Postanowiłem więc napisać pamiętniki.
Ktoś kto by czytał to po dniach, miesiącach, latach, nawet minutach i godzinach powie – „ nic nowego, tylu sławnych, mądrych, inteligentnych ludzi pisało pamiętniki, a tu taki sobie gość też napisał, i co z tego?”
Jednakże te „pamiętniki” (będę odtąd unikał tego słowa bo nie lubię go zbytnio) powstały pod wpływem nagromadzonych impulsów, myśli, słów....
Może w głównej mierze zawdzięczam je jednej osobie – SOMSIADOWI, który jednak wcale moim sąsiadem nie jest (ba nawet w jednej wiosce nie mieszkamy) i jego wierszom i opowiadaniom oraz postawie, dzięki której otworzyłem oczy.
Ale czy do tej pory miałem je zamknięte?
Myśl że jestem „Romantykiem” była nieustanna i przytłaczająca „ ba – myślałem – jestem lepszy niż inni bo jestem wytrwalszy, mocniej czuję!”
Takie i inne myśli chodziły po głowie „Oczytany jestem lepiej niż inni, mocniej wczytuję się w książki, patrzę na księżyc i gwiazdy...” te i inne myśli zaprzątały mi głowę! <
Mądre słowa – słowa prawdziwe. „ Myślę – nie mam rodziców – jestem czulszy, lepiej odbieram zło tego świata, jego lęki i strachy, oraz nadzieje.”
Jednak wiem że prawdopodobnie dopiero teraz się nawróciłem, (lecz jest dla mnie trochę za późno) aczkolwiek nie do końca jeszcze pewnie i wytrwale stoję na tym gruncie. Wszystko co zdarzyło się w moim życiu było dziwne, lecz dziwne z mojego punktu widzenia. „Jestem od nich lepszy – Jestem Najlepszy”
Ta maksyma pozwoliła mi przetrwać najcięższe chwile, lecz wiem że przetrwanie w grzechu, czy też „błędzie” jest gorsze od zaginięcia z honorem i dobrą myślą w jaźni, duszy, na ustach.
Uważałem się za dobrego romantyka (antologię SOMSIADA miałem od dawna lecz zdecydowałem się ją przeczytać dopiero teraz) dobrego chłopca, dobrego kolegę... Nie spełniłem jednak żadnej z tych norm (i wielu innych) i czuję się przez to winny, winny tak że wiersze które napisałem, które wymyśliłem które posiadałem, a które sam stworzyłem, po przeczytaniu jego Antologii... spaliłem, zarzuciłem pomysły...z rozmysłem. Wszelkie opowiadania skończyły tak samo, prócz jednego, tego w któorym wyrażam swoje uczucia, a któremasz przed oczami drogi czytelniku/czytelniczko, choć jeśli doszedłeś/aś do tego momentu musisz być desperatem.
Moje ego zawsze próbowało się wywyższyć nad innych ludzi, choć próbowałem stworzyć swoje alter-ego. Nie udało się i w smutku egzystuję dalej, niby ameba, bo nie czuję – bo ogarnęła mnie wielka znieczulica, bo próbowałem być romantyczny i mądry na siłę. <
Teraz wiem, że przez to iż nie mam rodziców jestem inny, lecz czy lepszy? Brak miłości, przyjaźni, zamknięcie się w sobie. Udawanie wyluzowanego „spoko-mana” na nic się nie zdało. Pozbawiony nawet miłości macierzyńskiej i nie mogąc jej odwzajemnić zostałem skazany na „WYROMANTYZOWANIE”.
I zostałem jak ta ameba, co tylko je i wypróżnia się – ot cały sens życia.
Próbowaliście kiedyś kogoś polubić, zaprzyjaźnić się z kimś, pokochać kogoś? (dla mnie to tylko słowa). Nie wiem co odpowiecie, jednak ja próbowałem i ...
Ludzie albo jasno dawali mi do zrozumienia że mnie nie lubią, lub inni udawali dobrych lecz między wierszami ich zdań czułem wrogość. Niektórzy potrafili kontrolować swoje uczucia, i oszukiwali mnie ile wlezie... Przestałem rozróżniać kto jest moim przyjacielem, a kto chce mnie wykorzystać... Przestałem ufać wszystkim. Lecz najbardziej samemu sobie. Jeśli jeszcze się nie znużyłeś moimi dywagacjami drogi czytelniku, to proszę czytaj dalej, jeśli jednak cię to nuży to nie zmuszam cię byś czytał dalej.
Jakby to ująć? Zazdrość że ktoś inny potrafi napisać dobry wiersz, zaś ja nie? – trochę tak, lecz znam przyczynę swej niemocy twórczej – słowa trzeba czuć żeby pisać w ogóle, czuć gwiazdy aby pisać o gwiazdach, czuć las aby pisać o lesie, czuć miłość by móc pisać o miłości itd. Bo w innym wypadku są to puste słowa bez wyrazu i uczucia. Na obydwu pogrzebach i przed i po nich ( rodziców znaczy się ) nie uroniłem łzy rozpaczy – powód, dam przykład: Bardzo często jestem uśmiechnięty, rzadziej ronię łzy, zaś zły czy wściekły nie jestem w ogóle – jestem sterylny psychicznie, moja dusza została wygotowana, wyprana chemicznie ze wszystkiego... Zła, dobra, uczucia... I została pustka.....
Ona ma mi wymazać wszystkie grzechy. Ona ma mnie na nowo obudzić. Pod jej wpływem odżyłem, zacząłem znów pisać wiersze. Teraz naprawdę wiem że żyje. Bo mam dla kogo żyć, dla kogo tworzyć. Teraz wiem że „niemoc twórcza”, bo tak nazywałem okres poprzedni, to nie choroba, lecz czas gdy ludzie uzmysławiają sobie że się wypalili i tu mała rada jeśli ktoś z was się wypalił, to niech cały czas szuka swojej muzy. Wracając do Niej, zawładnęła moim życiem tak że zaprząta wszystkie moje myśli, dotyk jej dłoni rozpala moje zmysły do granic wytrzymałości. I za to ci Dziękuję Kamiame.
Dziś siedząc przy komputerze znowu o niej myślę i uważam że to musi być jakaś namiastka uczucia.
Siedzę i myślę także o S.Omsiedzie, który potrafił swoją twórczością rozbudzić we mnie człowieka.
IWAN PYTONIUSZ ALEKSANDROWICZ.
( zwany także Aksonem )
akson31@wp.pl