| To już historia: Byki 95/96 |
|
Mam nadzieję, że pośród czytelników AM Sport nie brakuje fanów najlepszej koszykarskiej ligi świata, czyli NBA. Podtrzymywany tą nadzieją postanowiłem napisać na jej temat kolejny artykuł. Tymrazem będę wspominał najlepszą drużynę w historii ligi, czyli Chicago Bulls z sezonu 1995/1996. Wiem, że to było dawno temu, ale ja bardzo lubię wracać do takich wydarzeń, bo postawę Byków w tamtym sezonie na pewno można uznać za wydarzenie, wielkie wydarzenie. Przed rozpoczęciem tego sezonu jedno było pewne: Byki będą grać pod wielką presją kibiców, żądnych po dwóch latach przerwy kolejnego tytułu mistrzowskiego. Oczekiwania kibiców były jak najbardziej uzasadnione, gdyż w takim składzie, w jakim Byki wówczas występowały, inaczej być nie mogło. Tego, że Chicago będzie najlepszą drużyną ligi w sezonie zasadniczym spodziewało się wielu, ale że Bulls dojdą na szczyt w takim stylu nie spodziewał się chyba najstarszy, amerykański kibic. Byki przed przystąpieniem do Play-Off's mogli szczycić się bilansem meczów 72-10. Takiego wyniku nie osiągną żaden klub w historii ligi! W składzie zespołu nie zawodził nigdy żaden koszykarz. Bulls byli panami ligi zarówno jeśli chodzi o najlepszego strzelca, jak i zbierającego. W rzutach za trzy mieli wicelidera ligi. Ich gra była czystą poezją, podczas ich meczów nie sposób było się oderwać od telewizora. Jordan znowu robił z wszystkimi co chciał, rzucał z odchylenia, pakował, kręcił wszystkimi jak śrubokręt śrubkami. Rodman na tablicach zbierał wszystko, po prostu robił totalną wymiotkę, bo średnia 14,9 zb/mecz nic innego nie sugeruje. Kerr za trzy czyścił jak opętany, teraz praktycznie się nie zdarza średnia ponad 50 % celnych rzutów za trzy w sezonie. Po sezonie zasadniczym przyszła pora na Play-Off's. Wtedy narodziły się spekulacje, czy drużyna utrzyma tak dobrą formę, bo zawodnicy po takim sezonie zasadniczym mają prawo do zmęczenia. Ci, którzy mieli jakiekolwiek wątpliwości zostali jednak wyśmiani zaraz po pierwszej rundzie, kiedy to Jordan i spółka odprawili z kwitkiem Miami Heat 3:0. W półfinale trafili na NY Knicks z Patrickiem Ewingiem na czele. Ewing sam jednak Bykom rady dać nie mógł i skończyło się na 4:1 dla ekipy z Chicago. Po drugiej rundzie nadszedł finał konferencji i starcie z finalistami rozgrywek w dwóch poprzednich sezonach - Orlando Magic, gdzie wówczas brylował Shaq O'Neal. Postawa Orlando udowodniła, że drużyna ta nie potrafi się pożądnie zmobilizować w ważnych chwilach. Bullsi to wykorzystali i znowu wygrali głaciutko - 4:0. Rywalem Byków w finale było Seattle SuperSonics. Wtedy najlepszymi zawodnikami byli tam Kemp, Payton, Schrempf. Mecze z Ponaddźwiękowacami pokazały, że to już nie żarty. Bullsi doskonale wykorzystali jednak przewagę meczów na własnym terenie i pokonali Seattle 4:2. Sen o mistrzostwie się spełnił, Byki znowu były wielkie. Bilans Byków w Play-Off's to 15-3, co było kolejnym spektakularnym wynikiem. Po zakończeniu rozgrywek przyszedł czas na komentarze. Tak oto skomentował wszystko Michael Jordan: "Myślę, że największą radość sprawiło mi to, że połączyliśmy się w tak zgraną, pracującą zespołowo drużynę. Nie było żadnych konfliktów, nie było kłótni, szemrania ani zazdrości. Mamy za sobą wspaniały, niezwykły i niezapomniany rok. Naprawdę trudno znaleźć właściwe słowa, by opisać to uczucie." Warto także przytoczyć wypowiedź trenera Phila Jacksona: "O naszym sukcesie powiem przede wszystkim to, że ludzie oczekiwali po nas zwycięstwa. A zawsze, gdy wszyscy spodziewają się, że coś ci się uda, jesteś pod ogromną presją. Cały zespół grał z obciążeniem wielkich oczekiwań. W takiej sytuacji, gdy w końcu rzeczywiście wygrywamy, odczuwamy raczej ulgę niż radosne uniesienie". Sezon 1995/1996 oprócz mistrzostwa obwitował w liczne osiągnięcia indywidualne członków ekipy Byków. Phil Jackson został uznany Trenerem Roku w NBA, dwukrotnie wybierano go na trenera miesiąca (styczeń, kwiecień) oraz był trenerem reprezentacji Konferencji Wschodniej podczas All-Star Game 1996 w San Antonio. Michael Jordan został wybrany MVP (najwartościowszy zawodnik) sezonu regularnego, finałów, jak i meczu gwiazd. Jordan raz został uzanny zawodnikiem miesiąca (styczeń) oraz trzykrotnie zawodnikiem tygodnia (18-24 grudnia '95, oraz 15-21 stycznia i 4-10 marca '96). "Air" został także wybrany do pierwszego składu NBA All-Defensive Team (najlepsi defensorzy ligi). MJ wszystkie te tytuły zawdzięcza swoim imponującym statystykom: 30.4 pkt./mecz (1. miejsce w lidze), 2.20 przechwytu/mecz (3). Jordan był także jedenasty w rzutach za trzy oraz dziewiętnasty w minutach spędzonych na parkiecie. Steve Kerr zajął drugie miejsce w lidze w kategorii odsetka celnych rzutów za trzy punkty (51,5%) oraz wziął udział w konkursie AT&T Shootout (konkurs rzutów za trzy) podczas All-Star Weekend w San Antonio. Toni Kukoc otrzymał wyróżnienie Sixth Man Award, czyli tytuł najlepszego Szóstego Zawodnika NBA w sezonie 95/96. Scottie Pippen został wybrany do składu NBA All-Defensive Team oraz wystąpił w All-Star Game. Pippen był także najlepszym zawodnikiem grudnia '95 oraz zajął 12. miejsce w lidze w kategorii przechwytów (1.73/mecz) oraz 20. w kategorii asyst (5.9/mecz). Dennis Rodman został wybrany do NBA All-Defensive Team i był także najlepszym zbierającym w lidze (14.9/mecz). Jak widać po tych danych, to wyróżnionych w szczególny sposób zostało czterech graczy z pierwszyj piątki Byków. Jak widać idealny w ich ekipie nie był tylko center... Dla klubu większe znaczenie od sukcesów indywidualnych mają rekordy klubowe. Takich Byki miały także w sezonie 95/96 pod dostatkiem. Bilans meczów 15:3 w Play-Off's to nowy rekord klubu. 72 zwycięstwa w sezonie zasadniczym to najlepszy wynik w historii ligi, jak i klubu. Poprzedni rekord klubu wynosił 68 zwycięstw. Kolejny rekord, to passa 18 zwycięst z rzędu, która obejmowała m.in. cały styczeń. Był to pierwszy miesiąc w historii Bulls bez porażki. W jednym z meczów Jordan (44 pkt.) i Pippen (40 pkt.) jako pierwszy duet w dziejach Byków zdobył we dwóch po 40 i więcej punktów. Podsumowując artykuł stwierdzam ponownie, że Chicago Bulls 96/96 to najlepsza drużyna w całej historii ligi NBA. Wtedy nikt im nie był w stanie podskoczyć, oni praktycznie nie przegrywali... |
| zabójca /zabojca@buziaczek.pl/ |