Bracia Giaconi
Autor: Włodek
Email: wayreth@interia.pl
Umberto i Luigi Giaconi - tileańscy prawnicy.
soki Sądzie! Ze względu na okoliczności w jakich doszło do popełnienia domniemanego przestępstwa, uważam, że mój zbiorowy klient, szlachetny i cnotliwością nie ustępujący Rycerzom Graala, Zakon Złotej Kobry, powinien zostać całkowicie ułaskawiony! Przecież każdy obywatel tego kraju doskonale wie o tym, że dekretem miłościwie nam panującego cesarza Karla Franza I, Łowcy Czarownic są w Imperium wyjęci spod prawa. Podobnie znany jest również fanatyzm tych szaleńców i ich błędne pojmowanie rzeczywistości! Przecież ofiara tego szaleńca, który na szczęście został odesłany do Morra przez tego szlachetnego bretońskiego rycerza bez skazy - Dennisa Goyen, musiała być szlachetną dziewicą, a nie, jak sądził ten Łowca - czarownicą Slaanesha. To, że na jej ciele znaleziono rytualne tatuaże, jeszcze nic nie znaczy! Najważniejsze jest to, że ta bezbronna niewiasta została podstępnie zamordowana przez tego łowcę (Chwała Sigmarowi!).”
“Wysoki Sądzie! Jak w tej sytuacji zachowałby się każdy uczciwy i praworządny obywatel? To proste - stanąłby w obronie podstępnie mordowanej kobiety! Należy także podkreślić zło czające się w duszy tego Łowcy Czarownic! Podburzył przeciw szlachetnemu Zakonowi tłum, który również rzucił się na tych rycerzy bez skazy! A strażnicy miejscy którzy zostali poszkodowani w wyniku tych starć sami wiedzieli na kogo się nastawiają! Widocznie sam Sigmar uznał, iż są to grzesznicy, których należałoby pokarać ostrzami mieczy szlachetnych wojowników. Tak więc, oprócz unieważnienia wyroków skazujących członków Zakonu Kobry, domagać się będziemy zadośćuczynienia za szkody moralne, jakie odnieśli zakonnicy, musząc przelewać krew strażników miejskich. Tako rzekliśmy, jakeśmy bracia Giaconi!”
Mowa obronna Zakonników Złotej Kobry, piórem sekretarza sędziego von Walmanna spisana.r>
(Naczelny Sąd Cesarski w Altdorfie, sprawa nr 2511/XXIV)
Bracia bliźniacy Umberto i Luigi Giaconi urodzili się w zamożnej szlacheckiej rodzinie mającej swą rodową siedzibę niedaleko Miragliano. Ich życie było planowane od początku - kapłan Forsagha, w momencie narodzin braci, odczytał ze zwierzęcych wnętrzności, że obydwaj staną się w przyszłości kimś wielkim, mając kierować przeznaczeniem wielu ludzi. Rodzice postanowili więc, że ich dzieci powinny w przyszłości osiąść na którym z książęcych dworów Tilei. Tak więc bracia byli od początku uczeni etykiety, dyplomacji, nieco później zapoznano ich z prawdziwymi mechanizmami władzy (ich nauczycielem był ponoć słynny z przenikliwości umysłu i intryganctwa Nicol Machiavel). W połączeniu z ich wielkimi zdolnościami i inteligencją, zaowocowało to faktem, iż już w wieku siedemnastu lat, zostali wysłani z pierwszą dyplomatyczną misją na dwór księżnej Lucrezii, panującej wówczas w Miragliano. Wywarli olbrzymie wrażenie na dworzanach, jak i na samej księżnej. Zaproponowano im pozostanie na dworze w charakterze łączników między rodziną Giaconi, a dworem. Oczywiście przystali na to i wkrótce, dzięki rozwiniętej sieci intryg, ich rodzina zyskała wpływy i majątki. Taka sielanka nie mogła trwać wiecznie - na dworze znalazła się także Anna Nocte, przedstawicielka konkurującej rodziny. Uknuła ona banalny, ale skuteczny spisek, nakłaniając złotem i groźbami ujawnienia kompromitujących tajemnic dwie dwórki, aby stały się kochankami braci Giaconi i wyciągnęły od nich największe sekrety rodziny. Spisek się powiódł i już wkrótce bracia Giaconi byli zmuszeni, groźbą ujawnienia tajemnic rodziny, wyjechać z Miragliano. Obydwaj postanowili, że muszą całkowicie zmienić klimat i podążyli do stolicy Imperium - wielkiego i dumnego Altdorfu. Tam, całkiem przypadkowo, trafili do słynnej uczelni Collegium Lexium, kształcącej przyszłych sędziów, prokuratorów i adwokatów, gdzie podjęli studia. Bez większych problemów ukończyli je z bardzo dobrymi wynikami, postanawiając jednocześnie pozostać w Altdorfie. Wkrótce świeżo upieczeni prawnicy dostali propozycję pracy w kompanii handlowej, następnie zostali zatrudnieni jako adwokaci przez jeden z pomniejszych rodów szlacheckich Averlandu, wiecznie toczącego spory o sąsiedzkie ziemie. Wydawałoby się, że w spokoju przeminie im reszta życia, gdy w ich prawniczej kancelarii zjawił się dziwny gość - szlachetnie urodzony mag, oferujący im nieograniczony majątek i wpływy tylko za trzyletnią służbę u niego. Bracia oczywiście przystali na tą decyzję, a jak wkrótce się okazało, ów mag okazał się być Arcymagiem Złotego College’u i jego patriarchą. W życiu Giaconich rozpoczął się nowy rozdział - czas długiej i wyczerpującej pracy dla magów, pracy niesamowicie dobrze płatnej (bracia zyskali kartę wolnego kredytu, z której zresztą szeroko korzystali, nabywając kolejne majątki na południu Imperium). Wkrótce nazwisko braci stało się szeroko znane, głównie z długich i żmudnych procesów wytaczanych przez lokalnych władyków, oskarżających College o osłabianie realnej wartości imperialnego pieniądza wprowadzaniem na rynek dużych ilości transmutowanego złota. Giaconi oczywiście wygrywali te, jak i inne procesy, gromadząc przy tym kolejne szeregi wrogów. Nawet, gdy prawnicy pozostawali pod protekcją magów, dokonano kilku nieudanych aktów zabójstw braci, w jeden z nich zaangażowany był podobno słynny skaven, szary prorok Thanquol, w jeszcze inny członkowie Jadeitowego Berła. Sami bracia nie przyznają co skłoniło tak potężnych wrogów do obrócenia się przeciwko nim. Być może to Złoty College naraził się którejś z potęg chaosu? Być może to zwykły przypadek? A może bracia skrywają jeszcze inną tajemnicę? Po złamaniu kontraktu przez magów (Arcymag podpisujący umowę z prawnikami został pokonany w rytualnej walce przez Balthasara Gelta, który zajął jego miejsce i uznał kontrakt za nieważny, w ramach zadośćuczynienia oferując jednak braciom coś bardzo ważnego - magiczną protekcję i osobistych ochroniarzy w postaci doświadczonych magów bojowych) bracia wycofali się do zakupionych wcześniej majątków, by tam wieść spokojne życie, z dala od zgiełku i mrocznych tajemnic. Ataki zabójców również ustały (ponoć sam Balthasar Gelt zaangażował się w ‘wykupienie polisy bezpieczeństwa’ w gildii zabójców w Altdorfie) i bracia mogli wieść już dostanie i spokojne życie. A jednak... pewnego razu w progi siedziby prawników zawitał kapłan Forsagha, ten sam który wywróżył im przyszłość. Nikt nie wie co powiedział im kapłan, jednak wkrótce bracia powrócili do swej dawnej pracy (niektórzy powiadają, że kapłan objawił im okrutną przyszłość, przyszłość którą mogą zmienić tylko swoim czynnym postępowaniem). Odtąd bracia Giaconi pomagają wszystkim, których stać na ich usługi, jednocześnie samemu nie przynależąc do żadnej organizacji. Niekiedy, z bliżej nieznanych powodów tileańscy prawnicy wyciągają z kłopotów także bohaterów Starego Świata, nie pobierając przy tym żadnej finansowej opłaty. Jedyne czego żądają w zamian to przyrzeczenie nie zstąpienia na złą drogę i nie podążania łatwa, lecz krótką ścieżką Chaosu... Czyżby bracia znali nazwiska wybranych do ocalenia Starego Świata?
[Jak widać, braci Giaconi to przykład BNów, którzy mimo swej pozornej niedostępności mogą wyratować z kłopotów każdego bohatera który wejdzie w konflikt z prawem, a zachowuje jeszcze resztki dobroci i nie wykazuje chaotycznych tendencji. Bohaterowie chcący wynająć braci muszą liczyć się z ogromnym wydatkiem (w zależności od rodzaju sprawy, kilka do kilkunastu tysięcy złotych koron - oczywiście Giaconi nie będą zajmować się błahymi sprawami). Nawet w sytuacji braku konfliktu BG z prawem, tileańscy prawnicy mogą stanowić parę pomysłów na przygody: konkurent braci - Gildia Prawników lub rywal który przegrał sprawę w sądzie może wynająć BG do eliminacji braci, bracia mogą prosić o dodatkową ochronę lub rozwikłanie zagadki tajemniczych zamachów i dowiedzenie się kto za nimi stoi. Oczywiście wszelkie przygody w których pojawiają się bracia są zarezerwowane przede wszystkim dla doświadczonych, sławnych lub bogatych bohaterów.]
|