|
Nie tak dawno temu zdarzyło mi się przeczytać tekst autorstwa Trocinki pt.: Mój przyjaciel". Spodobał mi się, wiecie? Ostatnio jakoś dużo artów mi się podoba. Nie wiem czy to poziom AM pnie się w górę, czy też ze mnie taki marny krytyk? W każdym razie przedstawiła alternatywny rodzaj związku między chłopakiem a dziewczyną- temat rzadko dotąd w AM spotykany. Ale dlaczego? Czy ci wszyscy ludzie cierpią na coś w rodzaju Lovemanii, czy może samo to zjawisko jest tak rzadko spotykane? Nie wiem i nie rozumiem. Ba! Nawet nie próbuję tego zrozumieć, bo ja taką przyjaciółkę mam i nie czuję się żadnego rodzaju ewenementem (no bynajmniej nie w tej kwestii :)). Prawda jest taka, że ludzie ubzdurali sobie że taki związek między ludźmi przeciwnej płci jest niespotykany, a nawet niemożliwy do zaistnienia. Utarł się schemat że w tej dziedzinie jesteśmy "my" i są "one". Dwa istniejące obok obozy, facet przyjaźniący się z kobietą jest gejem (Co za kretyn wymyślił coś takiego?!), a przyjaźń między dwoma kobietami to tylko zbrojna koalicja przeciw jakiejś trzeciej. Wniosek? Kobiety niezdatne do przejaźni są! Dziwię się tylko, że nikt tego przypadku jeszcze w obroty nie wziął, a kobietki nawet nie zdążyły zauważyć tego stereotypu. Wniosek? Kobiety nie są zbyt bystre, albo też postanowiły nie zniżać się do obalania tych dziwnych teorii. Oczywiście przyjmiemy to drugie rozwiązanie, bo wolę polemizować na temat takiej przyjaźni niż być rozszarpywanym przez hordę rozszalałych feministek. BTW- zauważyliście, że ich liczba w AM rośnie z zawrotną prędkością? Ale jedyną trueschoolową feministką jest tu BrightWitch (szacuken dla tej pani), a z reszty to takie feministki, jak ze mnie dobry writer (no i teraz możecie się głowić czy to komplement czy obelga była :)).
Chyba odszedłem od tematu, ale czasem jak daję się ponieść w pisaniu to potem żal mi to kasować, choćby nie na temat było :). No więc czym różni się coś takiego, od przyjaźni między m&m? Trudno mi to powiedzieć, żadnego prawdziwego przyjaciela nie mam :). Mam kilku dobrych ziomków, dla których zrobiłbym wiele i sporo takich którzy nic nie znaczą. Znam ich zdecydowanie dłużej niz moją friendkę, ale pozostają jedynie `kolegami`. Co zadecydowało? Wydaje mi się, że urzekło mnie zaufanie jakim *ona* mnie obdarzyła. Powiedziała mi dużo rzeczy, niejednokrotnie bardzo dla niej(i przeważnie dla mnie) trudnych, czy też mogących jej zaszkodzić w moich oczach. Nie zyskała na tym niczego... Kierowała się tylko szczerością i za to ją podziwiam. Jeśli ona takim zaufaniem obdarzyła mnie, to nie rozumiem jak mógłbym nie odwzajemnić się tym samym. Wiem, że mógłbym powiedzieć jej wszystko i że się nie zawiodę podobnie jak i ja wierzy że ja nie zawiodę niej.
A więc taka przyjaźń jest możliwa? Sensacja prawda :)? Ale szczerze mówiąc sam w to nie wierzę :). Friendka zmieniła mnie jednak na tyle, że uznałem taką sytuację za możliwą do zaistnienia. Ktoś powiedział, że to wszystkio kiedyś się skończy, że któreś z dwojga ludzi prędzej czy później zakochuje się i cała ta pielęgnowana przyjaźń idzie w cholerę, bo taka jest nasza natura. Racja, czy też nie- nie przekonam się o tym póki nie spróbuję. Niestety między nami mówiąc (ciekawy zwrot, zważywszy że czytać to będzie kilkadziesiąt tysięcy osób :)) ja sam bałem się takiego `hepi endu`. Jakkolwiek ja przyjmuję to całkiem nieźle, to już friendka ma poważny dylemat. Ta babka to istna Famme Fatal, a jej sercowe perypetie mogłyby słuzyć za scenariusz dla kilku serii brazylijskich tasiemców. Ona tak działa na facetów, serio! Czasem więc daje mi odczuć, że martwi się w tej kwestii o mnie i chyba nawet nie w pełni mi tu ufa. Na szczęście sytuacja z dnia na dzień zmienia się na lepsze. Wciąż jednak zdarzają się jej takie przebłyski, chociaż pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Wciąż myśli, że mógłbym się w niej zakochać (stawiam skrzynkę browarów, że gdy ujrzy ten tekst na łamach to powie coś w klimacie "Zyzio! Ja wcale tak nie myślę!"). Zwróćcie uwagę, że ja nigdy nie napisałem że bym nie mógł! To wszystko kwestia chęci, a mi się nie widzi taka opcja i to wcale nie dlatego, że popsułaby się nasza przyjaźń. "Jeśli nie to jest powodem, to o co chodzi?"- spytacie pewnie. Otóz prawda jest taka, że ja się jej boję :)!!! Słyszałem już tyle historii o jej niefortunnych związkach, że uznałem że najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłoby gdyby dobrowolnie poszła do jakiegoś zakonu, bo sieje spustoszenie gdziekolwiek się pojawi :)
"Natomiast kolejna sugestia, to już całkiem inna kwestia". Wiadomo jak czas z facetem może spędzać drugi facet, ale co można robić z przyjacielem którym jest dziewczyna (Już widzę te uśmiechy na twarzach gdy czytacie ten akapit:))? Wierzcie mi, że nie sposób się nudzić ;). Ja w jej towarzystwie po prostu nie potrafię, nawet jeśli po prostu siedzimy i nic nie robimy. To... fajne uczucie :). Dementuję od razu pogłoski, że z przyjaciółki nie można zaprosić na piwo(*). Rozwiązania tego jednak nie polecam co mniej opanowanym delikwentom, bo choć może być sympatycznie, to dzień następny moze być koszmarem :).
Wiecie już jak to wygląda moimi oczami, ale została jeszcze sprawa tego jak reaguje na to nasze otoczenie- mieszkamy przecież obok siebie i mamy wielu wspólnych znajomych. Otóż tu rzecz jest prosta, co nie znaczy że jest tak jak być powinno. Ludzie doszli do wniosku, że po prostu jesteśmy parą i tu NIE BYŁO WYJĄTKÓW. Nawet nasi rodzice uśmiechali się znacząco słysząc słowa "Przecież to kolega/koleżanka" (Choć ona użyłaby pewnie zwrotu "tylko kolega", to ja tego nie zrobię z tego powodu, że to wcale nie jest dla mnie "tylko"). Wiem że nie powinienem się tym przejmować i też się nie przejmuję. Nie chodzi o to, że mi podbudowuję swoje ego, bo dziewczyna jest ładna i tak dalej i dlatego nie bronię się przed takimi "zarzutami". Wierzcie mi, że taka opinia jest mi cholernie nie na rękę. Doszedłem do wniosku po prostu że nie mam powodów by się tłumaczyć. Jak to często mawia Smuggler- "Nie będę udowadniał że nie jestem wielbłądem". Cokolwiek miałoby to znaczyć :). Tu po raz kolejny wychodzi różnica między mną a moją friendką- ona przejmuje się tym znacznie bardziej. To jednak można wytłumaczyć w bardzo prosty sposób: może po prostu to ja jestem wybrakowany i taka plotka też jest jej nie na rękę właśnie z tego powodu. Tu gotów jestem postawić następną skrzyneczkę (Kuń- co powiesz na Żywca? Wchodzisz w to?), że usłyszę kwestię podobną do poprzedniej.
Czy więc warto? Warto mieć przyjaciółkę dziewczynę? Zdecydowanie tak! Właściwie nie ma żadnych minusów- bynajmniej takich którymi bym się przejmował. A w niektórych chwilach nawet przewyższa przyjaźń łączącą facetów. Starczy wspomnieć sprawdzone źródło porad na podryw ;).
Ale kiedyś spytałaś mnie dlaczego w ogóle się z tobą zadaję. Znalazłem odpowiedź na to pytanie:
"Ja robię to tylko po to
Bo znam się na klientkach
I lubię na Ciebie patrzeć
Kiedy jesteś uśmiechnięta"
|