Tik tak
Tik. Tak.
Tik. Tak. Tik. Tak...
Przełknęła ślinę.
Tik. Tak. Tik. Tak...
Spojrzała niepewnie na okno.
Tik. Tak. Tik. Tak...
Na zegar.
Tik. Tak. Tik. Tak...
Na drzwi.
Tik. Tak. Tik. Tak...
Kaszlnęła cicho.
Tik. Tak. Tik. Tak...
Spojrzała na klamkę.
Tik. Tak. Tik. Tak...
Usłyszała kroki, szelest odzieży. Widziała już zbliżającą się sylwetkę, choć drzwi były zamknięte. Widziała ją oczyma wyobraźni, które zawsze pokazują jej zbyt wiele.
Nakryła się kołdrą i spróbowała uspokoić drżące ciało i oddech. Patrzyła w ciemność pod kołdrą, delikatne dłonie nerwowo trzymały krawędź pierzyny, zabezpieczając przed ściągnięciem.
Z chwilą, gdy klamka szczęknęła i drzwi z cichym skrzypem otworzyły się, zacisnęła oczy i zęby. Już nie słyszała dźwięków wskazówek zegara, ani szelestu ubrań, kroków. Dziwne... Jeszcze przed chwilą, zza zamkniętych drzwi mogła na podstawie dźwięków rozpoznać kto i nawet jak idzie, a teraz nie potrafi usłyszeć kogoś, kto nad nią stoi.
Drżenie ustało. Oddech unormował się, a oczy miała tak silnie zaciśnięte, że aż zaczęły ją boleć.
Nie otworzę. Nie chcę widzieć. Nie chcę. Nie!
Uspokoiła myśli, starając się wyczuć intruza. Nie musiała. Dał o sobie znać siadając na boku łóżka. Poczuła jak zapada się głębiej.
Nie.
Szelest ubrań, cichy dźwięk zrzucanych klapków.
Nie.
Rozpaczliwe jęki łóżka.
Ni... Nie...
Poczuła zimno, gdy intruz ściągnął z niej kołdrę. Trzymana rozpaczliwe pierzyna została wyrwana z delikatnych dłoni.
Nie!
Dotyk. Ten pierwszy dotyk jest jak... jak... jak... miłość. Ten pierwszy dotyk, lekko zaciśnięta dłoń na jej przedramieniu, gdy przysuwa ją do siebie. Wtedy czuje, że ją kocha, że to nie złe, że to nie przymus i że to przyjemność...
Nie!
Ten pierwszy dotyk zamienia się z niebiańskiego anioła w mitycznego potwora z ciemności. Trzymetrowy, pokryty futrem i grzybem z wielkim garbem stoi nad nią. Z wielkich, przekrwionych oczu bije chęć mordu, zabijania, palenia, odrywania głów, kończyn, zdzierania skóry, by potem z pomiędzy żeber wyrwać wątrobę, żołądek, serce... Z wielkiej paszczy wydobywa się ciepłe, śmierdzące powietrze i tłusta ślina.
Najgorszy jest oddech. Gdy on tak ciężko oddycha i stęka. Gdy wprawia w ruch całe owłosione ciało, kłapiąc wielką paszczą i machając długimi rękoma. To jest najgorsze. To najbardziej przeraża.
Potwór dyszy. Stęka. Charczy. Tłusta, klejąca ślina spływa po wystających z wielkich paszczy kłach, kapie na posadzkę.
Nie!
- Tak...
Rzuca się na nią, łapiąc swymi rękoma za słabe ciało. Podnosi z miejsca, patrzy jej w oczy, a ona czuje jego zapach... Chwila ciszy. Patrzy. Wciąż patrzy w jej oczy. I nagle wbija rękę w nagi brzuch, przebijając go na wylot. Dziewczyna jęknęła, oczy stanęły w słup. Potwór z wrzaskiem pociągnął ręką w dół, rozrywając jej nagie ciało na dwie części...
Tik. Tak. Tik. Tak...
Leżała na wznak na łóżku, a obok kołdra. Patrzyła w ciemny sufit i choć patrzyła w niego całą godzinę, nie widziała go ani razu.
Wciąż dyszała, wciąż łzy ciekły jej po twarzy. Wciąż myślała i słuchała. Słuchała dźwięku zegara.
Tik. Tak. Tik. Tak...
Przełknęła ślinę.
Reksio Dogi
reksiorulez@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||