|
Kochama Mari!
Wiesz, że nie zwykłem pisać do Ciebie listów. Znamy się tak długo, że rozumiemy się przecież bez słów. Spędziłem z tobą zarówno najpiękniejsze jak i te najgorsze chwile- zawsze byłaś przy mnie, zawsze gotowa by mnie pocieszyć. Nawet gdy wszyscy inni odwrócili się to ty byłaś obok pogrążona w cichym współczuciu. Zawsze potrafiłaś przekonać, że jeszcze nie jest tak źle żeby złożyć broń. Przy Tobie stawałem się nagle bezgranicznym optymistą, wyśmiewającym się nawet z własnego codziennego cynizmu. Jesteśmy razem od zawsze, gotów byłem nawet walczyć w twojej obronie z moimi rodzicami którzy, nie wiedzieć czemu, nigdy nie potrafili zaakceptować naszego związku. Wciąż pamiętam twój słodki zapach i dotyk zawsze tak ciepły, że uspokajał mnie nawet po najgorszym dniu. Nic nie mogło mnie do Ciebie zniechęcić, tym bardziej, że jako jedyna zdobyłaś sympatię większości moich znajomych co było niezwykłym osiągnięciem. Różnimy się jednak za bardzo... wolałbym żebyś zawsze była tylko moja, żebyśmy nigdy się nie rozdzielali. Ty jednak jesteś dobrem tak wielkim, że egoizmem byłoby gdybym zatrzymywał Cię dla siebie. Nie mogłem cię zniewolić. Znam ludzi którzy twierdzą, że nasza znajomość nie wyjdzie mi na zdrowie, że ty mogłabyś mnie tylko zniszczyć. Śmiałem się z nich. Dalej się śmieję. Poznałem jednak pewną dziewczynę... To nie tak jak myślisz, ona nie mogłaby Cię zastąpić. Dla Ciebie jestem jednak tylko jednym z wielu, podczas gdy ona naprawdę się martwi. Prosiła żebym skończył naszą znajomość i boli mnie, bo wiem, że się nie przejmiesz. Masz ich przecież jeszcze tylu... Z kolei Ona przejełaby się gdybym postawił Ciebie ponad Nią. Zrobiłaś dla mnie tyle dobrego. Nie mam z Tobą żadnych złych wspomnień, ale wszystkie dobre są jedynie iluzją. Po raz ostatni dziękuję Ci za wszystko. Żegnaj...
...Moja Marihuano...
|