Witam wszystkich
na małym pokazie osobowości. W dziesiejszym odcinku zajmiemy się mało znanym
w Polsce gatunkiem komiksu czyli mangą, a konkretnie jej największą, moim
zdaniem, legendą - Akirą Toriyamą. Chcę tu trochę przytoczyć biografię
tego wielkiego mangaki, by zachęcić, lub ewentualnie zniechęcić Was do
przeczytania jego wielkiego dzieła - Dr. Slumpa*. No to może już zaczniemy:)
Akira Toriyama urodził się 5 czerwca 1955 roku w prefekturze Aichi w Japonii,
a dokładniej rzecz biorąc urodził się na wsi, nawet dość zapadłej. Tori
(jego pseudo) nigdy nie ukrywał tego, że pochodzi ze wsi i często podkreśla
to w Dr. Slumpie, gdzie sam występuje. Akira skończył liceum przemysłowe na
kierunku projektu technicznego i zaczął pracę w biurze projektów. Projektował
reklamy. Jednak po 3 latach rzucił tę pracę i postanowił zostać mangaką -
człowiekiem, który zajmuje się zawodowo rysowaniem japońskich komiksów.
Toriyama nieczęsto występuje w telewizji, co sam wyjaśnił w jednym z tomów
Slumpa:
Nie lubię występować w telewizji. Jak tylko czuje na sobie te wielkie kamery
wycelowane jak armaty, ogarnia mnie strach i nie potrafię wydusić z siebie słowa.
A jak już sobie pomyśle, że po drugiej stronie ekranu oglądają mnie setki
ludzi to zaczynam popuszczać w majty. Z tego też powodu odmawiam udziału w
programach telewizyjnych używając setki wymówek (choć jedym z głównych
powodów jest to, że przez takie wystąpienie wszyscy dowiedzieliby się jak
wielkim jestem dupkiem). Jak sobie tak patrzę na tych ludzi z TV i wyobrażam
sobie mnie w ich roli, to znowu mam pełno w gaciach. Raz wystąpiłem w
programie "Pokój Tetsuko". Przed programem patrze, a tu Tetsuko
Kuroyanagi, którą znałem tylko z telewizji idzie w moją stronę! Nie dość,
że idzie to jeszcze coś mówi, a potem się śmieje! Jak tu nie mieć pełno w
gaciach?! Jak tu zapamiętać co mówiła, co ja mówiłem?!
Już widzicie, że Tori to nieźle pogięty gość z nienormalnym poczuciem
humoru, a do tego piszący dziwne historyjki, w których od czasu do czasu sam
występuje. Ale dla czego Dr. Slump jest wyjątkowy? Jest parę czynników. Po
pierwsze, humor. Od sytuacyjnego, przez słowny, po absurdalny. Tego nigdzie nie
przeczytacie, ani nie zobaczycie. Te wszystkie historyjki są takie na pierwszy
rzut oka płytkie, lecz po przeczytaniu kilku historyjek, czytelnik doświadcza
na własnej skórze nieprzeciętnej inteligencji autora, który jest symbolem na
to, jak ciężką pracą można dojść do światowej sławy. Zaczynał w biurze
projektów, w wolnych chwilach przerysowywał (!) mangi innych autorów, by po
kilku latach narysować Dr. Slumpa, a potem jego najbardziej znaną pozycję
Dragon Balla. Nie myślcie sobie jednak, że Slump opowiada o jakiś walkach i
cały czas leją się tam jakieś potwory. (BTW: Do wszystkich tych, którzy uważają
Dragon Balla za wiejską bajeczkę. Ja np. się na niej wychowałem i przekazał
mi wiele wartości, których ograniczone debile, nie mogą dojrzeć po
obejrzeniu jednego odcinka. Poświęcenie (Vegeta, przez cały czas zimny, obojętny
wobec przyjaciół poświęca życie dla ratowania ziemi, jednak na próżno),
honor, odwaga, upór. Nie mówcie mi, że DB to bajka dla dzieci) <- Małe
odejście od tematu:)
Dr. Slump opowiada o codzienności w Pingwinówku na wyspie Ajland. Pokazuje życie
małej społeczność, w której wszyscy się znają i żyją beztrosko. Głównym
bohaterem jest Jerzy Spadkowski, który stworzył robota dziewczynkę o
nadludzkiej sile - Aralkę. Z nimi mieszka jeszcze Gaciuś, który szczeże mówiąc
nie wiem skąd się wziął:) Aralka jest trochę dziwna, tzn. taki niedorozwinięty
robot. Teksty w stylu: "A wója kto", albo "okejka" są na
pożądku dziennym. Tak w ogóle to Aralka bez przerwy tylko "Okejka",
"Ojejka". Ale to jest właśnie super i stwarza klimat totalnego
debilizmu. Kolejnym argumentem jest scenariusz, który w każdej historyjce jest
doskonale przemyślany. Autor ma wizje komiksu od początku do końca. Nie ma
sytuacji, w której Tori dochodzi do kulminacyjnego i nie wie co dalej. Takie coś
nigdy się w Slumpie nie wydaży. Ważne wzmianki są także nieoczekiwane
zwroty akcji. Nigdy nie wiesz co Akira wymyśli za chwilę. Nie ma nudnego i z góry
wiadomego odcinka.
Na zakończenie mała informacja: Dr. Slump jest wydawany przez JPF i kosztuje
6,90. Ma około 80-100 stron i jest czarno biały. Czyta się go od prawej do
lewej, czyli odwrotnie niż zwykłe książki. Wszystkie wyżej wspomniane
elementy tworzą jednolitą całość mającą świetny klimat i tryskającą
chorym charakterystycznym dla Akiry humorem. Polecam wszystkim!!
Miękki Spod Jedynki (miekkispodjedynki@wp.pl)
* Wiem, że po skrócie "dr" nie stawia się kropki, ale tak brzmi
orginalny tytuł.
{Małe sprostowanie od Qn`ika: owszem, po "dr" można postawić kropkę, w dwóch przypadkach. Po pierwsze - w tytułach anglojęzycznych po dr zawsze jest kropka - gdyż takie są reguły angielskiej/amerykańskiej ortografii. Zaś w języku polskim kropkę można postawić wtedy, gdy się wyraz odmienia, przez co ma on inną literę na końcu, niż w mianowniku. Ergo: "nie ma dr. Slumpa" a nie: "nie ma dr Slumpa" - ta druga forma jest niepoprawna.}