Igła spaczenia, stracenia i śmierci
" Piękność śpi i aniołowie płaczą
dla Jej nieśmiertelnej duszy
w tej odpowiedzi, całe zło wybrało
żądać Jej tylko dla nich"
Cradle Of Filth
..... pewnego wieczoru o zmierzchu, w najmniej spodziewanej chwili, spotkałem ją - opętaną przez demona uzależnienia. Powitała mnie z niezmierną serdecznością, gdyż była już w innym świecie, zamkniętym dla mojego ducha i oka. Wyglądała jak opętany anioł, lecz przybrana była w szatę, której wygląd przypominał mi o tym, że chodzi jeszcze po ziemi, której brudne kolory i różne ślady dziwnych przeżyć niezmiernie mnie zasmuciły, sprawiając że popadłem w smutny stan godny pożałowania. Mimo, iż wiedziałem, że sprzedała swoje ciało aby zdobyć odrobinę narkotyku, pomyślałem, że jednak się z nią przywitam. Moja osoba z kolei przejęła ją taką radością, że jej serdeczne powitanie nie chciało się skończyć. Staliśmy tak, przytuleni do siebie i wydawało się nam, że czas pędzi szybciej niż zwykle pomijając nas. Czułem jej rozpalony policzek, którym przywarła do mojej zimnej twarzy, czułem jak bawi się moimi włosami, jak przez jej palce prześlizgują się kolejne kosmyki...
Moje serce ścisnął taki żal, jakiego już od dawna nie odczuwałem. Gdy trwałem tak z nią na granicy cielesności i wieczności, słyszałem jak szepta coś, co jeszcze bardziej sprawiło, że poczułem nieokreślone mi uczucie, pod siłą którego moja dusza poczęła szlochać. Po raz pierwszy od czasu, gdy stanąłem się wampirem na moje policzki spłynęły strugi krwawych łez.... lecz to wcale nie przyniosło ulgi lub ukojenia.
- ...już nie mogę..... już nie mogę tak żyć... - słyszałem te słowa, które wypalały kolejne rany w moim potępionym sumieniu. Pamiętam je dobrze do dzisiaj, wciąż krążą w mojej głowie niczym słowa nieśmiertelnej litanii, do końca mojej marnej egzystencji będą mi bliskie.
To właśnie te słowa sprawiły, że poczułem do niej niemal miłość. Mimo, że była narkomanką, a ja wampirem łączyło nas jedno - niechęć do życia. Ta więź splatała nas nierozerwalnym sznurem. Gdy moje myśli krążyły po nieznanych mi torach, poczułem jak zaczęła się trząść w moich ramionach. Na początku myślałem, że chodzi o okrutny ziąb, którego jako nieumarły nie odczuwałem. Jednak gdy tylko na mnie spojrzała, dostrzegłem w jej oczach strach, żal, smutek i... coś jeszcze, jednak do dzisiaj nie mogę określić co.
Po wymianie tychże spojrzeń chwyciła mnie za rękę. Widziałem, jak dalej po jej ciele przebiegają skurcze, otuliłem ją swoim płaszczem - nie przeciwstawiała się i dalej wlokła mnie w nieznane mi miejsce, które miało być początkiem jej końca...
Doprowadziła mnie od pewnego, nieznanego mi nigdy wcześniej domu lub kamienicy, której wygląd dobitnie dawał do zrozumienia, że został nadgryziony przez czas.
- ...to tutaj - powiedziała zachrypłym głosem, który powoli przestawał być ludzki... po tym zdaniu zeszliśmy do piwnicy. W chwili, gdy postawiłem stopę na progu piwnicznych schodów usłyszałem pisk i z ciemności pomieszczenia wypełzły trzy szczury pokaźnych rozmiarów. Popatrzyłem wtedy na nią, lecz ona coraz bardziej traciła kontakt z rzeczywistością.
Dobrnęliśmy wreszcie do ostatnich stopni i stanęliśmy na wilgotnej "podłodze", która znajdowała się wewnątrz piwnicznego pomieszczenia. Jej kroki były chwiejne i oddawały puste i ciężkie stąpnięcia przy każdym ruchu.... jej ruchy, pamiętam dokładnie jak będąc mniejszą tańczyła w świetle księżyca, jak na jej szyi rozlewało się jego światło, jak obejmowało jej piękną sylwetkę... znałem ją jak była jeszcze młoda, a teraz zostało z niej to.... worek kości powleczony skórą. Gdyby nie jej twarz to nie wiem, czy mógłbym poznać w niej tą dawną uśmiechniętą i rozpromienioną dziewczynę....
W niespodziewanym przeze mnie momencie, odwróciła się ku mnie i zajrzała mi w oczy dwiema nie widzącymi już niczego gałkami, z których sączyła się wilgoć uzależniających przełzawień.
- .... bądź przy mnie.... - powiedziała po chwili, lecz potem dostała ataku nie dającego spokoju kaszlu.
- Odkąd to dostałaś tego kaszlu? - spytałem.
- To nic... - powiedziała sama do siebie.
- Chodźmy stąd. Musisz iść do lekarza...
- Dosyć! - zawołała - kaszel to głupstwo! Nie umrę od niego!
- Bez wątpienia - pomyślałem patrząc, jak dalej się trzęsie, lecz już zdałem sobie sprawę czemu. Tak naprawdę wiedziałem doskonale o tym od początku, ale nie chciałem dopuścić tej przykrej myśli do wiadomości. Wiedziałem, że była na głodzie, dawka, którą zdołała sobie wstrzyknąć, była niewystarczająca...
Gdy ja o tym myślałem, ona podeszła w najciemniejszy kąt, jaki znajdował się w tym pomieszczeniu i złapała za butelkę, której dotąd nie zauważyłem, a która leżała bezwładnie na ziemi, po czym przyniosła ją i usiadła koło mnie.
- Pij.... - rzekła, podając mi wino. Ja jednak wiedziałem, że na mnie ów trunek nie działa tak jak na zwykłego śmiertelnika, wiedziałem także, że jej przyda się bardziej... choćby dla uśmierzenia trawiącego ją od środka bólu.
- Ty pierwsza - odezwałem się.
Wzięła butelkę do ust, zerkając na mnie kątem oka. Zwlekała przez chwilę, lecz potem skłoniła się przyjaźnie i powiedziała:
- Piję za umarłych, którzy już dawno odeszli - po czym pociągnęła duży haust trunku, opróżniając butelkę do połowy.
- A ja za twoje długie życie - odpowiedziałem i dopiłem resztę diabelskiego deszczu.
Wzięła mnie znów pod rękę i oparła głowę o moje ramię, mimo że wyczuwałem jej wewnętrzny spokój, nadal martwiłem się tym, że drgawki nie ustały, mało tego zaczęły występować ze wzmożoną siłą. Popatrzyłem się jej w oczy, w których odbijały się wino i strach.
- Musimy stąd wyjść - powiedziałem - twoje drgawki....
- To głupstwo - odrzekła w odpowiedzi. Zaczęła chichotać i podrzuciła butelkę do góry. - ... Nie rozumiesz? -spytała.
Lecz ja rozumiałem, rozumiałem że umiera, ale nie chciałem dopuścić do siebie tej myśli.
- Nie - skłamałem w odpowiedzi.
Ona nie odpowiedziała nic, tylko jeszcze mocniej objęła mnie w swym uścisku i już tak trwała w nim na wieki. Po kilku chwilach zasnęła. Miałem nadzieję, że sen przyniesie jej ulgę w cierpieniu, lecz sam poczułem się senny, prawdopodobnie dlatego, że zbliżał się świt. "Dobrze, że jesteśmy zamknięci w piwnicy" - pomyślałem i także zacząłem zapadać w sen, wraz z moją śmiertelną przyjaciółką.
Obudziłem się, gdy zaczęła wybijać północ. Rozglądnąłem się po miejscu, w którym byłem i przypomniałem sobie co się stało - spotkanie z nią, kamienica i piwnica.... wciąż byłem w piwnicy, lecz ku mojemu zdziwieniu nie wyczuwałem jej obecności... wiedziałem co to znaczy, wiedziałem że umarła... rozglądając się dookoła zobaczyłem ją - tak cichą, piękną i spokojną. Leżała na boku, wciąż trzymając mnie za rękę. Jej widok ujął moje serce. Nigdy nie widziałem jej tak cichej i spokojnej... może to dobrze, że nie widziałem jej śmierci - zapis letargu przeraża nagością. A ona już dawno była naga, pozbawiona odebranej jej godności i honoru. Patrząc na nią tylko jedna myśl sprawiła, że chłodne zakamarki mojej duszy rozświetlił i ogrzał w swym blasku choć na chwilę promyk spokoju. Dziękuję jej bogu za to, że umarła we śnie, mam tylko nadzieję, że śniła o czymś pięknym, o czymś co mogło być, ale już nigdy nie będzie.....
Przed opuszczeniem piwnicy wziąłem jej umarłą, zimną dłoń i pocałowałem ją w jej pełne usta... to był hołd, jaki jej oddałem..... potem szybko uciekłem w ciemność nocy, z którą jestem związany na wieki wieków.....
Vampir Kury
vampirkury@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||