:::: Krillin ::::

Har'oloth

rozdział VIII



Kolejne dwie błyskawice przeciąły powietrze. Jedna z nich została wchłonięta przez miecz Sarg`lina, druga chybiła celu i trafiła w marmurową kolumnę stojącą obok, nieomal rozbijając ja w pył. Mag zaczynał tracić cierpliwość i ciskał zaklęciami jak popadnie, zamieniając połowę jego prywatnej komnaty w gruzy. Drow przeturlał się za kolumnę unikając w ten sposób serii ognistych strzał, po czym ruszył z pędem w kierunku maga, licząc że przerwa między czarami da mu wystarczającą ilość czasu by pozbyć się wroga. Na kilka metrów przed nim wybił się w powietrze unosząc oba miecze w górę. Ten manewr dał magowi chwilkę czasu na zakończenie czaru i kilka magicznych pocisków trafiło w pierś drowa. Z jego ust wyrwał się krzyk bólu i szału, ale atak czarodzieja nie zdołał go zatrzymać. Sarg` wykonał szeroki zamach oboma mieczami trafiając ostrzami w bok i klatkę piersiową maga, bronie jednak nie wyrządziły mu żadnej krzywdy. Drow otworzył oczy w zdumieniu i próbował odskoczyć by powtórzyć atak, bronie jednak odmówiły posłuszeństwa i wydawały się przytwierdzone do szat maga tak, że żadna siła nie była w stanie ich ruszyć, a drow nie mogł otworzyć dłoni zaciśniętych na rękojeściach. Twarz maga rozjaśnił złośliwy uśmiech. Nie spiesząc się wyciągnął dłoń i zacisnął ją na ramieniu mrocznego elfa porażając go potężnym elektrycznym atakiem. Siła udrzuciła go kilka metrów w tył, tak zszokowanego, że nie mógł wykonać ruchu. Mógł tylko obserwować maga, wokół którego gromadziła się magiczna energia potrzebna do zaklęcia. Ostatniego zaklęcia. Drow nie słyszał słów - głowę miał wciąż wypełnioną hukiem elektrycznego ataku. W chwili gdy wypowiadał po raz pierwszy i ostatni w życiu modlitwę do naziemnych bogów, mag właśnie kończył inkantację. Gdy jednak miał już cisnąć czar nagle wszystkie jego czary ochronne błysnęły błękitnym światłem i szczelna magiczna bariera pękła niczym szklana tafla.
Khazz`ram wydobył z siebie cichy jęk po czym z jego ust pociekła strużga ciemnoczerwonej krwi. Zdziwiony Sarg` zauważył mackę Illithida owiniętą wokół szyi czarownika. Silnym ruchem Pożeracz Umysłów zerwał złoty medalion z szyi maga i rzucił jego bezwładne ciało na ścianę. Drow wciąż nie mógł wykonać ruchu, częściowo odzyskiwał już jednak władzę nad kończynami. Illithid podszedł do drowa i wykonał grymas, który od biedy można by uznać za uśmiech. Sarg` usłyszał w głowie głos tak wyraźny jakby mówił sam do siebie:
- Chętnie pożywiłbym się również na tobie *Wygnańcze*. Brakuje mi jednak... czasu - gość maga zerknął w kierunku wejścia do komnaty, a wraz z jego wzrokiem podążało spojrzenie drowa. Zauważył, że za ścianą ognia przy wejściu tłoczą się już gwardziści, a magia po śmierci twórcy zaklęcia zaczęła poważnie słabnąć i wkrótce całkowicie zniknie. Drow usłyszał w umyśle szyderczy śmiech - Jeśli będziesz miał szczęście to spotkamy się jeszcze. Ale to raczej mało prawdopodobne. W końcu... zabiłeś naszego gospodarza. I jeszcze jedno... - Pożeracz wyciągnął swoją trójszponiastą dłoń która błysnęła światłem, by po chwili trzymać tak pożądany przez Sarg`lina zwój - To już ci się i tak nie przyda. - Ruchem ręki Illithid przywołał magiczny portal i bez śladu emocji na twarzy przeszedł przez Bramę. W tej samej chwili siła podtrzymująca ścianę ognia zniknęła całkowicie, wpuszczając do komnaty tuzin strażników. Sarg` błyskawicznie rozejrzał się po zniszczonej doszczętnie komnacie. Zdążył już otrząsnąć się z odrętwienia wywołanego niedawnym atakiem Khazz`rama, jednak chwila wahania sprowadziła na niego wzrok gwardzistów.
Czterech z nich stanęło wokół niego, a jeden przemówił ochrypłym głosem nakazując mu rzucić broń. Drow zmrużył oczy - sytuacja stawała się niepokojąca. Oddałby wiele za umiejętność rzucenia "Bramy wymiarów", ewentualnie za posiadanie u swego boku gderliwego, ale za to uzbrojonego w wielki topór krasnoluda. Zresztą jego rzeczywistość nie malowała się aż tak ciemnymi barwami - jego tożsamość prawdopodobnie wciąż była dla strażników tajemnicą. To działało na jego korzyść, gdyż mógł zachować anonimowość i nie wpłynąć na przyrost trupów na koncie "krwiożerczego drowa" w mieście Sundice. Jednak żeby jeszcze wyjść na plus tego dnia... albo chociaż wyrównać straty... musiał wydostać się z tej twierdzy... żywy. Mroczny elf lekko zgiął nogi w kolanach i ułożył ostrza w pozycji defensywnej. Widząc to strażnik który przed chwilą przemówił, uśmiechnął się w nieukrywanym zdziwieniu i skinął na towarzyszy, samemu rzucając się na Sarg`lina.
Pierwszy cios był łatwy do przewidzenia - atak mieczem od góry na głowę. Sarg wykonał przepisowy górny krzyż swoimi krótkimi ostrzami - manewr rzadko stosowany, ale działający w tym momencie na jego korzyść. Chwycił w kleszcze broń przeciwnika i wykonał dłońmi szeroki łuk pozbawiając gwardzisty miecza. Kopniak z połobrotu w żebra łatwo zniechęcił jego przeciwnika do dalszej walki. Wyczuł ruch za swoimi plecami i kątem oka zauważył dwóch wrogów. Uchylił się przed cięciem pierwszego i obrócił się wyciągając prawą nogę podcinając drugiego z nich, który w zdziwieniu upuścił broń. Pierwszy strażnik szybko odzyskał równowagę po nieudanym zamachu, jednak drow ponownie był szybszy i zanim jeszcze zdążył się wyprostować już trzymał czubek krótkiego miecza przy krtani gwardzisty. Z oczu strażnika wyzierało przerażenie, rzucił broń i w geście poddania uniósł dłonie.
- Mądry wybór... - rzekł Sarg`lin.


Krillin

krilanek@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||