Spotkanie z LM: Bayern - Real

Stało się, Liga Mistrzów powróciła po zimowej przerwie. Jednym z najbardziej oczekiwanych pojedynków 1/8 finału było spotkanie pomiędzy Bayernem Monachoum, a Realem Madryt. Kibice w końcu się doczekali i 25. lutego na Stadionie Olimpijskim w Monachium obie ekipy stanęły ze sobą w szranki. Faworyta meczu ciężko było wskazać, gdyż mecz ten był określany przez fachowców przedwczesnym finałem. Za Bawarczykami przemiawiała niska temperatura powietrza, natomiast Królewscy mecz mieli rozpocząć jedenastką marzeń...

Po usłyszeniu pierwszego gwizdka do roboty wzięli się od razu gospodarze. Już w drugiej minucie spotkania mogła dwukrotnie paść bramka - najpierw Hargreaves wrzucił piłkę w pole karne na głowę do jednego z kolegów, ale ten minimalnie przestrzelił, a chwilę później Roberto Carlos o mało nie wpakował piłki do własnej siatki po fatalnej interwencji we własnym polu karnym. Real próbował grać z kontry, niestety trójkową akcję Zidane-Ronaldo-Raul przerwał w ostatniej chwili Sagnol. Trzy minuty później ten sam zawodnik doskonale przedarł się prawą stroną pod pole karne Realu, dośrodkował, ale z lewej strony nikt nie raczył zamknąć akcji, więc cały wysiłek poszedł na marne. Po tej akcji Real delikatnie uspokoił grę, próbując samemu zaatakować. 11. minuta, to kolejny zwrot wydarzeń, podanie Hargreavesa do Makaaya i groźny, lecz obroniony przez Casillasa strzał piłkarza Bayernu. Tylko cztery minuty potrzebowali Bawarczycy, aby stworzyć kolejną groźną sytuację - tym razem była to dwójkowa akcja Lizarazu-Pizarro, zakończona groźnym, ale niecelnym strzałem Peruwiańczyka. Błąd, dopuszczając Pizarro do strzału popełnił Helguera. Bayern był tego dnia strasznie zdeterminowany i za wszelką cenę chciał zdobyć bramkę. Nic więc dziwnego, że pomiędzy 19., a 21. minutą Bawarczycy mieli do tego aż trzy okazje. Niestety wszystkie zmarnowali. Najpierw Demichelis zagrał na głowę do Pizarro, ten uderzył, ale nad poprzeczką. Później Makaay został w ostatniej chwili powstrzymany przed oddaniem strzału z bliskiej odległości. Ostatnia z tych trzech szans, to zamieszanie w polu karnym, którego "stwórcą" był Hargreaves, jednak został powstrzymany przez Helguerę, który, jak się później okazało zagrał piłkę ręką. Bayern nie zamierzał się poddawać i nacierał dalej. 23. minuta spotkania, Makaay dostaje piłkę, ale ma przed sobą trzech obrońców. Postanawia spróbować się przedrzeć, ale zatrzymuje go Halguera, który nieprzemyślanym zachowaniem omal nie przelobował Casillasa. 24. minuta, to potężne uderzenie Ze Roberto z 18 m, po wcześniejszym oszukaniu obrońców. Casillas z trudem obronił ten strzał. Wielki Real praktycznie nie istniał na boisku, bo przy piłce cały czas był Bayern i cały czas atakował. Niestety bezskutecznie. Kolejna dobra akcja miała miejsce dopiero w 36. minucie po uderzeniu Hargreavesa z 18 m. Bezbłędny tego dnia Casillas był oczywiście na posterunku. Real na pierwszą swoją poważną akcję musiał czekać aż do 45. minuty! Wtedy to Ronaldo znalazł się 1 na 1 z Khanem, jednak nie potrafił go pokonać. Mimu wielu dogodnych sytuacji, pierwsza połowa zakończyła się rezultatem 0:0.

Druga połowa rozpoczęła się od silnego uderzenia Ballacka, które pewnie wyłapał Casillas. W 51. minucie przebudził się Figo, który wspaniale ograł Kovaca i dośrodkował...niestety do nikogo :). Chwilę później wogóle niewidoczny Beckham uderzył solidnie zza pola karnego, jednak minimalnie przestrzelił, gdyż piłka osiadła na siatce nad poprzeczką. Te dwie akcje, to było jednak wszystko, jak na tamtą sytuację, gdyż z powrotem do roboty wzięli się Bawarczycy i to oni zaczęli atakować. W 56. minucie Ze Roberto fantastycznie zagrał na "banię" do Makaaya, jednak temu do szczęścia zabrakły centymetry. W 57. minucie wiecznie groźny Pizarro uderza zza pola karnego minimalnie obok prawego słupka bramki strzeżonej przez Kahna. Kolejną, tym razem stuprocentową sytuację miał Salihamidzic w 63. minucie. Po wymianie piłki z Ze Roberto, Serb dał obronić Casillasowi strzał z 5 metrów. 64. minuta, to kolejna doskonała obrona Casillasa, tym razem po uderzeniu Makaaya głową, po rzucie rożnym. W 67. minucie nieskutecznie próbowali zagrozić bramce Realu Sagnol oraz Ballack. Wydawało się, że wynik O:0 utrzyma się do końca spotkania. Nic z tych rzeczy - Makaay w 75. minucie po dośrodkowaniu z prawej strony wspaniałym strzałem głową daje Bawarczykom prowadzenie 1:0. Stadion Olimpijski oszalał, wydawało się, że już nic nie odbierze Bayernowi zwycięstwa. Niestety, nadeszła w końcu feralna 83. minuta, w której Roberto Carlos wykonywał rzut wolny. Brazylijczyk przymierzył dość mocno, jednak piłkę posłał po ziemi. Wydawało się, że Kahan chwyci ją bez problemu, jednak dziwnym trafem piłka po jego interwencji "wypłynęła" spod niego i zrobiło się 1:1. Real usatysfakcjonowany wynikiem już raczej nie atakował, a Bawarczycy chyba nie byli w stanie podnieść się po pechowej utracie gola i już do końca meczu na boisku wiało nudą.

Po zakończenu spotkania strasznie mi było żal Bayernu, który zasłużył na zwycięstwo, i to co najmniej różnicą dwóch bramek. Piłka jednak czasem potrafi płatać figle i zdarza się, że drużyna nie grająca kompletnie nic, wychodzi cało z opresji. Uzyskany wynik stawia Królewskich w świetle zdecydowanego faworyta do awansu z tej pary. No, ale jednak wiemy, że faworyci nierzadko zawodzą...

Składy:

Bayern: Kahn - Sagnol, Kuffour, Kovac, Lizarazu (46. Salihamidzic), Hargreaves, Ballack, Demichelis (90. Jeremies), Ze Roberto, Makaay, Pizarro (76. Santa Cruz).

Real: Casillas - Salgado, Helguera, Bravo, Carlos, Figo, Beckham, Guti, Zidane, Raul, Ronaldo (90. Solari).

Bayern 1-1 Real
75. Makaay   83. Carlos

zabójca /zabojca@buziaczek.pl/