miał sen... (3)
Miał sen... Zawsze miał dziwne sny. Tym razem śniło mu się, że strasznie boli go głowa. Nie był to jednak zwykły ból. Był on inny od tego, którego ma się następnego dnia po ostro zakrapianej imprezie. Ból ten był inny, jakże inny... Nie był to jednak ból, którego czasami posiadał po wyczerpującym dniu pełnym stresów i napięcia. Nie był to też taki ból od uderzenia się w głowę, który po chwili przechodził. Ból ten był spowodowany nowotworem mózgu. Ale nie takim zwykłym, ale złośliwym. Na początku tego snu też leżał tak samo jak w przypadku snu o trumnie. Jednak z małą różnicą, bo otoczenie miał zupełnie inne. Zamiast czerwonego sukna wokoło miał swój własny przytulny i ciepły pokój. Leżał tak sobie o poranku, a przez okno wbiegały złote promienie słoneczne, które zatrzymywały się na antyramie, w której było zdjęcie jego ojca. Za oknem podśpiewywał słowik przepiękne melodie i w powietrzu czuć było lato. Z radia bardzo cicho przygrywała stara płyta Elvisa. Na elektronicznym kalendarzu stojącym na biurku widniała data 27 lipca, czyli był środek wakacji (na które co roku czekał tak mocno z utęsknieniem). W całym tym zdarzeniu nie mógł tylko przeboleć jednego - tego strasznego bólu głowy. Chociaż nie... ból nie był najgorszy, bo z jednej strony szło się przyzwyczaić, a z drugiej mógł znowu łyknąć bardzo mocne środki przeciwbólowe. Tych ostatnich jednak miał już serdecznie dosyć, bo osłabiały i tak już zdruzgotany chemioterapią organizm. Jeden element tego snu lubił najbardziej. Po chwili takiego bezczynnego leżenia przychodziła do niego matka ze śniadaniem. Całowała go w czoło i mówiła żeby jadł. Po posiłku jednak już nie było tak sielankowo bo on uświadamiał sobie już tylko jedno. Ten ból... już nie fizyczny, ale bardziej psychiczny. Wiedział, że umiera, choć tak bardzo przecież chciał żyć. Uświadamiał sobie jeszcze coś dużo bardziej ważnego. Że to nie był sen...
"Jam teraz dotarł do kresu podróży,
gdzie czerń głęboka mnie otacza,
a przecież wiem to, że nad szczytem wieży
i nad stromizną wszelką zbocza
króluje słońce nad nocy cieniami
i gwiazdy nie wygasną nigdy,
więc rzec nie mogę, że dzień już za nami,
że życie mija i mijają sny."
J.R.R. Tolkien (przekład J. Łoziński)
p.s. teksty te to tylko (a może i aż) fikcja literacka
GDF gdf@op.pl