Nie, nie pomyliście się, nadal jesteście w BikeZONE. A skrócik "DJ" niewiele ma wspólnego z muzyką dyskotekową, tak jak ja sam mam niewiele z nią wspólnego:),
Rozwinięciem skrótu DJ w rowerowym jezyku jest "Dirt Jumping". Więc ja chcę być dirt jumperem. Przy minimalnej znajomości angielskiego wiadomo, że chodzi o skoki. Według definicji na różnych stronach są to skoki na specjalnie usypanych górkach. Dobra, teraz nagniemy ten termin do moich potrzeb. Nie muszą być specjalnie usypywane, budowane, ja chcę poprostu latać! Ludzie marzyli o tym od wieków, na samolot mnie nie stać ( nie stać mnie nawet na rower taki jak bym chciał ;) ale ja też o tym marzę i przestrzeń mnie ciągnie!
Zaczyna się od skoków na garbach spowalniających ruch samochodowy ( podobno spowalniających- bo to wygląda tak - hamuje, przejeżdza, jedynka, dwójka, trójka -80 km/h, hamuje i od nowa :) Nie da się na tym za daleko ulecieć - może 2 metry. Ale można już popróbować przechylić rower podczas lotu, albo przesunąć tył w prawo lub lewo. Ciekawa sprawa jest z tym przesuwaniem tyłu - niby nie spada się prosto kołami na jezdnie, tylnie koło jest skręcone w stosunku do toru jazdy, ale ciężko jest się tak wywalić ( chyba że wychylisz tył o ponad 45 stopni w stosunku do kierunku jazdy - wtedy leżysz:)
Na większych górkach gdzie się lata ponad 3 metry jeszcze nie próbowałem takiej zabawy, poprostu skakałem. Bardzo przyjemne są Dropy ( zobacz opis największego dropa - tekst Bender 2 ), zwłaszcza podczas zjazdu w dół, zakręt, ułamek sekundy żeby poderwać przód i krótki lot. Rewelacja!
Ale do tego wszystkiego potrzebny jest sprzęt. Zwykłe rowery tego nie wytrzymują, a już napewno nie próbujcie niczego na rowerach z marketów! Tam ryzyko że coś wypadnie jest 10x większe niż w najtańszym Giant'cie czy Trek'u. Znam taki przypadek, chłopak mieszkający niedaleko jechał na jakimś takim słabszym rowerze - wyskoczył i amortyztor się rozsypał. Koło wyjechało, a on walnął twarzą w chodnik. Niezbyt przyjemne.
Właśnie kupuje części - nie wszystkie do skoków, cóż brak kasy:( ale to co mogę, to staram się wybierać dobrej jakości. A na starym rowerze jeżdzę, trochę skaczę, ale przede wszystkim szukam miejsc do zbudowania skoczni. A nawet bez sypania skoczni, wielką frajdę daje coś takiego: jedziesz, patrzysz "da się na tym skoczyć" i ułamek sekundy później już jesteś w powietrzu. Tak myślę, brzmi definicja freeride'u, bez badania skoczni, po prostu lecisz i już nie wracasz w to miejsce:)
Jeżeli wszystkie skoki, które zaplanowałem, się udadzą, to wrzucę jakieś fotki ze mną i moimi kumplami .... jak się nie udadzą.... no cóż, trzeba będzie innego naczelnego poszukać:)
PS. Teraz to łatwo mówić, jak zbudujemy skocznie, ocenię ryzyko upadku i możliwość uszkodzenia sprzętu to może się okazać że nie skoczę.
Kumik
|
|