Stokrotka & pan_T.A.Rej
HRABINJA W OKOLICY



    Nazywam się hrabianka Róża Przybysława Lilija Kaszmirowska Herminasowska w domu Nowookoliczna. Poza domem też się tak nazywam. Ha, nikt nie może poszczycić się takim długim nazwiskiem. I imionami. Sama nie pamiętam wszystkich. Ale od czego służba... Przejdźmy jednak do szczegółów. Jadę właśnie moją ekskluzywna bryczką TKNB* do Okolicy. Dlaczego? Syn mojego dziadka wujka siostrzeńca zostawił mi w spadku wielką willę, właśnie w Okolicy. Och, już się nie mogę doczekać. Na dodatek to miejsce jest takie piękne!!! Tu krowa wali placek, tam jakiś Le Pper czy inna Kładka trzyma transparent “Od Unii zalatuje stęchlizną”. Tak, mają chłopy rację. Miałam kiedyś taką koleżankę, Unię, nieładnie od niej pachniało. O, chyba jesteśmy!!!!!! Tak, biała tabliczka na zardzewiałym pręcie? “Okolica”. Krowy dają wściekłe mleko, a kury zawijają je w papierki. Uwielbiam wieś. Wysiadamy!! Świeże powietrze - co za zapach! Nie, to ktoś otworzył okno w chacie z napisem "Sołtys". A fuj! Lokaj prowadzi mnie do karczmy “Pod Zardzewiałym Pługiem”. Cuchnie piwskiem i czymś w cenie czypiendziesiąt.
    “Kolejka dla tej pani”. O, dla mnie?? Miło, miło...


    Siedzimy - jak zawsze, gdy w domu czeka robota - w barze z Mnietkiem i Mańkiem. Chłopaki testują nowy produkt promocyjny "Czypiendziesiąt + VAT". Ja, jak zwykle, trzy i pół herbaty z trzema i pól łyżeczkami cukru. Wtem otwierają się drzwi. Akurat - pierwszy raz w historii baru - nikt nie odwrócił głowy. by spojrzeć, kto wchodzi. A wszystko przez Mnietka. Zjawił się, biedaczysko, w barwach wojennych. Znaczy, fiolet pod okiem - "bo za mało zarabia". I właśnie próbowaliśmy coś temu zaradzić. ale wlazła do baru jakaś śminda i chciała kupić coś, czego u nas nie ma. W dodatku coraz głośniej się tego domagała. No to Mnietek, w świecie bywały - w końcu interesy z Ukrainą prowadził, z samym b'atką Chmielem, choć w sprawie Żyta - i języki obce zna, tłumaczenia z obcego na nasze się podjął. I wyszło na to, że ta śminda jedna jest hrabinją. No, bo kto inny mineralnej w czystej szklance by żądał? W czystej szklance? W piątek, w dzień targowy?
    Zaraz też po Okolicy wieść się rozeszła, że sama Hrabianka do nas zjechała. Baby lament od razu podniosły, że dobra, co to nasi je zagrab... Odzyskali w 45, odebrać nam zechce. Ale nasz Adwocat Donaldus wywodzić zaczął, że to niemożliwe, bo wszelkie papiera sam Generalissimus ze sobą do Mauzoleum zabrał. A otwarcie Mauzoleum przed 2050 rokiem graniczyłoby z Casus Belli (cokolwiek to znaczy) z Caratią Putinią. A to oznacza wielką stratę roczną w handlu Bimberium Swoiszczynum i dopływem świeżych dień'gów ze wschodu - fałszywych, czy nie, ale świeżych.
    Mnietek też zaraz zaczął tłumaczyć:

    - Dwie mineralne bez gazu (rzuć, chłopie, dwie żabianki)

    - I kawę (lura sztuk raz).


    A ja się tej śmińdzie przyjrzałem. Owszem, niczego sobie. Trochę jakby delikatna. Jakby ją do pługa podpiął, ledwo dwie redlonki by przeorała. No, ale co po próżnicy gębę strzępić... Postawmy jej to, co nasze tygrysice lubią najbardziej. Zobaczymy, jak to przeżyje, znaczy pozory mylą... Przeżyła!

    Oj, co to się działo. Okolica jest naprawdę wystrzałowa. A zwłaszcza taki jeden facet, Panta mu chyba na imię. No, ale dość wylegiwania się w tym barłogu. Dzisiaj idę zobaczyć moją willę. To dziwne, bo jak wczoraj jechałam bryczką tutaj, do Okolicy, to nigdzie jej nie widziałam. Może jest ukryta za drzewami, żeby mnie nie ścigali żadni paparacci, czy jakoś tak. Na pewno. Po krótkiej chwili wylegiwania wstałam i ruszyłam za lokajem. Zaprowadzi mnie. Do willi, oczywiście. Ups, wdepnęłam w krowi placek. I masz babo placek. O, to tu.

.....................................................

    Dostałam migreny. Tak, wszystko przez tą....posiadłość. Spokojnie wycieram sobie placek, a lokaj mi mówi: “To tu.” Patrzę, a tam jak byk stoi...... budynek z jakichś lichych dech sklecony z tabliczką “Remiza”. Jak żem zemdlała, to zobaczył to ten Pan tar i mnie złapał....... Chyba podzielę się z nim majątkiem.....

 To chyba prawdziwa hrabianka. Bo ma migrenę. Nasze, okoliczne dziewuchy, to co najwyżej kaca mają. A ta... Na migrenę jej się zebrało. No, ale nasza okoliczna babka ma i na to lekarstwo. Mówi, że czy się zatruła, tym ma się leczyć. Znaczy co, mineralną? Bo przecież nie uwierzę, żeby jej to za "czypięćdziesiąt" zaszkodziło... A swoją drogą, to fajna jest. I nawet ładna - 
na swój sposób. No, może nie ma takich samych zainteresowań, jak ja (wóda, dziewuchy i kumple), ale zawsze... Hrabianka, jej mać...
    Ale, ale. Chyba baby miały rację, co do tego odbierania majątku. Tyle, że tu nie o gospodarstwa chodzi, a o remizę. Ta... No, ten kwiatek z kolcami... A! Róża! Właśnie, bo jej, Hrabiance znaczy, Róża na chrzcie dali. Róża więc mówi, że remizę w spadku dostała. Ale przecież jej nie odbierze. Choć może? Generalissimus Słoneczko Józef papiery na całą Okolicę wziął ze sobą, ale na remizę zapomniał. Tyle, że co ona, biedna, robiłaby z takim przybytkiem? Ale z drugiej strony, jakby remizę sprywatyzowała, może wreszcie to ustrojstwo zaczęłoby przynosić zyski? Tylko jak? Przecież straży nie zlikwiduje...  A może opłaty od gaszenia brać? Komendant Pinosiet tylko czeka na to, by mu dać powód do puczu. Już dawno po paru głębszych odgrażał się, że o juncie myśli. Co to takiego ta junta, to detalicznie nie wiem, ale kojarzy mi się z paleniem trawy... Coś, jak jojt. I ma rację nasz komendancina. Co wiosnę z tym paleniem jest problem.
    Zabaw  sobotnio - niedzielnych też nie zlikwiduje. Ale może coś wymyśli, by wreszcie zaczęły przynosić zyski. Tylko co? Ceny trunków podnieść nie można, bo to grozi rewolucją. Ludzi więcej do środka nie wpuści, bo i tak już wykorzystany jest każdy kawałek sali. No, jedynie rura została (ta, co po niej straż do pożaru zjeżdża). Ale tego wykorzystać się nie da. Bo i jak? Co prawda, jeden z naszych obieżyświatów mówił, że w Mnieście to... Ale nie, ja w to nie wierzę... Żeby baba? Sama? Przy róże? Nie... To niemożliwe.

Zostaję! Zakochałam się! Pan tar - zwany tu, nie wiadomo czemu, "Studentem",  to moja druga połówka. Nie, nie jabłka. Jak już coś to jabola. Zasmakowałam w nowym, szlachetnym trunku za czypiendziesiąt. Piję go razem z ukochanym, przez słomkę. Znaczy ja przez słomkę i on przez słomkę. Ahhhh.........

    Swój chłop z tej baby. Wie, co dobre. Mnietka przepiła. A to sztuka nie lada. Co prawda, do byle kwasa musi mieć żabiankę na przepitkę, ale wyrobi się. Młode, to, płoche jeszcze. No i to pochodzenie...


Nie!!! Muszę wyjechać. Mamusia mi napisała list. Taki:

“Droga Różyczko! (o, a tam żadna epidemia różyczki nie panuje?? Ja się tak o ciebie boję!

Niestety, musisz wracać. Tatuś zbankrutował. Kupił o jedną sadzonkę kakaowca za dużo. Straciliśmy uprawę, ale mamy jeszcze dom, hotel, pałac, zamek, 2 pola pszenicy (i tak powstał Czokapik) i inne. No, ale ubieraj ciepłe majtki, wypij kakao, noś skarpetki. I wracaj. Nie złap tylko wirusa. Wiesz, żeś taka delikatna. Kocham cię
Mamusia”

Niestety, umrę chyba z tęsknoty za mym lubym, ale wracam. Mamy trzeba się słuchać.

    Wyjeżdża. Nie wiem, czy się cieszyć, czy płakać. Ale może to lepiej, bo wreszcie wszystko wróci do normy. Chce, żebym przyjechał do niej latem. No, nie wiem. Tak daleko, to ja w życiu jeszcze nie byłem. Zresztą, jak te parę dni bez Mnietka bym wytrzymał? A poza tym, to ponoć podróże kształcą. A u nas, w Okolicy, dla wykształconych pracy nie ma. I co ja bym po powrocie robił? Przyszło by mi z głodu zemrzeć...

Ostatni dzień. Jadę. Chlip..... Będziemy pisać ze sobą. Zaprosiłam go też na wakacje. Żegnaj, Romeo...................

Stokrotka & Pan_T.A.Rej


* Trzy Konie Napędzane Biopaliwem

    Przyznaję bez bicia - brakuje mi ostatnio czasu. I zarazem pomysłów. Już wydawało mi się, że nie zdołam nic napisać i wysłać do AM. Ale nie - dostałem gotowy pomysł. Wystarczyło wstawić parę krótkich zdań, tu czy tam coś dopisać, i gotowe. Tak, że ten tekst rodem "z Okolicy" zawdzięczacie Stokrotce. Chwała jej za to i dzięki! Ma dziewczę talent.