Smak Śmierci
Usiadłszy w małej kawiarence zaczęła jeść waniliowego loda. Nikt nie zwracał na nią uwagi. Nie jest to dziwne, wbrew pozorom śmierć nie gustuje w atakach terrorystycznych i wojnach, to tylko bardziej przykra część jej pracy. Woli przychodzić po pojedyncze dusze, wtedy jest pewna, że poświęca im odpowiednią ilość czasu. Nie jest to tak efektowne jak katastrofa samolotu z setkami ofiar, ale ludzie nie zwracają na to uwagi, więc jest spokój... w pewnym sensie. Umarłym wydaje się bardzo atrakcyjną dziewiętnastolatką, może zbyt bladą, prawdę powiedziawszy zupełnie białą. Jest ponętna i delikatna, jedynie kosa, którą dzierży, odstrasza dusze napalonych nastolatków od chęci do pośmiertnych figli. Oczywiście dusza nie ma możliwości fizycznego okazywania uczuć, ale kilku umarłych hedonistów wymyśliło coś równie przyjemnego.
Do lady podszedł czarnowłosy, dobrze zbudowany mężczyzna. Śmierć wstała i chwyciła kosę, w drugiej ręce trzymała loda.
- Poproszę kawę z mlekiem - powiedział mężczyzna i osunął się na ziemię.
Po chwili na sali odezwały się pomruki strachu i przejęcia. Przybyła karetka, medycy przystąpili do reanimacji.
- Punktualnie - odezwała się Śmierć do oszołomionej duszy, jej głos był bardzo kobiecy.
- Cooo... się ssstało? - odpowiedział zmieszany mężczyzna, zbierając swą niematerialną powłokę z podłogi.
- Twe ciało już nie będzie ci służyć.
- Dllaczeeego?
- Proste, jesteś martwy - odpowiedziała chłodno.
Śmierć wydała się mężczyźnie bardzo piękna, stwierdził, że to najpiękniejsza kobieta... nie, to złe słowo, najpiękniejsza istota, jaką ujrzał. Strach zniknął, mężczyzna poczuł się swobodniej.
Śmierć zaczęła przeglądać notatnik oprawiony w różowe futerko.
- Piekło, poziom 4, strefa 7 - mówiąc to zalotnie bawiła się kosmykiem swych kruczoczarnych włosów.
- To znaczy diabły i płonący olej?
- Coś w tym stylu, za siedemset lat możesz spodziewać się przeniesienia do czyśćca, wszystko zależy od twojego zachowania - krwistoczerwony język pochłonął następną porcję waniliowego loda.
- Mam chyba ostatnie życzenie czy coś w tym stylu? - zapytał pewnie.
- Hmmmmm... dawno nikt mnie o to nie pytał... powiedzmy, że masz - odpowiedziała zaintrygowana, oczywiście nie okazała swego zaintrygowania, to stanowczo popsuło by jej wizerunek istoty wszystkowiedzącej.
- Chciałbym... - chciał poprosić o nowe życie, ale wiedział, że spotka się to z gniewem śmierci - chcę coś zjeść - po chwili namysłu dokończył.
- Dobrze - odpowiedziała Śmierć liżąc loda.
- Chcę to, co ty: waniliowego loda.
W tej samej chwili, gdy wypowiadał te słowa, w jego dłoni zmaterializował się lód identyczny z tym, który jadła Śmierć; dziwne jest to, że Śmierć je tego loda od początku wszechrzeczy.
W tym momencie zwrócił uwagę na strój śmierci, jego myśli w czasie zgonu wyssane jakby przez odkurzacz zaczęły wracać, zupełnie jak gdyby ktoś zmienił ciąg pracy wiatraczka w owym odkurzaczu. Śmierć ubrana była na czarno, obcisłe jeansy i koszulka z jakimś zespołem black metalowym. Wyglądała jak fanka wracająca z koncertu.
Mężczyzna zaczął jeść loda, ale z wafelka nie znikała biała masa, mimo że czuł jak ją połyka, zastanawiał się, jak to możliwe, że je, a przecież nie ma ciała.
- Twój numer to 723450981436667, zapamiętaj go - rzekła Śmierć.
Cyfry nieodwracalnie wryły się w jego pamięć w ułamku sekundy. Poczuł się dziwnie.
- Muszę już iść, zaraz przybędzie po ciebie ktoś z piekła, zajmą się tobą - w tonie jej głosu można było wyczuć pewną życzliwość.
Znikła zostawiając go samemu pośród gapiów, medyków i własnego ciała. Wciąż lizał loda i wciąż nic z niego nie ubywało. Wanilia smakowała jakoś inaczej, przypominała mu Śmierć.
Po chwili nad nim zassawszy światło pojawiła się czarna plama, świat wokół niego stracił barwy. Chwyciła go ogromna koścista ręka. Upuścił loda na podłogę. W tym miejscu wyrosła róża, biała róża...
chaotic
mr.chaos@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||