płacz podlewa kwiaty pod krzyżem. Rosną. Bujne i piękne. A tam... róża pośród nich. Biała. Nie pije krwi. Jej płatki delikatne i czyste są. Po prostu rośnie jako zwiastun ukojenia w bólu... czystego i naturalnego ukojenia. Złość jak chwast oplata ramiona krzyża i pnie się w górę w stronę żelaznej tabliczki...

Wiatr...

Tabliczka... żelazna. A na niej proste, jasne litery. Wykute i poprawione farbą. „Zawsze będziesz w naszej pamięci.” Piękne słowa, ale wprowadzają tylko coraz więcej bólu z upływem czasu. Pamięć ma to do siebie, że z ogromną łatwością przechowuje wspomnienia bolesne. Drażniące dźwięki z głośników telewizora gwałcą myśli. To Twój śmiech nagrany na kasetę. Wspomnienia, które można wyrzucić. Już są niepotrzebne. Kim byłaś?  

Śnieg...

Kolejne święta bez Ciebie. Choinka radośnie świeci. Prezenty czekają na Ciebie pod nią. Piękne, kolorowe... wesołe. Zastanawiałem się jaki prezent Ci kupić, bądź co bądź nadal możesz obchodzić święta. Wybrałem wieniec. Podobnież umarli lubią wieńce. Każdy je kupuje. A może wolisz coś innego? Nie odpowiesz już. Biały śnieg w mojej dłoni... pomoże? Pomógł, już lepiej...

Promienie słoneczne...

Delikatnie przesuwają się po krzyżu. Polerują go i ogrzewają. Sekunda za sekundą przenikają go. Ciepło Ci? Już nie przytuli Cię nikt i nie ogrzeje. Już nie weźmiesz mnie w ramiona i nie szepniesz ciepło: Jestem tu... kocham... Para z Twych ust już nie osiądzie mi szronem na policzku. A może poranna rosa to Twój oddech skroplony przed moim oknem? Może szron na szybie to znak od Ciebie, że jesteś... pamiętasz? Takie życie w którym ciągle szuka się znaków meczy, zabija. Czy ktoś będzie po mnie szukał śladów? Czy ktoś zostanie samobójcą dla mnie?

Kaskada kolorów...

Krzyk... szybki oddech. Histeryczny śmiech. Upiór. Zrywam się. Sen kończy się. Koszmar pozostaje. Dzień wcale nie jest przyjaźniejszy niż noc. Zawsze jest zimno... nawet przy ogniu. Płomień? To zapalona świeczka pod krzyżem. Stoję i zapalam kolejną. Na znak pamięci? Nie. Chcę by wspomnienia spłonęły w tym płomieniu. Stoję i czekam...  Ja już nie śpię..?

 

Smutny Wędrowiec     

 

Ps. Takich krzyży jest zbyt wiele... I jeszcze jedno... jeżeli ktoś uważa, że jestem monotematyczny to... ma rację...

'Cause nothin' lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold november rain

(...)

So never mind the darkness we still can find a way
'Cause nothin' lasts forever even cold november rain

"November rain" Guns N' Roses

Jestem pod działaniem tej magicznej muzyki...