O Action Maga rzekomym upadku


Ze wszystkich stron od niedawna posłyszeć można narzekania, marudzenie i druzgocący pesymizm. I nie chodzi mi tu bynajmniej o żadne Unie Europejskie czy inne pierdoły. Chodzi o Action Mag. Zakładam, że każdy kto czyta ten tekst wie o co mi chodzi, bo przeglądając magazyn bardzo łatwo wychwycić czyjeś zdanie na ten temat, spośród tekstów, bądź nawet pewne wnioski wyciągnąć samemu. Że nie jest już tak jak kiedyś, będzie jeszcze gorzej, a złoty wiek AM-u już minął. Jako młody człowiek (także w środowisku AM-owym, bo kto właściwie mnie zna lub pamięta jakieś moje teksty?) powinienem pewnie ochoczo i z zapałem zakrzyknąć "veto" i bronić młodzieży, bo zarzuty przypominają czasem te, które stawiają stare, zdewociałe baby, spędzające większość czasu na wkurzanie młodszych oraz słuchanie Radio Maryja. "Ach ta dzisiejsza młodzież", "za moich czasów to było nie do pomyślenia..." - rzeczowe argumenty, nieprawdaż? Tyle, że właściwie nie wiem, czy w naszym wypadku byłoby to słuszne.

Głównie dlatego, że po ponownym przejrzeniu starych numerów Action Maga, a potem wróceniu do tych najnowszych ogarnęło mnie dziwne przygnębienie. Pomyślałem, że to rzeczywiście nie wciąga tak jak kiedyś. A argumenty, że to dlatego, iż z magazynu "wyrosłem", czy się nim znudziłem są raczej bezpodstawne, bo czytać zacząłem go nie dalej niż półtora roku temu. Wniosek - może rzeczywiście jest mniej ciekawie?

Niekoniecznie, ale na pewno jest inaczej. Czy lepiej czy gorzej, trudno ocenić. W każdym razie inaczej. A jak?

Naczelni mają rację i rzeczywiście poziom się podniósł i to bardzo wyraźnie. To dobrze. Czytając dziś AM, trudno jest znaleźć tekst, którego autor popełnia jakieś tam rażące błędy językowe. Praktycznie każdy umie pisać porządnie. Tak, że się nie można przyczepić do formy. Tyle, że bardzo rzadko za formą idzie odpowiednia treść. Taka, która zainteresuje, wzruszy, zmusi do polemiki czy choćby do myślenia. Sztuka dla sztuki, a to da się bardzo łatwo wyczuć. Kiedyś, pomimo, że art mógł pozostawiać wiele do życzenia, czytało się go z zapartym tchem, bo wciągał. Takie małe bomby emocjonalne. Minimum formy, maksimum treści. Problemy czasami były wydawałoby się błahe, w porównaniu do tych dzisiejszych, niemal egzystencjonalnych. Tyle, że to we wspomnianych błahostkach czuć było rzeczywisty niepokój czy przygnębienie... Dziś trochę brakuje tematów o zagubieniu, nieśmiałości, czy innych typowych problemach. Owszem, powiedziane zostało już na ten temat wszystko, ale mimo wszystko brakuje...

To co napisałem w poprzednim akapicie o tych naiwnych, ale przez to uroczych tekścikach, nie przekreślało jednak powstawania rzeczy (jak dla mnie) prawdziwie natchnionych i co tu dużo gadać - wielkich. Obędzie się bez przykładów, bo nie chcę łechtać próżności co niektórych, ale jeśli ktoś myśli, że przykładów nie mam, a napisałem to, ot tak, dla efektu niech mailuje - posypię nimi obficie.

Odczuwam również, że w Action Magu było kiedyś więcej luzu. Można było pisać dosłownie o czym się chce, o najgłupszych głupotach nawet, ale jakoś miło się to czytało. {Teraz nie jest inaczej... - Qn`ik} Nie chodzi mi wcale o tzw. teksty śmieszne, bo tak jak kiedyś był Arch, czy Yodek i Tołdi, tak dziś mamy opowieści z Okolicy, które w niczym im nie ustępują, więc nie ma w tej kwestii co narzekać. Chodzi mi raczej o luz w doborze tematów. Dla przykładu - kiedyś Sly mógł sobie spokojnie pisać o trądziku. Dziś tego nie ma. {Bo nikt nie pisze. Nie widzę powodu, żeby odrzucić tekst tylko dlatego, że tematyka jest z pozoru banalna} Dziś każdy chce czytelnikiem wstrząsnąć. A nie zawsze i niekoniecznie o to chodzi...

Kiedyś wydawało mi się, że niektórzy autorzy mają niewyczerpany zasób pomysłów. Taki Slavik na przykład mógł co numer publikować co najmniej (a często więcej) 4-5 tekstów, z których każdy trzymał poziom i nie był wydumany. Dziś, nie ma osoby, która co numer publikowałaby choćby po 2-3 teksty. Nie namawiam do tego, aby pisać na siłę. Po prostu, kiedyś było jakoś "płodniej".

Argument, który nieprzerwanie ciśnie się na usta narzekających to także fakt, iż kiedyś AM był jedynym w swoim rodzaju forum, na którym wypowiedzieć się mógł każdy, kto miał na to ochotę i potrafił zrobić to w miarę sensownie. Dziś właściwie zanikł zwyczaj polemizowania. Zanikły komentarze na łamach. Może tematy się wyczerpały? Ostatnia burzę w magazynie wywołała BrightWitch, ale nie była ona wcale tak wielka czy głośna, aby wniosła coś wielkiego. {No nie wiem - BW wywołała swoimi tekstami burzę większą, niż kiedyś to robił sam Pasibrzuch. :)} To już nie było to... Sam nie wiem czy gorące tematy i takież polemiki powinny powrócić, bo czasem czytanie kilometrowych wymian argumentów było właściwie dość nużące... Tyle, że dziś nawet prywatnie, na skrzynkę mailową nikt nie przyślę Ci własnego zdania na poruszony przez ciebie temat (no, sporadyczne wyjątki). Szczytem marzeń writera jest dostanie listu w stylu: "wiesz, fajny tekst, podobało mi się, pisz tak dalej, a będzie jeszcze lepiej". Nie mówię, że nie jest to miłe, ale chciałoby się czegoś więcej...

Może zaistniała sytuacja to rzeczywiście wina "młodych"? A raczej ich braku. To znaczy nowi autorzy są, jak najbardziej. Nawet wielu. Tyle, że niewielu z nich, jak na razie potrafi zapisać się w świadomości czytelników (może ze trzem osobom się to ostatnio udało). A może to właśnie wina tychże. Może idą na łatwiznę i czytają tylko arty wyróżnione, bądź te, przy których widnieje znajoma ksywka. A młodych z góry skazują na przegraną, bo "kiedyś było lepiej". Nie wiem.

Zdaję sobie sprawę, że tym artem prawdopodobnie też nie robię nic pożytecznego, a narzekam jak wspomniana na początku dewotka. Jeśli tak to z góry przepraszam, planowałem coś innego. Nie mam pretensji ani do naczelnych, ani do tych co odeszli, po prostu napisałem to co mi po głowie chodziło. I żeby nie wyszło zbyt przygnębiająco, pokazać warto na koniec, że można jeszcze w AM-ie robić coś nowego, świeżego i bardzo dobrego. Chodzi o Periodyk Poetycki i tamtejszą "scenę", którą gorąco pozdrawiam (naczelnego też:)). Tyle, że potrzebny był pomysł, który Union Jack potrafił wprowadzić w życie. Teraz pora pomysłu na odświeżenie skostniałej nieco głównej puli. Jestem pełen nadziei, że niedługo nadejdzie rewolta i znów będzie jak dawniej. Ups, nie jak dawniej. Będzie inaczej, ale równie dobrze.

Taywan (tajwan2@wp.pl)