Ya standin in line
Believin tha lies
Ya bowin down to tha flag
Ya got a bullet in ya head







   Czego mógłby życzyć sobie ćpun? Pewno kasy i więcej stuffu, ale ja ostatnio odpierdalam od zasad. Życzę sobie śmierci za pewną dziewczynę. Mówiąc szczerze to wątpię, że z nią będę, ale mógłbym chociaż wyznać jej swoje uczucia w sposób najdobitniejszy, a mianowicie oddając za nią życie. Ja wiem, że brzmi to jak kolejny art jakiegoś kutasa, któremu nie wyszło ale nie tak źle. Tego brakuje, żebym ciął się z powodu dziewczyny (jeśli przeszedł (he, a czy ten przeszedł?) to przeczytajcie mój drugi tekst, "bez tytułu" bo nie zrozumiecie zawartej tu nędznej namiastki ironi).

"Solo, I'm a soloist on a solo list
All live, never on a floppy disk
Inka, inka, bottle of ink
Paintings of rebellion
Drawn up by tha thoughts I think"

   Kiedyś tak myślałem, ale do tego trzeba jeszcze innej siły, siły której na dzień dzisiejszy nie posiadam. Jako buntownik - prawdziwy buntownik - wyjebałem się stosunkowo szybko. Ci "rebelianci": punki, metale i reszta tej chujni (to komplement; gardzicie systemem i społeczeństwem?), nie zdają sobie z sprawy z tego co jest na końcu drogi. Idą dumni, samotni, naiwni - wierzą, że poradzą sobie sami. Ale koniec zawsze jest taki sam, solista się wypierdala. Ja właśnie się podnoszę. Suicide or slower death from addiction. Oto co czeka prawdziwego buntownika.
   Jeśli myślisz, że pieprzę głupoty chcąc pokazać jaki to ja "tajemniczy", "groźny", "mroczny", czy "chuj wie jaki" to się palancie mylisz, zajebiście się mylisz. Taka jest prawda, jeśli uważasz się za buntownika, a nie ćpasz, czy nie lażą ci po łbie myśli o samobójstwie to dupa jesteś nie buntownik. Postaram się to w miarę przejrzyście wytłumaczyć. Jeśli walczysz z systemem, musi nadejść moment w którym pojawi się przed tobą wybór: wycofać się lub w pełni otworzyć na wściekłość. Wtedy wychodzi na jaw czy jesteś śmieszną, małą cipą czy prawdziwym bojownikiem, który nie zawaha się spłonąć. A do was można powiedzieć tak:

"Empty ya pockets son; they gat you thinkin that
What ya need is what they sellin
Make you thin that buyin is rebellin"

Do każdego.


"I wish I could be peaceful
But there can be no sequel"

   Pacyfiści to debile. W jaki sposób chcielibyście zrzucić jarzmo systemu? Aby tego dokonać należy podejść do oprawcy i wyjebać mu w przeponę, żeby się złożył. Później skopać, ale tak by bolało, po nerkach i po twarzy. Jeśliby wstał to wykonać low kick i gdy ponownie upadnie kopać dopóki nie połamie się mu żeber. Jeśli i to przeżyje to cóż, rób co ci przyjdzie na myśl, możesz stopą zmiażdzyć mu gardło, wyłupić oczy, skakać po klatce piersiowej, czy wyjąć kość ze "zlołkikowanej" wcześniej nogi i okładać go aż nie umrze. Byłoby ciekawie.
   Ta, jakże poetycka, metafora ma powiedzieć jedno: jedyny sposób by zyskać wolność wiedzie przez walkę, a ponieważ nikt nie chce dać za wygraną to i przez śmierć. Hm, wychodzi na to, że te semickie pedały (hipisi znaczy) są po to by robić dla nas za zasłonę. Trudny ten idio... pacyfizm.

   Info dla Doorshlaqa, Slavika, Piccolla, Kregora, Vissera i reszty sztywniaków: nudzicie! Mam tu na myśli wszystkie te "och, nikt mnie nie lubi bo nie piję, nie palę i nie ćpam! Jestem taki romanyczny i wrażliwy, ale nie mam dziewczyny! Jaki to ja nieszczęśliwy i nieśmiały! Och!" itd. Kurwa, nerwa mnie bierze. Podejść i takiemu zajebać. Nie zrzucajcie winy za wasze niepowodzenia na zepsucie (zresztą to jest mit. W moim otoczeniu jest tylko JEDNA osoba biorąca narkotyki (prócz mnie naturalnie). A i tak w ilościach mniejszych niż ja, znacznie mniejszych) mlodzieży, ok? Jakoś zdecydowana większość moich kumpli jest taka jak wy, jest normalna. Mimo, że jestem w elicie grupy którą krytykujecie. I cenię takie cechy jak inteligencja czy wrażliwość (tej drugiej chyba jestem pozbawiony, o pierwszej skromnie się nie wypowiem). Ale o ile łatwiej zrzucić winę na innych, aye? Nikt mnie nie lubi więc to wcale nie ja jestem skończonym dupkiem, tylko reszta, co? Podobnie nieśmiali, rozumiem bo byłem. Ale nie będę tolerował kola co to na tekst jednego z członków elity klasowej "kurwa, ale mnie napierdala gardło" reaguje "Kuba, kupić ci holsy?". Inna sytuacja: jesteśmy na szlugu, to po chuja lazł za nami niepalący Nieśmiały? Nieśmiały czy nie, jest zwykłą kurwą, która próbuje wkupić się w łaski "masterów".
   Obłuda. Gdyby ktoś kto mnie nie lubi powiedziałby mi to w twarz, ucieszyłbym się. Byłaby to miła odmiana. Może sprawiam wrażenie takiego z którym rozmawiać można tylko o ostatniej imprezie, ale to pozór. Niestety nasi przydołowani nieśmiali zdają się tego nie wiedzieć. Podobnie jak zdają się nie wiedzieć, że ustąpienie lepszemu nie jest wstydem. Weźmy na ten przykład "Prezesa", jednego kujona z byłego gimnazjum. Kolo chodził ubrany w spodnie w kant, cwaniaki, koszulkę z kołnierzykiem i pedalski sweterek (nie krytykuję tego wyglądu, lecz postawę, którą zaraz opiszę), i nie miałbym nic do niego gdyby nie groził wszystkim swoimi fikcyjnymi umiejętnościami karate. Raz wybuchło między nami spięcie (przyznaję że z mojej winy - chciałem go zbłaźnić przed dziewczynami z jego klasy (udało się). Teraz rozumiem, że było to głupie...) i powiedział, że jak go nie przeproszę to mnie udusi. Tak na marginesie dodam, że wszyscy zgromadzeni wybuchnęli śmiechem. W szatni dostał shafta i więcej o karate nie wspomniał. Później jeszcze się z tym pojebało, poszedł do dyra i się poskarżył. Dyro zgarnął mnie i Hadesa (stary nie czytasz tego, ale co tam - pozdrawiam) na dywanik - chwilę z nami pośmiał, a na końcu powiedział żebyśmy do końca 3-ciej gimnazjum mu krzywdy nie robili. Potem nam przeszło i rozstaliśmy się w pokoju.

   Powyższy akapit był - nie ukrywam - bardzo głupi, ale jest prawdziwy i poza tym powstał byście mieli obraz poprzedniego mnie. Mimo wszystko jest to przeszłość (niedawna, ale przeszłość) i mam nadzieję, że więcej nie wróci. Gdy patrzę na to z daleka, błędy wydają się być tak łatwe do uniknięcia. Co mi przyszło z powrotu? Swiadomość wszystkich potknięć, słabości, dodatkowe słabości, dodatkowy strach i ból. Dużo bólu. Kurewsko jasne, że byłem żałosny. Wróciłem... Tracę? Czy może nie? Wtedy chciałem się czymś ujebać, winem, amfą, klejem, czymkolwiek, byleby nie myśleć. Teraz chcę się zabić. Być może rację mają ci którzy bez oporu dają się ogłupić, zamienić w dziwki? W końcu to właśnie jest ta biblijna pokora. Bez szemrania iść na rzeź. Może faktycznie po śmierci bóg im to wynagrodzi? Tego nie wiem, wiem tylko tyle, że przywdziewając szaty rebelianta popełniłem błąd, który jeszcze długo będzie się na mnie mścił. Chociaż z drugiej strony - czy gdybym żył inaczej, czy znalazł bym się tu gdzie jestem, w czasie w którym jestem? Czy poznałbym Kasię? Chyba marne pocieszenie, choćbym z nią był, zawsze wyznawał będę ratm'owską zasadę Refuse & Resist. Nie wiem czy mnie to nie zabije. Pewno najprostszym wyjściem byłby powrót w klimaty, ale pierdolę, choć trudniej, to jednak jestem bardziej świadomy i mogę zdziałać więcej.

   Chodzę do zajebistej szkoły (dla ludu z mojego terenu - Kwiatek). Z zajebistymi nauczycielami. Najżywsze uczucia żywię do chuja, pardon, Pana od fizyki. Żyd pierdolony. Nie ma to jak tendencyjne ocenianie. Po maturze obrobię im dupę (załapałem się do lokalnej gazety i jadę jako stażysta), a harcerzowi wpierdolę. Ach, jak tylko pomyślę! Sikora, Czapla, Szlachta i Bizońka! Za trochę ponad dwa lata usłyszy o nich cały region, może i kraj? Myślę, że jest to do zrobienia. Nauczycielom dam już spokój, w końcu większość jest fajna.
   Ochrona. Jak myślicie, po co ona w szkole? Będąc szczerym to nie mam pojęcia. Przed wejściem cwele z technikum napierdalają kola, a szmaciaż-ochroniaż udaje, że nie widzi. Boi się? Może dostał coś w łapę, żeby patrzeć w drugą stronę? Ale gdzie tam, korupcja w szkole!? Ależ skąd! O co ja w ogóle tego ochroniarza oskarżam!? Przecież widziałem że witał się ze wspomnianymi wojownikami z zawodówki jak ze starymi kolegami, a od kumpli się przecież nie bierze...
   Coś pod koniec listopada dostałem wpierdol. W sumie to słusznie, bo jakby nie patrzeć przydymiłem. Pozwolę sobie spuścić na to zasłonę milczenia i przejść dalej: jacyś znajomi kola co mi najebał pomyśleli widocznie, że mogą bezkarnie zabawiać się moim kosztem, bo zaczęli dymić. Podnieceni, że przykatowali kota. Cioty. Ci wielcy twardziele i masterzy z drugiej klasy żyją tylko dlatego, że zanim zdobyłem ich nazwiska spotkałem z nimi gościa, który to jest w klimatach i jakoś się to rozładowało. Pierdoleni chuje usłyszeli kilka ksyw, nawet nie musiałem nikogo wołać i od razu spuścili z tonu. Wtedy to dopiero pokazali kurwa ich mać odwagę! Ho, ho! Zajebani tchórze. Najgorsze jest to, że śmiecie wszędzie się wcisną i nawet moje towarzystwo nie jest od nich wolne. Żeby nie było: mam prawo na głos potępiać takie postawy, jako że mi - ech, skromny nie będę - odwagi na żadnym polu nie brakuje (poza kontaktami z K.R... Boże zlituj się!). Solówka z W. była wyraźnie na moje życzenie, choć nie miałem wątpliwości, że jeśli nic mi nie złamie to będę mógł mówić o szczęściu. No i poszczęściło, po dwóch shotach i naprawdę mocnym bucie na twarz, mimo że wstałem szybko i z chęcią dalszej walki to jednak nas rozdzielili. Poza towarzyszącym jeszcze ze dwa dni bólem nic mi nie było.
   Wspominam o tym wszystkim z dwóch powodów: 1) chciałem mieć punkt zaczepienia do bluzgania na pseudotwardzieli 2) chciałem się pochwalić ekipą. Byłem skromny?

Żeby bardziej nie wkurwiać przejdę dalej:

"Your friendship is a fog
That disappears when the wind redirects...
...you! Yes, you! (Tom Morello ciągnie zajebistego riffa!)

   Masz przyjaciół? Jeśli nie to nic nie tracisz. Ja mam ich wielu. Jeszcze żaden mnie nie sprzedał. O czym to świadczy? Że jeszcze nikt nie złożył oferty.

"My fears hunted me down"

   Czemu to wszystko upierdoliło się na mnie? Niby mam silną psychikę (a śmiejcie się, ale ukryć i przezwyciężyć nałóg nie jest łatwo), ale odnoszę wrażenie, że ciągle pojawiają się na niej niewidoczne rysy, delikatna mozaika słabości i strachu mająca na celu mnie osłabić, a gdy nadejdzie kolejny dół – zabić (szkoda tylko, że tak młodo - szesnaście lat). Heh, „co mnie nie zabija, wzmacnia mnie”. Pieprzenie teoretyków. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak: jeśli coś mnie nie zabija, to tylko dlatego, że ktoś u góry zaplanował dla mnie wyjątkowo wymyślną, gorszą od śmierci torturę. Potwierdzone empirycznie.
   Jeśli ktoś się niczego nie boi to świadczy to o tym, że jest idiotą, albo próbuje wyjść na herosa (prawdziwi herosi to idioci). To do dupy.

Żebyście tu nie jebli zrobię przerwę i zarzucę RATM’owską poezją ulicy:

„Can't kill the revolution (RATMa z TOOL'em)

Maynard:
Living on the street shores
He didn't learn and wanted children
Said, "What is there left to stay alive for?"
He doesn't wanna see it...

Maynard:
He didn't wanna deal with it
Here they come, feelings that come as natural
Whatever left, he considered a loss, y'all
He doesn't wanna see it...

Maynard:
Running away, getting some kind a cure
She said "What is there left to keep him alive?"
Give him your love, give him your love to save him
Give him your love, give him your love to save him

Maynard:
Give him your love, give him your love to save him
Don't run away, give him your love to save him
Give him your love, give him your love to save him
Give him your love...

Zack:
You can kill the revolutionary
But you can't kill the revolution
Zack & Maynard:
You can kill the revolutionary
But you can't kill the revolution

Zack:
Lies, negative indoctrination of our good selves
Promote feelings of such hopelessness, powerlessness
Suicide or a slower death from addiction
seemed to be the only way to stop the pain

Maynard:
Running...

Zack:
Lies, negative indoctrination of our good selves
Promote feelings of such hopelessness, powerlessness
Suicide or a slower death from addiction
seemed to be the only way to stop the pain

Zack:
Suicide seemed to be the only way to stop the pain
Suicide seemed to be the only way to stop the pain

Zack:
You can kill the revolutionary
But you can't kill the revolution
Zack & Maynard:
You can kill the revolutionary
But you can't kill the revolution”

   Mam nadzieję, że bossowie nie wkurwią się o takie cytowanie, ale "Can't kill the revolution" jest w zasadzie o mnie.

   Na to by być z Kasią nie mam co liczyć, z kimś mojego rodzaju raczej się wiązać nie będzie. Niby się z tym pogodziłem ale to boli. Samobójstwo lub powolna śmierć od narkotyków wydaje się być jedyną drogą do zatrzymania bólu. Kurwa, Zack trafił w sedno.

Read my writings on the wall
No one is here to catch me when I fall
But death is on my side
SUICIDE!!!


producent (nie mam neta, więc nie dziwcie się, że nie odpowiadam zbyt szybko, zwłaszcza na maile w których skutecznie mnie niszczycie)

Nie strzelaj się Eddie, że tyle będzie tych peesów, po prostu nie umiem wkomponować ich treści w tekst. Napisałbym na ten temat więcej, ale zaraz jacyś debile posądziliby mnie o kokieterię - bo patrzą własną miarą. Tak, obrażam was.

PS. Nie wiem ile osób z Dębicy to czyta, ale moglibyśmy zebrać jakiś inteligentny i zdeterminowany team (w moim otoczeniu ciężko o te dwie cechy naraz), i moglibyśmy prowadzić różne akcje: organizować protesty, manifestacje, strajki, agitować ludzi, palić na plantach flagi Polski, obwieszać szkoły, kościoły i urzędy transparentami, zakłócać ważne uroczystości, i co tam wam jeszcze przyjdzie do głowy (może jakaś bojówka? kapela?). Niezależnie od opcji ("And it all shall fall by the grace of the people", wiem, że jestem śmieszny, lecz "At least I'm fuckin' trying, what the fuck have you done?") powinno łączyć nas jedno: pragnienie wolności. Zainteresowanych proszę o kontakt. Poważnie.

PS 2. Jak nie idę za modą tak zrobię wyjątek

rage against the machine:

Bombtrack
Killing In The Name
Vietnow
No Shelter
Calm Like A Bomb
Testify
Township Rebellion (fight the war, fuck the norm - jedyne co mi zostało)
Bullet In The Head
Know Your Enemy
Snakecharmer
Autologic
Producer Fall From The Grace Of People
The Narrows
Fuck The Police
INTRO (Black Steel In The Hour Of Chaos)
Hit The Deck
Freedom

Jeśli przełamię barierę wstydu to podeślę UnionJackowi parę własnych kawałków (po angielsku). Ale pewno byście mnie wyśmiali (o ile by przeszły, a co do tego mam największe wątpliwości). Bo co zajebistego jest w napierdalankach na pały czy hymnach na cześć rewolucji czy zadym? Ciekawego dla was, naturalnie. Myślę, że jedyne co, to że próbują naśladować slang z L.A. (czytało i słuchało się różne rzeczy to i jakaś tam wiedza we łbie została). Trochę "hiphopowane" (poezją bym tego nie nazwał) ale by jebać jakieś pierdolone metafory pasuje mieć zastępstwa na fuck, nie? Że jestem debilem to i pięknej i czystej angielszczyzny nie znam, chuj, ulica ma swoje środki artystyczne, w sam raz dla śmiecia. Najlepiej te środki wyglądają w bezpośredniej konfrontacji, wiem, że przez neta nie jestem specjalnie wiarygodny. Choćby z tego powodu uważam, że pewien gość to ciota którą połamałbym bez wysiłku. Cipy i cwaniaków poznaje się po tym, że będąc bezkarnymi dymią i napierdalają na wszystkich i wszystko w koło, co pg z lubością robi. Ja mogę być skurwysyn z blokowiska, ale mam pewne proste zasady - prawda, że niektóre ograniczone przez światopogląd (z waszego punktu widzenia) - które się tu ceni. I nie mówię o tych ciotach co to w szerokich zamiatają i jebią hip-hop, bo jebana większość z tego klimatu to cioty co w pojedynkę są potulni i spokojni. Ale dobra, zbaczam z tematu, yo, jak tak myślę to wydaje mi się, że jakieś ragelirycks z mojego reperuaru podesłać zawsze mogę, nie? UnionJacka od razu proszę - nie komentuj na głos, dobra?

PS 3. Gdyby ktoś pytał dlaczego jestem taki pojebany to od razu postaram się wyjaśnić: pierwsze siedem lat mojego życia spędziłem w domu rodzinnym (zakończyło się to jak stary zajebał swoją matkę), później półtora roku w domu dziecka, kolejne pięć lat przypada na rodzinę zastępczą i w końcu ostatnie dwa lata mieszkam u ciotki. Fajnie?

Jakieś dwa lata temu poznałem Kasię K, szybko zostaliśmy parą. Miała moc by wyprowadzić mnie na prostą, lecz raz najebany pobiłem ją :( i rzuciła mnie. Może to i lepiej... przynajmniej już jej nie skrzywdzę.

PS 4. Dlaczego wszyscy zakładają, że jak piję czy palę to robię to by przypodobać się kumplom (poweidzmy sobie szczerz - mimowolnie ale to ja demoralizuję innych)? Przecież to jest pojebane, może ja po prostu lubię palić? Może piję dlatego, że jest to przyjemne (a kac jest mitem - łapie mnie tylko wtedy gdy bezpośrednio po wypiciu kładę się spać)? Może daję w kanał żeby zagłuszyć myśli, stłumić ból? Bardzo zdenerwował mnie cwel zabójca, który napisał bardzo mądry art z poważnym Przesłaniem. Zacznie taki dupek napierdlać, że każdy jest szmatą, żeby ujebać w towarzystwo. Kurwa.

PS 5. Pozdrawiam najlepszych redaktorów, LewKon'a, Caleba i Krillina (nie wiem czy wam tym wstydu nie zrobię - komplement z ust kogoś takiego jak ja chyba do najbardziej prestiżowych nie należy).

PS 6. Sqall, przypadkiem nie próbujesz się dowartościować? Udowodnić sobie i nam jakiś to 'oryginalny' i 'zbuntowany' (względem większości)? Widzisz, paru z moich dobrych kumpli to dresy i wcale nie gardzą mną z powodu "inności" (ubieram się normalnie, fryz normalny, na siłownię nie chodzę (gdy to czytacie już pewnie tak)). Ja nie gardzę nimi, wierz mi, że nie mam powodów. Bo co z tego, że słuchają hh? Absolutnie nic. Za to w sytuacji gdy uciekam przed paroma cwaniakami są bardzo przydatni. Ale - chuj z dresami, znam tylko paru (którzy są zajebiści), nie mam zamiaru wypowiadać się na temat całej tej "subkultury" bo pewne rzeczy są powrzechnie wiadome.
   Jeszcze tak na marginesie: co masz do seksu? Co cię obchodzi, że na imprezie panienka robi mi laskę lub ja strzelam jej minetę? Co w tym złego? <= pytanie retoryczne <=> jeśli o mnie idzie to zmieniłem się wraz z odkryciem uczucia do K.R., ale wciąż nie rozumiem jednej rzeczy: jeśli chłopak i dziewczyna chcą się popieprzyć to na chuja im tego zabraniać? Tym bardziej, że nie mamy do tego prawa.
Nie mogę się powstrzymać i opowiem kawał :). Eddie, pewno i tak go wytniesz, ale przyznaj, że jest śmieszny:

Dlaczego Mojżesz poprowadził żydów przez morze?
Bo przez miasto się wstydził :)

Jeszcze jeden:

Młoda Małgosia pyta mamę:
"Mamusiu, a czy jak będę rodzić to dziecko wyjdzie tą samą drogą co penis?"
Matka trochę zdziwiona, ale zadowolona, że nie musi Małgosi tłumaczyć odpowiada:
"Tak"
Małgosia:
"A czy nie wybije mi zębów?" :)

PS 7. Hahaha, iommi jesteś żałosny, ludzie boją się metali? Ha, ha, ha, dobre, dobre. Dla mnie "metal" to synonim dla słów "brudas" czy "ciota". True black metale różnią się od "pozerów" tylko tym, że przydymią do młodszych, "pozerzy" nawet młodszym nie podskoczą. Ale odnośnie true, zdarzyła mi się sytuacja, że dostałem wpierdol od true_złych_satanistów. Wiesz za co? Za to, że się "bujałem". Z tym, że ja się nigdy nie bujam i szedłem wtedy sam, a ich było czterech. Najebali mi, ale nie będę się bał ciot, które przenigdy nie wyskoczą na honorowe solo.

PS 8. Pierdolić Queen! I co, herezja!? To powiedzcie mi co takiego jest w queen'ie? Prócz pedała na wokalu. Gdyby zespół istniał do dziś to - daję sobie uciąć co tam tylko chcecie - przerzuciłby się na pop (bo o kasę łatwiej). Ale dobra - co was w tym zachwyca? Pedalski głos, infantylne riffy, żałosne "solówki", czy może, pewien.gościu, fakt (dość wątpliwy zresztą) "wyklęcia" queen'u przez katolicką większość (tak przynajmniej utrzymywał Eryk)?






Am I standin' in line?
Am I believin' the lies?
I'm bowin' down to the flag,
I gotta bullet in my head.