..::Egzaminialista::..

 

   

 
    Dziś nadszedł ten wielki dzień. Przystępuję do egzaminu typu gimnazjowego. I ja się uczyłem do niego! 
Najpierw zająłem się sprawami podstawowymi, które jak wiadomo wcale nie tak łatwo pojąć, ale w moim 
przypadku nie było aż tak źle. Mogę się na przykład pochwalić, że zupełnie sam dowiedziałem się, 
dlaczego ten egzamin jest gimnazjowy. Zajęło mi to zaledwie dwa tygodnie, choć nie da się ukryć, że był 
to dla mnie okres pełen naprawdę ambitnych filozoficznych przemyśleń. Ostatecznie stwierdziłem, że 
egzamin gimnazjowy to jest, jak się chodzi do gimnazjuma (i później to właśnie trzeba zdać egzamin 
gimnazjowy, jestem o tym przekonany, mogę to udowodnić). Kolejnym etapem mojego uczenia się było 
dowiedzenie się, na czym taki egzamin polega. No i wszyscy powiedzieli, że to jest tylko taki chyba 
prosty, na inteligencję. I wszyscy powiedzieli też, że się nie uczą do niego, tylko najwyżej testy 
inne porozwiązują. No, ale ja się uspokoiłem... Przecież co jak co, ale inteligencji to mi nie brakuje. 
Kolejne dwa tygodnie zastanawiałem się, co to jest właściwie inteligencja. Doszedłem do wniosku, że 
taką inteligencję to każdy posiada i już kompletnie przestałem się martwić egzaminem. Miałem jednak 
takiego pecha, że na miesiąc przed Wielkim Dniem zostałem brutalnie zmuszony, przez własną rodzinę, do 
rozwiązywania testów na inteligencję. Na samym początku normalnie nie umiałem się powstrzymać od 
śmiechu! Ale głupi ten egzamin! No bo patrzcie: jest rysunek, taki kwadracik z dziurkami i obok 
jeszcze narysowane różne figurki, trochę do tych dziurek podobne. No i co? No nic, cały egzamin. 
Nooo i jeszcze jakieś tam znaczki były nad tymi rysunkami, literki chyba, nieważne. Zabrałem się do 
rozwiązywania testu. Wziąłem kredki (czemu nikt nie mówił, że będą potrzebne...? Dobrze, że rozwiązałem 
sobie taki jeden teścik na próbę, bo normalnie chyba nikt by mi nie powiedział, że potrzebne będą kredki) 
i zakolorowałem, bardzo starannie, te dziurki w kwadracie. No i jeszcze tak dla ćwiczeń narysowałem dwa 
ludki, domek i psa, bardzo ładnie mi to wyszło, a tu przychodzi matka i mówi, że super się bawię, ale 
może wreszcie rozwiązałbym jakieś zadanie? No to jej pokazałem rysunki. Kuuurde, ile to ja się 
dowiedziałem rzeczy na temat swojej głupoty (taaaa jaassne, kto tu jest głupi?), obcinania kieszonkowych, 
zabierania komputera i takich tam innych spraw, które zwykle interesują wściekłych rodziców. No, ale ona 
mi mówi jeszcze, że ja tam mam coś przeczytać, treść zadania czy jak to tam określiła. A skąd ja mam 
wiedzieć, że tam jest coś do czytania? Przecież nikt nie mówił, że do testu na inteligencję trzeba umieć 
czytać! Muszę przyznać, że od tego momentu zacząłem się trochę denerwować... Jak mam się nauczyć czytać 
w trzy tygodnie? Stwierdziłem, że to niemożliwe, ale za to wykorzystując swój spryt postanowiłem na pamięć 
nauczyć się (babcia czytała na głos) treści wszystkich zadań z takiego przykładowego testu. Omijałem tylko 
te, do których trzeba było znać jakieś cyferki albo literki (najczęściej były a, b, c, więc tych się 
akurat nauczyłem). Po dokonaniu selekcji zostało mi do nauczenia się 5 zadań, takich, w których moim 
zdaniem konieczne było pokolorowanie czegoś. Niektóre były naprawdę ciężkie! W końcu na dwa dni przed 
egzaminem stwierdziłem, że jestem doskonale przygotowany! Nareszcie mogłem odpocząć. Nie trwało to jednak 
długo. Musiałem dokładnie przemyśleć, co powinienem mieć ze sobą na egzaminie, żeby nie było potem jak z 
kredkami... no i z czytaniem. Zabrałem chyba wszystko co potrzeba: kredki, linijki, mazaki, książki z 
obrazkami (jakbym potrzebował wzoru) i takie tam. Matka kazała mi założyć garnitur. Zgodziłem się bez 
problemu, ale ponieważ czułem się w nim nieswojo musiałem domalować korektorem po trzy paski na rękawach 
i nogawkach. Kiedy przyszedłem do szkoły wszyscy się dziwnie patrzyli na moje sprzęty. Zazdrośni. Egzamin 
był banalny, miałem co prawda trochę problemów z pokolorowaniem takiego obrazka z clownem (a książek nie 
pozwolili mi wnieść). No ostatnie zadanie było dziwne. Na górze jakieś literki, a pod nimi cała kartka 
kropeczek w rządkach. Było trudne, bo chyba musiałem połączyć te wszystkie kropeczki kreskami, ale na 
szczęście pozwolili mi wnieść linijkę! Aha, no i jeszcze te zadania z a, b, c! Tu się trzeba było wykazać 
inteligencją! Były podchwytliwe bo poza a, b, c był jeszcze jakiś znaczek, czasami nawet dwa (chyba d i e, 
nie jestem pewien) i można się było łatwo pomylić przy kolorowaniu właściwych znaczków, ale ja 
zapamiętałem doskonale jak one wyglądają i nie miałem z zadaniem żadnego problemu. Drugi egzamin, 
następnego dnia był dokładnie taki sam, zmienili tylko clowna na kilka figurek. 


PS. Bohater tekstu jest postacią (mam nadzieję) fikcyjną;).
 
         
             

 

Sqall

www.sqall.prv.pl