Za siedmioma górami, za siedmioma lasami....
Biegłam przez swoje życie ze związanymi rękami. Błądziłam z kulą u nogi poprzez ciemne alejki własnej egzystencji. Czułam jak kajdany niemiłosiernie wpijają się w przeguby dłoni, jak paniczny krzyk rozrywa mi skroń. Widziałam w kałuży własne, tak obce i straszne, odbicie wielkich przerażonych oczu. Słyszałam kroki na drewnianych schodach, czułam dotyk niewidzialnej ręki zaciskającej się na ramieniu, potykałam się o sylwetki pełzających ludzi. Przebijałam się w powietrzu przez niewidzialną barierę własnych myśli. Widziałam gdzieś daleko malutkie światełko o ciepłym blasku. Podążałam w tamtym kierunku. Biegłam ile sił w nogach, dźwigając na rękach ołowianą kulę. Potykałam się i upadałam, niezdarnie podnosiłam się z błota. Widziałam jak własne łzy zamieniają się w krople palącego deszczu. Przeszłam tak siedem gór - Gór Przeznaczenia. Przepłynęłam z trudem siedem rzek - Rzek Zapomnienia. Przedarłam się przez zarośla siedmiu lasów - Lasów Zrozumienia, by wreszcie lec na polu - Polu Wiary. Oczy wtedy same się otworzyły. Ujrzałam zapaloną świeczkę, która przez tyle lat dawała nadzieję. Wiarę w to, że tu, na końcu, zobaczę Raj, Ziemię Obiecaną. Nagle wszystkie marzenia, nadzieje odpłynęły... Ulotniły się. Została trapiąca nicość, bezsilność. Pozostał ból każdej komórki wyczerpanego do granic możliwości ciała i oszukanej duszy. Został strach, który teraz niepohamowanie wtaczał się przez otwarte usta, krwią płynącą przez moje rany na rękach docierał do serca. Każdy oddech był go pełen. Krztusiłam się własnym lękiem, wypluwałam go. Po czym znowu wdychałam. Ciężko dźwignęłam się na ramieniu. Podniosłam zwilżoną potem twarz, do której przykleiły się kosmyki moich włosów. Spojrzałam na zapaloną świeczkę ze złotym napisem "RAJ". Obejrzałam się dookoła. Pustka... Bezmiar szarości, czerni, mgły. Niczego nie było aż po horyzont. Leżałam na szarym piachu. Popiole usypanym przez miliardy innych ciał. Dołączę do nich.... Zastanawiałam się, gdzie jest zielona łąka obsypana makami. Nie ma. Wzrok skierował się na świeczkę, której płomień nawet na chwilę nie wychylił się na bok. Idealnie pionowy, czerwony, u dołu delikatnie niebieski, dający nikłe ciepło. Jedno lekkie dmuchnięcie. Podniosły się tabuny kurzu. Ciemność.... i światełko tak daleko. Chyba jestem Kotem... Ile ja mam żywotów? Teraz dopiero poczułam, że ręce są wolne, nóg także nie zdobią żelazne kajdany. Wolna? - pomyślałam. Skądże! - odpowiedział szyderczy głos. Z ciemności wyłonił się On. Pan w przemiłym czerwonym ubraniu, czarnej poczochranej czuprynie, z dumną miną. Podszedł do mnie. Wyciągnął przed siebie dużą, mocną dłoń. Jestem Władcą tego... kraju - powiedział oglądając się wkoło. Przytulnie tu...- wydukałam. Nie odpowiedział. Ruszył przed siebie, dobiegłam do niego, ale z trudem mogłam nadążyć. Moje nogi wyczerpane wędrówką nie mogły dorównać kroku. Przed nami wyrosły masywne, drewniane drzwi. Wyjął z kieszeni klucz, który zachrzęścił w zamku. Weszliśmy do środka. Rozejrzałam się zaskoczona. Co to ma być? Znowu szarość, mgła. Nic nie widać. Spojrzał mi w oczy. Pokiwał głową na znak politowania. Wyobraźnia - powiedział i wszedł po schodach, które dopiero teraz zauważyłam. Schody były tak długie, że zrobiłam chyba dziesięć przystanków zanim wdrapałam się na górę. Muszę policzyć stopnie, kiedy będę schodzić... - pomyślałam. Nie musisz - odparł - jest ich dokładnie tyle, ile sobie zażyczysz. Spojrzałam w dół, był tylko jeden schodek. Kiedy pomyślałam o drugim, ten urósł z ziemi. Niesamowite! Szłam teraz z Królem tego dziwnego kraju. Zapragnęłam łąki pokrytej żółtymi mleczami. Poczułam pod nogami miękki, chłodny, świeży dywan kwiatów. Zrobiliśmy postój. Położyliśmy się na łące, on zrywał mlecze, a ja wdychałam orzeźwiające powietrze wydobywające się z polany. Chodźmy dalej - nakazał. Wstałam niechętnie, On także. Spacerowaliśmy dalej. Moja wyobraźnia czyniła cuda z jego królestwem. Naraz stawiała lasy, domy, miasta, tworzyła rzeki, jeziora, zwierzęta i rośliny. Czułam się jak Bogini. O czym pomyślałam zaraz stawało się to realne. Śnieg, deszcz, słońce, dzień i noc. Wszystko na wyciągnięcie ręki, tak blisko i tak łatwo. Przyglądał mi się jak z zapałem małej dziewczynki tworzyłam mu nowe, piękne królestwo. Miał szczęśliwe oczy, koloru morza. Sprawiłam mu je jako prezent. Mogłam nareszcie spełnić każde marzenie z dzieciństwa. Nawet te szalone. Byłam wniebowzięta. Moje włosy zmieniły kolor, były teraz soczyście pomarańczowe. Moje oczy nadal pozostały zielone, czasem brązowe, a czasem niebieskie - tęczowe. Chciałam przywołać miłość, swoją miłość, pozostawioną gdzieś na ziemi samą. Ale chyba nie mogłam tak mocno się skupić, miliony marzeń napływało do mojej głowy. Później dopiero dowiedziałam się, że Jego nie będzie tu nigdy. Świat bez uczuć, bez bliskiej osoby stanął mi przed oczami. Dziwne zimno ogarnęło moją duszę. Powoli wszystkie pragnienia wygasły, królestwo stawało się znów szare. Umierało coś we mnie, umierał kraj. Nigdy już tego nie odbudowałam, nigdy więcej nie zobaczyłam Władcy. Ogarnęła mnie ciemność. Godzinami wpatrywałam się w nicość próbując coś zobaczyć. Widziałam tylko jedno... światełko w oddali. Bałam się tam pójść, podążać nową drogą. Lękałam się nowych kajdanów, klatki, rozczarowań. Wstałam jednak... Droga nie była trudna, od czasu do czasu na ścieżce paliło się mętne światło. Szłam po bezdrożach, otulona ciemnością. Bałam się dotrzeć do celu, bałam się jak nigdy w życiu. Na końcu tej wędrówki stałeś Ty. Byłeś moją iskrą, nadzieją na lepszy czas. Odnalazłam Cię, a może to ty mnie przywołałeś? Wiem jedno, nie pozwolę Ci zgasnąć...................."Czy to jest szczęście mieć drugim człowiekiem skrępowane ręce?" *
* Klaudia Kleczkowska
PS: Tekst "Świat wokół nas" niejakiego Leone'a (zamieszczony w am44) rozbawił mnie. Szczerze się przy nim uśmiałam. Najbardziej przypadł mi do gustu akapit skierowany do Smutnego Wędrowca. Popieram Leone'go w stu procentach :P Smutny, weź to sobie do serca... :D
PS2: Ghallu, nie mówiłeś mi, że masz jakiś fanklub... chętnie do niego dołączę jeśli mają koszulki z twoim zdjątkiem albo chociaż figurki, w ostateczności mogą być szaliki. A organizują spotkania z idolem??
PS3: Leonie, słowo harcerki, od dziś będę się bardziej starała, żeby Smutny Wędrowiec nie był smutny... :P
PS4: I jeszcze jedno.... Wbrew ksywce, Smutny nie raz turlał się ze śmiechu... i nie raz turlano się z niego :D
PS5: Nie mogłam się powstrzymać od napisania piątego... Wybaczycie?? Tak to jest jak człowiek się rozochoci...
PS6: Słuchajcie G'n'R :P (musiałam to napisać, kochanie!!!!)