|
<<< Vit: "Sierol sted."
>>>
"Pomóż,wspomóż dopomóż wyjatku czuły
odeprzeć tłumne armie reguły"
W domysle moim Jego
Dla ludzi spoza stron
(...)
dla szarego
1)
Miałem wiele.Ale te pamiętam źle.Ale bardziej dobrze niż źle.Bo tak całkiem źle to nie właśnie.Ja nigdy nie pamiętam źle.Coś lub nic.Ale te pamiętam.Miałem przejść dużo kilometrów.Nawet nie wiedziałem ile.I nie powiem,że to się zaczęło właśnie wtedy.Nie.Bo jestem szczery - nie powiem bo byłaby to nieprawda,jakbym napisał,że dopiero wtedy.Ale pisze,że to wtedy,jednak nie dopiero.To różnica.Duża zresztą,ale moja też.I miałem przejść.Ja lubie chodzić.Chodzenie jest dobre.Siedzenie też.Ale bardziej chodzenie niż leżenie czy siedzenie jeżeli długo.Bo jak krótko to posiedzieć też można.Nie powiem,że nie.Bo tak.
Ale moge powiedzieć,że wtedy też.Szedłem,nie sam.Jednak ale szedłem.To to było wspólne chodzenie.I przeszliśmy duzo.Ze smutkiem i cierpieniem,ale przeszliśmy jednak.Jednak.Przeszlismy razem,ale myslenie było moje.Dużo tego było.I nie tylko jasne,choć jasno wkoło.I cierpiąco.Bo jak ja coś robie,to moge pływać poza tym.Jak żyje,to też.Ale wtedy miałem duzo czasu na wszystko.Na pływanie też.
Był goracy dzień ciepłej pory letniej.I lato wkoło było.I szło się.Z pochyloną głową się szło.Ale wcześniej miło i wygodnie.Odpowiednio.Ale jak już się szło,z pochyloną głową.To w końcu się nie rozmawiało.Tak się szło nietylko.Bo się myślało.Ja pływałem duo wtedy.I ciepło było bardzo,a pływałem na tym jednak.I każdy miał pełno czasu,nawet więcej niż dużo i bardzo,na myślenie.A ja chyba milcząc ta swoja ponurą miną myslałem.Pewnie na początku wesoło,nie smutnie i spale.Ale to nadchodzi.Bo ja to widze.Jak myśle,to widze wszystko.Ale nie świat.Bo wtedy na świat patrze bez widzenia.I dobrze zreszta.Często widzenie jest niedobre.Milczenie jest dobre.Ale patrzenie też i widzenie bardziej jeszcze.Ale często nie,bo złe jest.Ale wtedy widziałem tylko je właśnie.Bo casami ja widze jak myśle.Najczęściej ciemno,nawet jak bardzo jasno.Nawet lato i wiosna może być nademną i wkoło.A ja ciemno ciągle.Chyba,że jestem w lesie - sam czy z kimś.Z kims to nie to samo ,ale sam to inaczej.Ale pisze dalej.Więc często widze i czuje.Wszystko co myśle.Czasami nie moge się opanować i coś złego mi wyjdzie.Bo nie lubie złego.Choć ciemne lubie.Ale ciemne nie musi być złe.Wszystko powstaje z białego.Więc szare i czarne to białe tylko inne.Ale jak ja coś myśle,to bardziej często wiem niż widzę.Ale to zaraz.
Bo myśle to mówie.Kiedy mówie.Ale jak myśle,to bez otwierania ust.Bez rozwierania szczęk morderczych.Pokojowo.Nie dla wojny.Dla wojny wiele - ja ciagle walcze ale kiedyś o tym indziej.Później.Może.
Jednak.Jak myśle to mówie.Ale mówie różnie.I mówie różnie inaczej.A jak mówie,to kolorowo.Kolory widze.Jak mówie inaczej to nie raczej,ale jak mówie to tak.I to z różną jasnością i różną ciemnością.Z różnym natężeniem.Różnie po prostu.Ale widze.Nie patrze i patrze ale widze i nie i wiedze.Naraz i osobno wszystko.Wszystko różnie.Ale moje i właściwie.Odpowiednie.
I kolorowe.Najlepiej,jak niebieskie.Ciemne i niebeiskie jak noc chociaż.Jak noc i wieczór puźny.Las piękny ciemniejący też taki.A myśli takie ciekawe.Nie tak jak zielone ale jednak.Ciekawe i smutne czasami.Ale inny mówiłby,że smutne.Bo dla mnie to często.I smutne często.Rzadko nie.Ale smutne są bez wątpienia.Bo wątpie tez na niebiesko.I też mało często.Rzadziej niz częściej.A zielone to chyba tylko w lesie.Jak las wkoło to wszystko na zielono,jeśli w lecie i na wiosne.Aloe zielono to chyba tylko wtedy.Ciekawe myśli takie,choc wątpiące często.Jednak bliskie tak mi.Jednak bliskie.Czerwone są ciepłe.Miłe.Najbliższe człowiekowi.Kiedy jest miło,to myśle czerwonymi.I kiedy o cudnościach,i kiedy poezja(nie tylko),i kiedy szkarłatne słowa.To wtedy na czerwono widze to.Czasami,muszę dodać dla uczciwości wielkiej,pomarańczem można ten kolor nazwać.Ale do tematu.Czuje to.I często na czerwono - bo najprościej choć proste wcale i łatwe jednak są.Dlatego częste.Bliskie człowiekowi.Czerwone jak ja kiedy czerwono.Wtedy właśnie ogień.Wtedy często ogień.I ciepły.Ale puźniej o tym,teraz o myslach.Ale i czerwone kiedy blisko z innymi.Przy ognisku.Kiedy też ciepło.Kiedy miło.Kiedy razem.Czerwone nie są tylko jasne.Moga być ciemne.Ciemne być mogą bo/bez czemu.Tak.Kiedy robak w głowie przejmuje kontrole.Kiedy nie widze i nie słysze.Kiedy tylko zabić przychodzi.Kiedy uderzyć i zranić.
Żółte prawie nigdy.Chyba kiedy niesamowite.I kiedy światło.Choć światłe niekoniecznie.Ale też i także.Często.Bo rzadko jak pisałem.Ale zółte kiedy najpiękniej - kiedy światło słońca pada.A ja w nim.Jak przyjemnie.I ten szum myśli.Wtedy wszystko na żółto.CZęsto w lecie.Jasno i słonecznie wkoło.I ja to wszystko widze.I czuje.Kolorowo.Ale lepiej najlepiej kiedy białe.
Jak pare wiosen po urodzeniu bólem czułem biało.Puźniej troche też.Teraz już prawie prawie nigdy.Szkoda bardzo.Smutno bardzo.Leciutko wtedy biało.Ale paliło jak ogień.Jak wybranie.Bo to był ogień.Biały ten najpiękniejszy.Czułem w każdym ścięgle.Choć najbardziej w głowie.Cudne delikatne pyłki drażniące postrzeganie świata.Takie zwiewne i delikatne.Już nie ma ich dużo na świecie.Umarły chyba lub uciekły.Ale wracam do wczoraj.Teraz wcześnie jeszcze.
Więc szliśmy tak.Z ponurą miną zwyczajną szedłem.J końcem końców doszliśmy,życzliwości na drodze zaznalismy po trosze.Żyje więc jednak.Choc były na dłuższej drodze mementy w których myślałem inaczej.Że śpi lub umarła.Że spie lub umarłem.A jednak pozostała w świecie ulotności.I nie uleciała.A jednak pozostałem.
To dobrze.Lepiej niż źle.Bo jak źle to kiepsko.I niedobrze wtedy.Ale na razie jest dobrze.Lepiej niż źle.Ile lepiej to niewiem - ale lepiej.Ale teraz dobrze.I słońce na kartkach.Miłość słońca do ziemi.Nie do ludzi.Do ziemi właśnie.I do Ziemi także.No i tak cudnie.Nawet jak cudnie zmeczony,to światło jest mi bliskie.Blizsze niż ludzie często.Najczęściej.Jeszcze nigdy nie byłem z człowiekiem to blisko jak z promieniami słońca jasnymi.Ciepłymi.Kojacymi.A nawet jasnymi ciepłymi kojacymi.Pieknymi.
Ale maszerowalismy.Spiew i nie szczęście ale spokój jasny był też naszym towarzyszem cichym.
Wtedy tez dusza się moja radowała słoncem i myślami.Wszystko było jasne.Nie wszystko było moje - ale nie musi byc.Tego nie chcę.Nie potrzebuje.Mam tyle,ile potrzebuje.Odpowiednio.Czasami więcej,czasami mniej.Jednak.Człowiek nie-nemo i wtedy mi towarzyszył.
Jest ze mna nie od wtedy.Jeżeli jest ze mna.Bo raczej nie.Raczej przejazdem czasem.Tylko w odwiedziny.Nie tak,żeby popić,popalić i pożartować.Ja nigdy - i on ze mna też.Ale daje mi wiele.Choć nie wiem,czy więcej nie zabiera.
Ale wtedy.Wtedy było ze mna Marzenie i Problem.Teraz oboje nie istnieja.Miło.Naprawde słonecznie jasno.Myśli czesto ciemne,karcące,lecz jasno.I dobrze.Bo jak słońce jest miłe człowiek ponury.Jak słońce bezpieczny od ludzi.Jak słońce.Nieporuszony.Chciałbym.Aby ja.Ale nie pewien jestem,czy ponury.Ale teraz.Tak jednak.
Marzenie i Problem.Teraz oboje nie istnieją jako.Ostatnio brak kontaktów.Dobrze.Spokój jednak bliski.Bliższy niz zwykle.Niepokój i problemy daleko.Problem tez daleko.Jak rzadko.Ale jednak polubiłem.Ale nie wiem,czy lubie.Marzenie przestało nim być.Czas zmienia przecierz wiele.Miałem wiele czasu.Duzo zmarnowałem,bo czas ucieka jednak.
Ale pamietam to lepiej.Był taki pas asfaltowy.Chyba trzy kilometry jakieś.Albo dwa.Albo.I wkoło nic.Tylko marsz,asfalt,kurz i cisza.I wiatr niecichnący.Wiele wiatru wszelakiego.A jednak zero inności.A szkoda przecież - drzew doliny ładne wcześniej.A nawet,jak gadał ktoś - to słowa nikły szyblko w wietrze.Kurz i pył zreszta też robił swoje.I wszystko nikło.Nawet duch.Tylko stopy,asfalt,droga - marsz tylko.Pochód w ciszy.Tylko to i aż jednak.Czasami odezwanie sie męczyło wędrowca.Nigdy nie było wędrowca w oddali - tylko blisko,przy ręce prawie.Przy myslach daleko,jak zawsze.Ale przy nogach,rekach,głowie blisko dość.A głowa pełna przecież szumu.Muzyki,szmeru i szumu.Myśli nie tak prostych.Ciemnych właściwie pełno.Pełno wkoło smutku i mysli ponurych.Własnych jednak,więc dobrych.Jak mało które dobrych.
Kiedy doszlismy do końca drogi kawałka.Chwila postoju,troszke refleksji.Bólu troszke bo nogi zmęczone.Bo stopy zmeczone,zziajane.Bo mysli oslepiające.Ukierunkowane.Nie mające celu zabiegi ogłupiające.Bo cel tak odległy kiedyś.I ciepła było dużo,za duzo dla ciała.Bo dla dzieci słońca i księżyca to nie.Ale za dużo.Naprawde.A my tam dotarlismy do celu niejednego.Wtedy,wcześniej i puźniej.A za nami wiatr,droga i mysli koloru lata.
[styczeń 2004]
|