Życie spisane na kartkach papieru
Było już dość ciemno. Siedziała na schodach klatki swojego bloku. Śmierdziało w niej stęchlizną, papierosami i walającymi się wszędzie wkoło śmieciami. Czekała aż matka wróci do domu, znów zapomniała klucza. Wyjęła z plecaka notes. Jej ukochany. Czarny, z motylem na okładce, pełen zapisków, adresów, myśli... pełen wspomnień. Pogładziła go po okładce jakby głaskała psa. Był dla niej ogromnie cenny. Zapisała w nim całe swoje życie, z każdym szczegółem wartym lub mniej wartym zapamiętania.
Otworzyła pierwszą stronę. Wklejone tam było zdjęcie małego, różowego brzdąca w żółtym ubranku. To była ona. Uśmiechnęła się do siebie z tamtych lat. Magicznym gestem położyła palce na fotografii. Poczuła jak radość i beztroska dziecka ogarnia całe jej ciało. To były czasy - westchnęła, choć znała je tylko z opowiadań rodziców. Przy zdjęciu myśl, którą zapisała jej matka "Uśmiech jest podjęciem na nowo poszukiwań w twym wnętrzu."
Odwróciła kartkę. Kolejne zdjęcia małej Izy... tu miała rok, tam dwa. Wszędzie uśmiechnięta i pełna wigoru. Pierwsze rysunki. Matka pieczołowicie chowała je do teczki by teraz, kiedy ma już siedemnaście lat dać jej to wszystko.
Przekręciła kolejną stronę. Pełno suszonych liści, kwiatów. Dolatywał do niej przyjemny zapach kartki. Pamiętała tamtą jesień. Miała wtedy pięć lat. Była z rodzicami w parku. Świetnie się bawili wszyscy troje, do czasu... Wtedy na jej młodych, niewinnych oczach matka pierwszy raz pokłóciła się z ojcem. Nie wiedziała dlaczego. Świat zwalił jej się na głowę. Rok później już nie byli razem. Ona została z matką, a ojciec... nie widywała go często od tamtej pory.
Przewróciła kartkę. Wielki kolorowy napis "Mam sześć lat!" ukazał się jej oczom. Piękny okres, przedszkole - pomyślała. Wtedy nawiązała pierwsze przyjaźnie, wtedy wybiła sobie zęba biegnąc za koleżanką, wtedy nauczyła się pisać, czytać, liczyć.
Kolejna strona. Zdjęcie. Ona w mundurku z dyplomem w rączkach. Była "pierwszakiem". Pamięta, jakie to było wielkie wydarzenie. Bardzo się bała. Pełno oczu skupionych na niej, gdy mówiła wyuczony na pamięć wierszyk. Potem gromkie brawa i łzy matki. Taka była z niej dumna.
Kolejne rysunki, pierwsze własne teksty, myśli, wpisy przyjaciół, fotografie. Zatrzymała się na słowach: dziś dostałam jedynkę! Strona była pomięta, litery rozmazane... Bała się przyjść do domu, wiedziała, że przyniosła wstyd. Miała wtedy dziewięć lat. Matka jednak, wbrew jej przekonaniu, nie krzyczała tylko usiadła i cały dzień ćwiczyła z nią. Udało się poprawić złą ocenę. Ale to nie było najważniejsze, bo od tamtej pory wszystko robiły razem. Uczyły się, robiły pracę domowe, gotowały, sprzątały, siedziały.
Przekręciła stronę. Fotografia przedstawiała ją i szczeniaczka - Kochany Rex - powiedziała na głos. W tym momencie stary Rex usłyszawszy ją zaszczekał zza drzwi. Ile to już lat? - pomyślała. Osiem cudownych lat! - odpowiedziała sobie. Kochała Rexa jak brata, którego nigdy nie miała. Zastępował jej ojca. Zawsze był przy niej, pomagał jej, chronił i bawił się. Nadal to robi. Chciała mu podziękować, ale dzieliły ich drzwi.
Kolejna strona zapełniona była zdjęciami z komunii. Ładnie wyglądała w białej, długiej sukni. Jak mały anioł. Dookoła fotografii rysunki i wpisy znajomych. Nigdy nie zapomni tej ceremonii. Był na niej ojciec ze swoją nową żoną i synem. Wtedy była zazdrosna o Maćka, teraz jest on jej przyjacielem.
Odwróciła stronę. "Dwanaście lat" brzmiał napis. Na zdjęciu ona i paczka znajomych na dyskotece. W głębi jej dawny chłopak, pierwszy. Najwspanialsze czasy jej życia. Wielkie, burzliwe miłości, przyjaźnie, okres buntu i wyjazdy z ojcem i Maćkiem. Było cudownie.
Aż do piętnastego roku jej życia. Kartki tego okresu były szare, smutne, pełne wpisów, myśli, rozważań. Wiele łez nad nimi wypłakała. Wtedy ojciec miał wypadek samochodowy. Nie wyszedł żywy. Jechał z nią i Maćkiem. Wracali z wakacji. Pamięta ten horror. Pisk opon, zderzenie, a gdy się obudziła przywitała ją biała sala szpitalna i twarze lekarzy. Do dzisiejszego dnia w głowie jak bumerang powracają słowa "Ojciec nie żyje". Maćkowi, tak jak i jej, nic się nie stało prócz kilku zadrapań i siniaków. Jednak urazy duszy i serca były ogromne... Po wypadku ona i Maciek zaprzyjaźnili się. Dzięki sobie nawzajem jakoś się trzymali. Wielka łza spłynęła po jej twarzy.
Drżącymi rękami dotarła aż do kartek, gdzie uśmiechała się do niej szesnastoletnia dziewczyna. To było rok temu. Kilkanaście stron zapełnionych wpisami, adresami, uśmiechami, ludźmi. Jedna strona o matce... Pamięta. Rok temu pokłóciły się jak nigdy. Ona - Iza, wyszła z domu trzaskając drzwiami. Poszła do Maćka. Siedziała u niego całą noc, a matka płakała. Gdy wróciła następnego ranka przywitały się tak jakby nie widziały się całe lata. Od tamtej pory nawet raz nie podniosły na siebie głosu.
Na kolejnych stronach kilka wierszy. Zaczęła pisać, a myśli same wylewały jej się na papier.
Siedemnasty rok. Kilka wpisów, zdjęć z Maćkiem, z przyjaciółmi. Pierwszy wypalony papieros, zarazem ostatni. Wkleiła go. I wiersze, które są teraz jej całym życiem. Czasem chodzi z jakimś na grób ojca i czyta go. Wie, że tyle tylko może dla niego zrobić.
Ostatni wpis... właśnie go napisała, kończy się zdaniem: "Tak musiało być...". Teraz to zrozumiała. Potrzebowała siedemnastu lat.
Zamknęła notes. Na schodach zobaczyła matkę.
- Znów zapomniałaś klucza Izo?
- On to przewidział mamusiu...
Dwie czyste łzy spłynęły po jej policzkach zmywając wszelkie troski.
Morphia
morphia@tenbit.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||