Jest to fragment "fanowskiego" tłumaczenia dodtaku do Earthdawna "Smoki". Publikacja ta nie ma na celu łamania praw autorskich.
Poniższa praca jest zapisem słów Vasdenjasa, Mistrza Tajemnic, najszlachetniejszego i najmądrzejszego z Wielkich Smoków, z którym miałem przywilej pracować jako skryba i jego uczeń przez ostatnie siedem lat. Zawiera ona Smocze przemyślenia i refleksje dotyczące natury, historii i kultury tejże rasy. Starałem się pozostawić słowa Wielkiego Smoka nienaruszone ułożyłem je jedynie w logicznej kolejności, by ułatwić czytelnikowi ich zrozumienie i przyszłe wykorzystanie. Poza tym, księga ta zawiera wszystko, co zostało mi przekazane.
-spisane ręką Tiabdjina Znawcy, skryby Wielkiej Biblioteki Throalu i pierwszego z uczonych khavro'amu.
Mistrz Tajemnic mówi
Do Młodych Ras Barsawii - ja, Vasdenjas, Mistrz Tajemnic, przekazuję swoje najserdeczniejsze powitania. Długo i z upodobaniem czytałem księgi autorstwa uczonych z Wielkiej Biblioteki Throalu, toteż chciałbym teraz odpłacić im za radość, jaką przyniosła mi owa lektura i oferować w zamian dużą część mej rozległej wiedzy.
Swoją pracę rozpocząłem od manuskryptu zatytułowanego 'Stworzenia Barsawii' - tomu, który skorygował wiele nieporozumień i błędnych założeń, poczynionych przez część uczonych i skrybów niedoinformowanych o faunie tej krainy (Muszę przyznać, że jestem dosyć zadowolony ze sposobu prezentacji i oprawy uporządkowanego przez Bibliotekę dzieła, choć uważam, że znalazłoby się jeszcze kilka poprawek, które powinny zostać wprowadzone do tekstu. Poprosiłem Tiabdjina, by naszkicował kilka opisów i dołączył je do tego manuskryptu.)
Ta - choć nieco spóźniona - księga ukazała się po przeczytaniu przeze mnie dzieła zatytułowanego 'Mieszkańcy Barsawii'. Gdy bowiem czytałem ciekawe opisy i historie wielu Młodych Ras, ze zdziwieniem odkryłem, że nie istnieje żaden tom traktujący o mym starożytnym i szlachetnym gatunku! Po krótkiej chwili gniewu (raz jeszcze przepraszam za osmalenie twej brody, zacny skrybo) zdałem sobie sprawę, iż żaden pisarz spośród Młodych Ras nie mógłby napisać nic o istocie mego gatunku bez pomocy ze strony smoka, więc uczeni z Wielkiej Biblioteki mądrze zrezygnowali z prób wiedząc, iż bez naszego wsparcia nie poradziliby sobie z tym zadaniem.
Zdecydowałem się więc znów wziąć na siebie ciężar dodania mej wiedzy posiadanej już przez Młode Rasy, tym razem dotyczącej mego własnego gatunku - smoków Barsawii. Mam nadzieję, że ten dokument pomoże w wyjaśnieniu wielu nieporozumień i plotek o mym szlachetnym rodzie. Poprosiłem, by po ukończeniu tego dzieła umieszczono je na półkach Wielkiej Biblioteki obok pozostałych tomów 'Mieszkańców Barsawii', tak by wszyscy mieszkańcy Throalu mogli dowiedzieć się o prawdziwej naturze smoków. Jestem przekonany, że uczeni Wielkiej Biblioteki będą traktować tę pracę z należnym jej szacunkiem i uwagą.
O najszlachetniejszej z form
Smok jest najszlachetniejszą i najdoskonalszą z Istot, stworzoną by upiększać świat od zarania dziejów. Posiadamy wiele zdolności, które czynią nas najsilniejszymi, najmądrzejszymi i najbardziej wdzięcznymi ze stworzeń. Jedną z nich jest zarówno forma, jak i funkcja naszego ciała (Tak, Tiabdjinie, jeśli będziesz cierpliwy, otrzymasz odpowiedzi na wszystkie pytania, które widzę wypisane na twej twarzy).
Smoki występują w wielu najróżniejszych formach na całym świecie - o czym zresztą powiem później - jednak istnieje wiele cech, które definiują nasz gatunek.
Pierwszą z nich jest siła i potęga naszej fizycznej postaci. Dorosły Smok jest większy, dużo większy niż przedstawiciel każdej z Młodych Ras. Wielki Smok - taki jak ja - sprawia, że nawet największy statek powietrzny floty Throalu wygląda przy nim jak karzeł (wybacz mi, proszę, tę grę słów, mój krasnoludzki przyjacielu).
Wy przychodzicie na świat nadzy, z miękkim ciałem, bezbronni. Nawet łuski T'skranga są zbyt miękkie, by obronić go przed pazurami dzikiego kota. Obsydianie posiadają, rzecz jasna, pancerz naturalny, lecz charakter tej rasy jest nieco inną sprawą. Oni przychodzą na świat z Żywogłazu... ale odchodzę od tematu.
Tuż po narodzeniu my, Smoki, posiadamy ostre zęby i pazury, które potrafią nas obronić przed wszystkim, co zagraża Istotom tak słabym jak wy. Widziałem, jak nowonarodzone Smoczątko zabiło i pożarło kilka niedźwiedzi z taką samą łatwością, z jaką krasnolud oprawia parę królików. Potrafimy też mocą naszej magii szybko wyleczyć wszelkie otrzymane rany, zasklepiając je i składając złamane kości. Te naturalne zdolności są nam bardzo potrzebne, gdyż, jak zobaczysz, życie Smoka może być wyjątkowo ciężkie w porównaniu do tego, jakie wiodą Młode Rasy. Natura wystawia nas na wiele prób, upewniając się przy tym, że tylko najsilniejsze z nas przeżyją.
Inną cechą, która wyróżnia smoczy ród jest nasz bystry umysł i magiczna natura. Wy, Młode Rasy nazywacie siebie Dawcami Imion, słusznie zresztą, skoro posiadacie unikalną zdolność nadawania Imienia temu, co widzicie. My zaś, Smoki, jesteśmy Twórcami Imion, gdyż jesteśmy jedyną z Ras, która wybiera swe Imiona, a nie są nam one nadawane przez innych.
A co z Trollami, Mistrzu? One także wybierają swoje Imiona po osiągnięciu dojrzałości.
Hm? Ach, o to ci chodzi. Mówisz o Zmianie Imienia, mój drogi Tiabdjinie, o czymś, co każdy Dawca Imion może uczynić posiadając odpowiednią wiedzę. Ale nawet wtedy Zmiana Imienia praktykowana przez Trolle nie jest prawdziwą Zmianą. Mówię tutaj o poznaniu swojego Imienia, zanim zostanie ono wypowiedziane przez kogoś innego. Czy ty znałeś swoje Imię, zanim twoi rodzice ci Je oznajmili? Czy nowonarodzony Troll zna naturę swojego Imienia? Nie sądzę.
Tak więc, rodzimy się z naszą magiczną naturą, tak jak wy rodzicie się z mocą Nadawania Imion. Smoki są w kontakcie z pierwotnymi siłami, nazywanymi przez was przestrzenią astralną, źródłem wszelkiej magii na tym świecie. Możemy widzieć astralne wzorce otaczających nas rzeczy, astralne odbicia Istot, a także przypływy i odpływy energii pochodzących z tamtej płaszczyzny bytu.
Magia jest dla nas tym, czym dla was powietrze - jest naszym naturalnym środowiskiem, naszą esencją. Gdy wasi magowie nauczyli się rozumieć i kontrolować niewielką część energii, poruszyli tylko powierzchnię oceanu głębszego i bardziej tajemniczego od wód Morza Szkarłatnego. Tak jak nasze Imiona, znamy również głębiny tych tajemnic, znamy moce magii od momentu narodzin. Przestrzeń astralna jest dla nas zbiornikiem, z którego czerpiemy naszą moc i siły witalne.
Nasza wiedza o nurtach energii astralnych pozwala nam oddziaływać na nadchodzące zdarzenia, by przechylić szalę Przeznaczenia na pożądaną - przez nas, rzecz jasna - stronę. Dla większości Smoków zdolność ta jest wyrażeniem naszej mocy i woli, oddziaływującym jedynie na nasze życie. Zdolniejsze i bardziej wtajemniczone w arkana tej sztuki Smoki - takie jak ja - potrafią wysilić swoją wolę, by zmienić los innych stworzeń na równi z naszym.
O CYKLU ŻYCIOWYM SMOKÓW
Życie Smoka nie różni się zbytnio od życia twego ludu, Tiabdjinie, czy też innych Młodych Ras. Rodzimy się, dorastamy, łączymy się w pary i płodzimy potomstwo. Te rzeczy rozumie każda żyjąca Istota. To, co musisz poznać, to unikalny sposób, w jaki Smoki podążają ścieżką życia i to, jak długo nasza droga łączy się z waszą.
Tak jak większość żyjących stworzeń, młode Smoki łączą się w pary. Jednak, w przeciwieństwie do innych Ras, samica sama decyduje, kiedy jest gotowa do reprodukcji. Dorosłe Smoczyce same wybierają czas godów i większość z nich łączy się w pary więcej niż raz, być może co sto lat. Proces parzenia się i składania jaj jest dosyć wyczerpujący i większość samic woli nie zostawać w tak osłabionym stanie zbyt często.
Gdy Smoczyca zadecyduje, że czas na zrodzenie nowego pokolenia już nadszedł, zaczyna szukać odpowiedniego samca. Zwykle zresztą wybiera partnera na podstawie cech, które chciałaby przekazać swojemu potomstwu. Jednakże Smoczyce rzadko wybierają tego samego osobnika dwukrotnie, preferując poszukiwanie innego samca za każdym razem. W ten sposób przekazują swojemu potomstwu najbardziej pożądane cechy.
Gdy już samica znajdzie odpowiedniego partnera, zbliża się do niego i wykonuje Pierwszy Rytuał Godowy. W ten sposób informuje Smoka, że wybrała go na swojego partnera i prosi go, aby dowiódł swojej wartości nim zostanie ojcem jej potomstwa. Jeżeli samiec nie chce się parzyć, może wykonać Rytuał Odmowy i bez obrazy dla żadnej ze stron Smoki po prostu się rozchodzą. Istnieją co prawda opowieści o odrzuconych w ten sposób samicach, które mściły się na samcach, lecz zapewniam cię, że te historie można z powodzeniem włożyć między bajki. I w przeciwieństwie do innych Młodych Ras, nasze rytuały godowe nie zajmują wszystkich naszych myśli i uczuć.
Jeżeli wybrany samiec również jest gotowy do godów, odpowiada smoczycy Drugim Rytuałem Godowym, podczas którego opisuje cechy, które może zaoferować samicy i jej potomstwu. Temu obrzędowi towarzyszy Taniec Zalotów, kiedy to Smok demonstruje swą wartość poprzez grację swych powietrznych ruchów. Większość młodych samców wykonuje wiele ekstrawaganckich, ryzykownych i głupich manewrów, by popisać się przed samicą. Jednak wiek i doświadczenie pokażą im wkrótce, że Smoczycom bardziej imponuje mądrość, siła i dojrzałość, niż młodzieńczy wigor, pewność siebie i brak rozwagi. Ja, na przykład, parzyłem się z wieloma samicami, które bardziej pociągał mój zdrowy rozsądek i wielka inteligencja, niż ilość sztuczek, które potrafiłem wykonać w locie. Dziś zbyt wiele młodych Smoków starających się o uwagę ze strony słabszej płci zachowuje się jak wielkie głupie ptaki. Nie było tego nigdy wcześniej. Ach, ta dzisiejsza młodzież, Tiabdjinie, ta dzisiejsza młodzież...
Jeżeli Smoczyca zadecyduje podczas Drugiego Rytuału Godowego, że nie chce się parzyć z samcem, może go odrzucić bez rekryminacji. Wiele samic woli wykonać Drugi Rytuał kilka razy z różnymi Smokami, nim wybierze właściwego partnera. Oni tymczasem rywalizują ze sobą o względy szczególnie pięknych smoczyc, chcąc poniżyć swoich rywali pokonując ich w walce. Nasze legendy wspominają o wielkich bitwach toczonych o względy potężnej Wielkoskrzydłej, samicy będącej ideałem całego smoczego rodu. Smoki zabijały się nawzajem w pojedynkach, chcąc udowodnić swoją wartość.
Tak, zawody pomiędzy samcami o względy partnerki czasem powodowały rozpoczęcie Rytuału Walki. Rywale walczyli ze sobą, by udowodnić, kto jest najbardziej godnym zostania partnerem Smoczycy. Taka walka to nie tylko pokaz fizycznego męstwa, ale także sprytu, inteligencji i magicznej mocy - wszystkich cech, które samica uzna za pożądane. Zwycięzca Rytuału jest uznawany za najbardziej godnego partnerki, choć ta wciąż ma prawo do odrzucenia jego zalotów. Rytuał nie jest walką na śmierć i życie, choć niestety, często do niej prowadzi. Dlaczego? Bowiem gniew smoka to potężna rzecz przyjacielu. Raz wzniecony, jest trudny do okiełznania i ciężko jest zakończyć pojedynek bez śmierci którejś ze stron.
Gdy już oba Rytuały zostaną zakończone i partnerzy są zadowoleni ze swojego wyboru, wtedy oboje udają się do odosobnionego miejsca, by odtańczyć Taniec Nowego Życia. Rytuał ten trwa wiele dni, podczas których Smoki przygotowują się do momentu, w którym samica rozpocznie cykl, będący kulminacyjnym momentem jej gotowości do złożenia jaj. Słyszałem opowieści Dawców Imion obserwujących Taniec, którzy nie wiedzieli, co się dzieje. Niektórzy sądzili, że oto widzą dwa Smoki splecione w walce (Rzeczywiście, przyznaję, iż niektóre części Tańca mogą się takimi wydawać dla obcych). Niektórzy zaś utrzymywali, że znaleźli dwa Smoki uprawiające miłość, choć nie mógłbym tak opisać uczucia, które wyzwala się podczas godów.
Ach, nie, nie łączymy się na całe życie, jak czyni to wielu przedstawicieli Młodych Ras. Dla nas gody to po prostu praktyczna rzecz, stworzenie nowego życia, nie zaś permanentny związek. Jak już wspomniałem wcześniej, smoczyca parzy się z wieloma samcami, tak jak i samiec wykonuje Taniec Nowego Życia z wieloma samicami, jeśli tylko jest tego wart. Gdy gody dobiegną końca, oba Smoki wykonują Rytuał Rozłączenia i odchodzą od siebie - przy czym samiec zawsze powraca do swego leża jako pierwszy. Smoczyca zaś składa jaja (zwykle od trzech do czterech) i oddaje je pod opiekuńcze skrzydła strażnika, by je odpowiednio chronił i pielęgnował.
O opiece nad jajami
Po wysłuchaniu Prośby Smoczycy, strażnik może odmówić przyjęcia jaj. Nie musi nawet podawać powodu, dla którego to robi. Samica nie ma wtedy innego wyjścia, jak tylko poszukać innego Wielkiego Smoka, który zgodzi się opiekować jej dziećmi. Jest wiele powodów, dla których jeden z nas może odmówić i nie zostać opiekunem jaj, jak na przykład zbyt wielu podopiecznych, którymi musi się zająć w danej chwili, wysłuchiwanie kilku Próśb na raz i wiele innych spraw, które wymagają od nas poświęcenia całej naszej uwagi i nie pozwalają nam na właściwą opiekę, której wymagają nienarodzone Smoki.
Narodziny
Zapytałem Vasdenjasa, czy on także ma pod swoją opieką jakieś jaja. Mistrz Tajemnic odpowiedział że owszem, ma, a ja zostałem obdarzony szczególnym zaszczytem bycia prawdopodobnie pierwszym Dawcą Imion, który ujrzy komnatę jajową Wielkiego Smoka. Z zawiązanymi oczyma zostałem zaprowadzony w głąb jego leża, do małej jaskini, z trudem mieszczącej masywne cielsko Wielkiego Smoka. Grota ta była ciepła i sucha, podłogę zaś pokrywała warstwa rozgrzanego piasku. Po środku pomieszczenia znajdowało się na wpół zakopane zbiorowisko plamistych jaj. Były one na tyle duże, że krasnolud mógłby stać prosto w jednym z nich całkiem wygodnie. Doliczyłem się tuzina niewiele różniących się od siebie odcieniem i wzorem jaj.
Słyszałem wiele opowieści adeptów, którzy znaleźli jaja smoków - zwłaszcza kilka znajdujących się pod opieką Lodoskrzydłego -spytałem się więc o okazy znajdujące się przede mną, gdyż były one znacznie większe od tych, które mi opisano. Vasdenjas odpowiedział, że tak jak jaja większości innych stworzeń, jaja smoków rosną podczas wysiadywania, począwszy od jednej stopy średnicy i dorastając do rozmiarów tych, które miałem przed sobą. Przypomniał mi również, by zbytnio nie ufać opowieściom adeptów, gdyż skłonni są oni przesadzać.
Vasdenjas pokazał mi, jak swym płomiennym oddechem podgrzewa kamienie i piach, by utrzymać jaja w cieple. Faktycznie, w jaskini było dość gorąco i pot spływał się ze mnie strumieniami, a suche powietrze zdawało się wysysać wilgoć z mojego ciała jak gąbka. Obserwowałem, jak Wielki Smok z największą uwagą przygląda się jajom, delikatnie obracając je w piachu za pomocą swoich szpon i wytężając wzrok, by dokładnie zbadać każdą skorupkę swoimi wyostrzonymi zmysłami, wypatrując czegoś, co było dla mnie nie zauważalne. Wtedy wydarzyło się coś, co zadziwiło mnie najbardziej. Vasdenjas cofnął się od jaj, lecz nie dał żadnego znaku, byśmy wyszli. Po długich minutach bezgłośnego oczekiwania, począłem wypytywać Smoka na co czekamy, ale Mistrz Tajemnic uciszył mnie spojrzeniem, które przyprawiało o dreszcze, nawet pomimo upału panującego w jaskini. Byłem pewien, że jeśli się odezwę, to będą to moje ostatnie słowa. Czekałem więc wraz ze Smokiem pogrążony w ciszy, starając się przy tym przybrać jak najwygodniejszą pozę.
Nie potrafię powiedzieć, ile czasu minęło. Może godziny? Mogłem zemdleć z powodu gorąca na jakiś czas, trudno powiedzieć. Moją uwagę zwrócił dźwięk i widok, którego nie zapomnę do końca swojego życia. Jedno z jaj w centrum jaskini zaczęło drżeć i trząść się. Potem migotliwe światło, widoczne poprzez cienką skorupkę, zapłonęło w jego wnętrzu. Stało się tak dwukrotnie, zanim rozległ się głośny trzask i na czubku skorupki pojawiło się pęknięcie. Łapa uzbrojona w potężne pazury wynurzyła się z powstałej szczeliny i powoli zaczęła je poszerzać, tak, aby mógł przez nie wyjść na świat mały smok. Wtedy, z ciężkim westchnieniem górna część skorupki pękła i długa, wężowata głowa wynurzyła się kwiląc, zaś całe jajko pękło na pół uwalniając smoczątko.
Nowonarodzony Smok był zadziwiającym stworzeniem. Miał pełne dwanaście stóp długości, parę skórzastych skrzydeł ciasno złożonych przy ciele i serdelkowate nogi nieco poniżej. Nie zauważyłem śladu przednich kończyn, a kształt głowy był znacznie bardziej tępy, niż smoczego pyska. Zaobserwowałem jednak kolczasty ogon bijący obok w ziemię, uzbrojony w jakiś rodzaj żądeł ostrych jak sztylety. Nie wątpię, że gdyby Vasdenjasa nie było tu ze mną, smoczątko zabiłoby mnie i pożarło zaraz po wyjściu ze skorupy.
[c i a c h]