:::: Mirabel ::::

Bezdomni



Nea szła ciemną ulicą. Była mroczna, zimowa noc. Spojrzała w niebo - gwiazdy zdawały się być wszędzie wokół. Śnieg powoli otulał bezlistne drzewa w opustoszałym parku. Wpatrzona w nieuchwytny punkt przed sobą poczuła, jak powoli ogarnia ją upragniony spokój. Zamarła, gdy nagle usłyszała trzask łamanej gałązki, jej pośpieszne kroki ustały. Wpatrzyła się w panujący wszędzie, niczym nie rozświetlony mrok. W jej głowie kołatała się plątanina bezwładnych i zamroczonych myśli, z których żadna nie wydała się w tej chwili jej własną. Westchnęła, szybkimi ruchami przecierając przemarznięte dłonie.
- Boże, jakie to wszystko jest bezduszne. Gdzie ja mam teraz pójść, co zrobić? - resztką sił kopnęła grudkę lodu. - Byleby się tylko nie rozpłakać, nie płakać - to jest najważniejsze! Przecież to jeszcze nie koniec świata - próbowała się pocieszać metodą, którą zaleciła jej szkolna psycholog.

* * *

Sid siedział na pomoście, wpatrując się w gęstniejący wokół mrok. Butelka wina, którą ściskał w skostniałych z zimna dłoniach, służyła mu jako jedyna możliwość ogrzania się w ten zimowy wieczór. Poprzednia, która miała przynieść zapomnienie, dawno pływała już w jeziorze. Wiedział, że najważniejsze jest by nie zasnąć. Skoncentrował się na lepieniu małych bałwanków ze śniegu, w którym tonął pomost i cały park. Kiedy dochodził do dziesięciu, zaczynał je... powoli topić. Nie wiedział dlaczego, ale wydawało mu się to niesamowicie zabawne.

* * *

- Nea, proszę, usiądź. Dawno cię tu nie widziałam - twarz pani psycholog wyrażała zatroskanie. Nie wiedziała jak zbliżyć się do siedzącej naprzeciw zbuntowanej nastolatki.
- Dobry. - odburknęła dziewczyna. Ukryła twarz w czarnym golfie, jej kruczoczarne włosy i ciemne oczy podkreślone tuszem potęgowały nieciekawe wrażenie.
Nea wpatrzyła się w okno, zza którego w zimowy poranek uśmiechało się do niej słońce. Postanowiła w ogóle się nie odzywać, jeśli tylko nie będzie to konieczne.
- Piękny dzień, prawda? Wreszcie zaczęło być słonecznie... - psycholog powędrowała wzrokiem za spojrzeniem dziewczyny. Zdawała sobie sprawę, że w ciągu czterech lat, kiedy się znały w tym liceum, narosła między nimi bariera. Czasem wydawało się jej, że nie do przejścia. Ale musiała próbować.
- Proszę cię, porozmawiajmy, wiesz przecież, że nie chcę zrobić ci krzywdy...
Nea wzruszyła pogardliwie ramionami.

* * *

- Znowu cały dzień szwendał się z tym Targetem po cmentarzu, panie dyrektorze - wychowawczyni wpatrzyła się w zasmuconą twarz życzliwego staruszka.
Spojrzał na nią ciepłymi i mądrymi oczami, wokół których trzydzieści lat pracy na rzecz młodzieży w Domu Dziecka naznaczyło tysiące drobnych zmarszczek. Wiedział, że ma przed sobą mądrego i doświadczonego pedagoga, jednak zdawał sobie również sprawę, że w sytuacji z młodym Sidem kobieta jest całkowicie bezradna. Co gorsza, zdawało mu się, że bezradny jest również on.
- No cóż, może nie powinniśmy mu tego zabraniać skoro to jest dla niego takie ważne - spojrzał przelotnie na nauczycielkę, która zwiesiła głowę. - Tak... to chyba wszystko, dziękuję pani.

* * *

Nea szła coraz szybciej. Miejsce, do którego się kierowała, biorąc pod uwagę późną porę oraz zimno, powinno być całkowicie puste. Bardzo zależało jej, by przemyśleć wszystko jeszcze raz w całkowitym spokoju. Wspomnienia chciały w jakiś sposób znaleźć ujście, nie potrafiła się na niczym skupić. Wiedziała jednak, że nie może pozwolić sobie na myślenie w tej chwili, należało skierować się w miejsce, w którym będzie miała całkowity spokój i ciszę. Była już porządnie zmęczona szybkim tempem marszu, dodatkowo utrudnianym ciężkim plecakiem. Wcześniej, żeby nad niczym nie myśleć, próbowała słuchać walkmana. Z chwilą, gdy wkroczyła w opustoszały, senny, zimowy park, wyłączyła odtwarzacz i pozwoliła dotkliwie przenikać się jego atmosferze.

* * *

Sid zauważył, że samotne siedzenie na pomoście nie przynosi mu ulgi. Poza tym, że było mu coraz zimniej, nie zauważył żadnych zmian. Po wściekłości, a potem ogromnym żalu, nawiedziła go pustka. W tej chwili, choć zdawał sobie sprawę, że jest to nietypowe, nie czuł po prostu nic. Odstawił wino na pomost i westchnął. Nie potrafił się upić, a tak bardzo było mu ot w tej chwili potrzebne...

* * *

- Może w takim razie opowiesz cokolwiek, co tam u ciebie?
Młoda psycholog była zdruzgotana. Ja naprawdę nie chcę cię skrzywdzić, proszę, pozwól mi się do ciebie zbliżyć, przecież widzę, że coś jest nie w porządku, gorączkowo prosiła Neę w myślach. Wiedziała, że to myślenie nie przynosi jednak skutku i to ją przerażało. Bardzo chciała pomóc lub choć zbliżyć się do tego zamkniętego na dnie samej siebie stworzenia, ukrywającego się za czarnym kolorem.
Cóż, skoro ono tego zdecydowanie nie ułatwiało.
- To może chociaż opowiesz, jak tam w domu?
Miała nadzieję, że choć ten temat sprawi, że bariera pomiędzy nią a uczennicą zmniejszy się.
Kiedy Nea oderwała spojrzenie od okna i wpatrzyła się w nauczycielkę, ta zdała sobie sprawę, jak duży popełniła błąd.

* * *

- Sid... - dyrektor zająknął się.
Wiedział, że ta rozmowa będzie bardzo trudna, nie uświadamiał sobie jednak, jak bardzo.
- Widzisz, w zasadzie chciałbym z tobą porozmawiać, jednak, wyznam szczerze, nie wiem jak miałbym to zrobić. Chodzi mianowicie o twojego przyjaciela, Targeta...

* * *

Nea już całkowicie utraciła orientację w miejscu i czasie. Zdawało jej się, że każde drzewo, każdy zakręt, cały park, jest ogromnym labiryntem o sklonowanych ścianach. Nie umiała określić, która jest godzina, ani jak długo już idzie. Nie czuła głodu, zimno, pod wpływem zawrotnego tempa, też gdzieś się ulatniało. Czuła jednak, że jest już blisko swojego celu.
- Za chwilę powinnam zobaczyć gdzieś zwalone drzewo. Chyba, że pomyliłam ścieżki... - urwała, zatrzymała się.
Wiedziała jednak, że nawet jeśli pomyliła kierunki i tak nie miała dokąd wracać. Ruszyła więc naprzód.

* * *

- Może nie powinienem tak ostro reagować? W sumie to przecież nie jego wina...
Teraz, na spokojnie, kiedy przypominał sobie smutek w oczach dobrego i bezradnego dyrektora, było mu przykro, że dał się ponieść emocjom po całek tej głupiej rozmowie.
- Ale co ja mam teraz zrobić? - wziął garść śniegowych bałwanków i z wściekłością cisnął w czerniejącą wokół głębię.
Głośny plusk obudził zaspane, przemarznięte ptaki drzemiące w otaczających jezioro wierzbach.

* * *

- Nea... - urwał.
Alkohol sprawiał, że nie potrafił wyrzucić z siebie nic innego.
- Nea... - powtórzył.
Jego szorstka i ciężka ręka powoli zaczęła się wsuwać pod kołdrę. Jej ciało powoli sztywniało.
- Jestem kamieniem, jestem kamieniem, nie mam uczuć, nie żyję...

* * *

- Widzisz Sid, bo ja już w zasadzie dłużej nie mogę. I nie chcę chyba dłużej, choć przecież wiem, że powinienem. Ale ta wiedza niczego mi nie ułatwia, rozumiesz mnie? - Target spojrzał w twarz smutnego przyjaciela. W jego głębokich, prawie granatowych oczach poszukiwał zrozumienia. Wiedział, że tym razem go tam nie odnajdzie.
- Nie, nie rozumiem. I nie chcę rozumieć, bo ja sobie obiecałem, że wytrwam, że dam radę, że się nie poddam. Obiecałem jej, wtedy, gdy odchodziła... - pięści Sida samoistnie się zacisnęły.
- Gdyby tego nie było, może bym rozumiał. Ale było, więc nie rozumiem - zeskoczył z poręczy mostu. - Ty ją miałeś, możesz pamiętać, mogłeś jej obiecać - Target patrzył w ziemię. - Ja jej nawet nie znałem. Więc może tak powinno być..?

* * *

Nea usłyszała plusk. To pewnie te głupie kaczki, pomyślała.
Czuła narastający chłód. Wiedziała, że zbliża się do pomostu, do miejsca, które miało przynieść jej ulgę. Które miało ją uratować. Nadepnęła na gałązkę, jej trzask pośród tej milczącej nocy wydał się jej czymś niesamowitym.
- Nie boję się, tu nikogo nie ma... - szepnęła i przyspieszyła kroku.

* * *

Trzask gałązki wyrwał go z odrętwienia. Kaczki, pomyślał.
Zmęczony, podparł głowę na rękach. Spojrzał w niebo, do świtu zostało jeszcze sporo czasu.

* * *

Kiedy wychodził, na palcach biegła do łazienki, gdzie chciała zagłuszyć wszystko szumem prysznica. Z tym, co zwymiotowała, mieszały się jej łzy. Ogarniał ją wstyd, paniczny wstyd, że to właśnie ona jest tą inną. I na zawsze inną pozostanie...

* * *

- Target nie żyje, przed godziną skoczył z mostu - dyrektor nie potrafił spojrzeć Sidowi w oczy.
Chłopak drgnął, chwycił stojący na biurku wazon i z rozmachem rzucił w okno, za którym najmłodsi mieszkańcy sierocińca bawili się wokół świeżo postawionego bałwana.

* * *

Nea dostrzegła na końcu pomostu przygarbioną sylwetkę. Zastanawiała się, czy powinna zawrócić. Postać drgnęła, kiedy postawiła pierwsze kroki na oblodzonych deskach. Wpatrzone w nią oczy w jakiś niewytłumaczalny sposób miały w sobie trochę ciepła. Chłopak wziął butelkę wina, pogrzebał w plecaku, wyjął elegancki kieliszek, nalał.
- Ogrzejesz się?
Nea ruszyła w jego stronę.

* * *

- W nocy w parku na pomoście znaleziono dwie zamarznięte osoby. Chłopak, lat siedemnaście, wychowanek pobliskiego domu dziecka i dziewczyna, jego rówieśniczka, mieszkanka domu jednorodzinnego. Podejrzewa się, że poszli tam, by się trochę zabawić, obok nich znaleziono butelkę wina, drugą udało się wyłowić ze stawu... - oburzony staruszek urwał. - Boże, co też dzieje się na tym świecie. Dzieciakom się w głowach poprzewracało! Siedzące wokół niego w zatłoczonym, porannym autobusie osoby pokiwały głowami. Kilku z nich trzymało w rękach ten sam numer lokalnej gazety.
- I pomyśleć, że człowiek rodzi takie coś, wychowuje, żyły sobie wypruwa, byle takiemu gówniarzowi niebo przychylić i co? Czym się taki jeden z drugim odpłaca? - kobieta poprawiła sobie płaszcz, otulając się nim spojrzała w okno.
Staruszek kiwał głową.
- Święta racja, moja złociutka, święta racja...


Mirabel

mirabel@tlen.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||