Chyba nie wierzysz w wampiry?

 

Las nocą... ciche pohukiwanie sowy... trzaski łamanych gałęzi... przerażające twarze drzew... kryjące się między tym wszystkim zło... a pośrodku polana. Na niej ty. Całe zło wokół ciebie. Co robisz? Krzyczysz, uciekasz, chowasz się, stawiasz czoła? Przed ciemnością nie da się ukryć, uciec. A więc krzyczysz... tylko, kto cię usłyszy...? nawet jeśli to ludzie słysząc wołanie o pomoc pomagają wołać! nie pozostaje więc nic tylko stawić wyzwanie przerażającemu i paraliżującemu lękowi. I wtedy okazuje się, że wschodzi słońce. Rozjaśnia polanę, na której stoisz ciepłymi promieniami. Zło ucieka, przepada gdzieś daleko w zakamarki twej duszy, byś ty mógł iść dalej. Byś mógł wydostać się z lasu.

Zatłoczone miasto... po ulicach pędzą zabiegani ludzie, jakby nieobecni, zajęci swoimi sprawami... pełno obcych twarzy, złych i pozbawionych uczuć, wyzutych z człowieczeństwa. Ludzie wchodzą i wychodzą potrącając cię nawet się nie odwracając. Stoisz na jednej z takich ulic i chcesz uciec, ale nie wiesz nawet, w którą stronę. Chcesz zatrzymać czas, jakimś dziwnym sposobem znaleźć się gdzieś daleko, w bezpiecznym miejscu... w domu. Ale nic za żadne skarby nie chce cię stamtąd zabrać! Czujesz lęk i bezgraniczną rezygnację. W pewnym momencie postanawiasz się sprzeciwić. Idziesz na przód głośno mówiąc, co sądzisz o kulturze otaczających cię ludzi. Zaczynają oni schodzić ci z drogi, przepraszać, kiedy potrącą, zaczynają szanować twoją osobę. Tak w spokoju dochodzisz do domu.

Szczyt góry... ziąb... w dole przepaść... w górze niebo na wyciągnięcie ręki... i wiatr, który z całą mocą spycha cię ze szczytu. Śliski śnieg utrudnia utrzymanie się. Czujesz, że śmierć zbliża się w zastraszająco szybkim tempie. Lęk ściska ci gardło. Nie możesz myśleć. Przypominasz sobie o linach bezpieczeństwa. Zakładasz je, przypinasz się do ściany góry. Powoli schodzisz, ostrożnie stawiając stopy byś nie stracił równowagi. Wiatr ustaje... możesz spokojnie udać się do schroniska.

Myślisz, że nic nie robiąc przeżyłbyś w każdym z tych miejsc? Czy pokonałbyś lęk i wyszedł mu naprzeciw? Zło jest jak wampir. Kąsa cię, a ty w niego nie wierzysz. Wysysa krew, kończy twoje życie, a ty nadal uważasz, że nie mogłeś temu zaradzić. Zawiąż więc na szyi czosnek, do kieszeni włóż srebrny kolec, nalej do butelki wodę święconą i wyjdź z ukrycia! Życie jest krótkie, a ty musisz jeszcze zwiedzić te wszystkie miejsca. Kiedy powiesz już lękowi „nie” zapukaj do moich drzwi, wyruszę z tobą na poszukiwanie wampirów.

 

 

morphia