:::: Mariusz Saint ::::

Opowiadania







Tak tak, dobrze widzicie - OSIEMNAŚCIE opowiadań :) Dlaczego aż tyle? Bo tyle ich przyszło :) Że nie wspomnę o tych odrzuconych :) Ilość to spora i nie wiem, czy w następnym wydaniu będzie ich aż tyle, ale... zobaczymy :)





Akson ::: Olimpiriaquos ... .. . .

"Szept koło nich ucichł gdy tylko oznajmił im te słowa, zaś oni szybko się do nich dostosowali, przy okazji przykrywając się jakimiś starymi łachmanami leżącymi obok.
Strażnik wszedł do wnętrza celi wymachując pochodnią w jednej ręce zaś korbaczem w drugiej.
- Oszczędzajcie siły na jutro, wy wszy, żebyście miały siłę uciekać przed lwami. "


Seth ::: Głód odpowiedzi ... .. . .

"Otwierasz drzwi. To nie są twoje drzwi i nie twoje mieszkanie, ale i tak to robisz. Dlaczego? Bo jest ci zimno, bo potrzebujesz odrobiny ciepła i czegoś do jedzenia. Może znajdziesz też trochę pieniędzy, albo jakieś ubrania, jakie będą na ciebie pasować, a jakie nie będą już nikomu potrzebne. Oczywiście nie weźmiesz dużo gdyż nie jesteś złodziejem, ale trochę przecież możesz zabrać, przynajmniej nie będą się marnować. "


Moyra ::: Ciszy zacisznej ona, a w kolejce czeka on ... .. . .

"hotel, w którym się zatrzymałem, należał do tych nowoczesnych, zimnych, schludnych i bezpłciowych budynków. Pokój nr 314 zawierał wszystko to, co jest potrzebne podróżnemu. Łóżko, łazienkę i telewizor z pilotem, który bezpiecznie spoczywał na pufie. Jakoś zejście na dół odstręczało mnie. A schody, które prowadziły do otwartej przestrzeni ludzi, budziły we mnie niepohamowany niczym lęk, z natury, a czy to ważne jakiej?
zaległem na tapczanie, nawet się nie przebierając. Za ścianą leciały niepokojące dźwięki, chyba Chet Baker wyżywał się na swoich instrumentach, ten niezrównany jazzman, tworzący nastrój, lecz nawet jego "All Blues" nie mogło powstrzymać mnie od zaśnięcia. "


Maciek "black grzywa" Partyka ::: Demokracja ... .. . .

"Nic nie potoczyło się tak, jak sobie zaplanowałem. Wpadłem na tą imprezę, żeby się dobrze bawić. No i żeby poznać fajne laski. Tak, to był nadrzędny cel. Ale jak zwykle nie wyszło. Wypiłem o kilka piw za dużo i przestałem nad sobą panować. Gdybym był wesoły, nie byłoby żadnego problemu. Zrobiłbym tylko kilka głupstw i potem wszyscy byśmy się z tego śmiali. Rzecz w tym, że humor miałem fatalny, podobnie zresztą jak od kilku tygodni. Liczyłem na to, że pod wpływem alkoholu uwolnię się od tego wszystkiego, ale nie. Wraz z każdą dziesiątą częścią promila w mojej krwi, wszystkie niemiłe wspomnienia powracały do mojej świadomości ze zwielokrotnioną siłą. Nie miałem ochoty tańczyć, nie chciałem nawet słuchać muzyki. Jak można w kółko słuchać tego cholernego hip - hopu? "


Vampir Kury ::: Igła spaczenia, stracenia i śmierci ... .. . .

"Wyglądała jak opętany anioł, lecz przybrana była w szatę, której wygląd przypominał mi o tym, że chodzi jeszcze po ziemi, której brudne kolory i różne ślady dziwnych przeżyć niezmiernie mnie zasmuciły, sprawiając że popadłem w smutny stan godny pożałowania. Mimo, iż wiedziałem, że sprzedała swoje ciało aby zdobyć odrobinę narkotyku, pomyślałem, że jednak się z nią przywitam. Moja osoba z kolei przejęła ją taką radością, że jej serdeczne powitanie nie chciało się skończyć. Staliśmy tak, przytuleni do siebie i wydawało się nam, że czas pędzi szybciej niż zwykle pomijając nas. Czułem jej rozpalony policzek, którym przywarła do mojej zimnej twarzy, czułem jak bawi się moimi włosami, jak przez jej palce prześlizgują się kolejne kosmyki... "


Reksio Dogi ::: Tik tak ... .. . .

"Nakryła się kołdrą i spróbowała uspokoić drżące ciało i oddech. Patrzyła w ciemność pod kołdrą, delikatne dłonie nerwowo trzymały krawędź pierzyny, zabezpieczając przed ściągnięciem.
Z chwilą, gdy klamka szczęknęła i drzwi z cichym skrzypem otworzyły się, zacisnęła oczy i zęby. Już nie słyszała dźwięków wskazówek zegara, ani szelestu ubrań, kroków. Dziwne... Jeszcze przed chwilą, zza zamkniętych drzwi mogła na podstawie dźwięków rozpoznać kto i nawet jak idzie, a teraz nie potrafi usłyszeć kogoś, kto nad nią stoi. "


wariat/military ::: Onireja ... .. . .

"Werter de Saint-Paul, wędrowiec, nieokreślonego wieku mężczyzna, w równym stopniu wiekowy staruszek co niedoświadczony nastolatek, ufał jednak wyłącznie zmysłowi dotyku, idąc z zamkniętymi oczami. Był w stanie połowicznego letargu - nieraz jego powieki podnosiły się, ale niekontrolowana chęć snu sprawiała, iż ciążyły one jak ołowiane płyty. Ruchy wykonywał mechanicznie, nie do końca panując nad swym ciałem - szedł jednak ku niewidocznemu, granatowemu horyzontowi, ponieważ ten kolor wydawał się bardziej zachęcający niż czerń, spowijająca ukrytą za plecami wędrowca dal.
- Stój, drogowniku! - rozkazał Werterowi młody, kobiecy głos, wybudzając go z otępienia. "


Taywan ::: Dywanik ... .. . .

"Inni uczniowie z reguły jednakowo reagowali na jego "wymiany zdań" ze znienawidzonym belfrem. Cieszyli się, że ktoś potrafił i nie bał się nauczyciela przegadać, cieszyli się widząc go zmieszanego i wybuchali radosną salwą śmiechu po każdej celnej ripoście Marcina, niejednokrotnie zresztą (choć nikt nigdy się oczywiście do tego nie przyznał) burzącej światopogląd dyskutującego z nim profesora. Czyli inni potęgowali i podgrzewali atmosferę. Tyle, że było ich zbyt wielu, aby ich też pociągnąć do odpowiedzialności. Od tego był tylko jeden. Ten, który zaczynał. "


Morphia ::: Życie spisane na kartkach papieru ... .. . .

"Czekała aż matka wróci do domu, znów zapomniała klucza. Wyjęła z plecaka notes. Jej ukochany. Czarny, z motylem na okładce, pełen zapisków, adresów, myśli... pełen wspomnień. Pogładziła go po okładce jakby głaskała psa. Był dla niej ogromnie cenny. Zapisała w nim całe swoje życie, z każdym szczegółem wartym lub mniej wartym zapamiętania. "


Renfri ::: Matka ... .. . .

"Siedział i czekał. Było cicho, tak strasznie cicho - ta cisza przytłaczała Adriana, waliła mu się na głowę. I to nieznośne oczekiwanie. Wszystko go bolało - był zmęczony jak po pracy w kamieniołomie a już od kilku dobrych dni nie pracował, tylko siedział tu na tym brudnym fotelu i czekał. Wziął głęboki oddech. Przypomniał sobie, jak było kiedyś, pomyślał sobie, jak będzie. Jak będzie, kiedy zadzwoni telefon, kiedy się okaże, że... Że nie robił tego na darmo. Siedział i wspominał . "


Scooter Fox ::: Legenda ludowa ... .. . .

"Szedł tak już dobrze ponad kwadrans, aż w końcu dotarł do domu, przy którym zatrzymał się wbrew swojemu wcześniejszemu zachowaniu. Podniósł głowę i wpatrywał się uparcie w piętrowy budynek o białych ścianach, rzucając oczami na kolejne jego okna. Chłopak zmagał się sam z sobą, próbując powziąć decyzję. Wreszcie, tak powoli, jakby starał się wymierzyć napięcie każdego z mięśni, zaczął iść w stronę świeżo pomalowanej, brązowej furtki. Kiedy wyciągał już rękę z kieszeni, zerknął mimochodem w lewo. Widząc starszego mężczyznę z pokaźnymi, mocno poprzeplatanymi siwizną wąsami natychmiast ją cofnął. "


Janunit ::: Profesjonalista ... .. . .

"Mamy w Warszawie dwa sklepy i kilka mniejszych w innych miastach. Atmosfera pracy w tej firmie jest rodzinna, a stawiane pracownikom wymagania wysokie. Od niedawna jestem w niej szefem zakupów, a w samej firmie pracuję od lat trzech, to jest od czasu kiedy ukończyłem studia na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Mój poprzednik wypalił się, podobnie jak obecny szef sprzedaży, a wtedy kierownictwo postanowiło się go pozbyć, stwarzając mi możliwość awansu. Dziś powierzono mi przeprowadzenie procesu rekrutacji na stanowisko kierownika działu sprzedaży. "


Uhn'Daar ::: Do... razy sztuka ... .. . .

"Pierwszy raz targnął się na swoje życie, kiedy po 5 latach znajomości jego dziewczyna oświadczyła mu, że od niego odchodzi ponieważ jest w ciąży z innym facetem. Ta wiadomość uderzyła w Piotra niczym rozpędzona osiemnastokołowa ciężarówka. Tego samego dnia miał się jej oświadczyć. Następnego dnia postanowił, że wypłynie łódką na środek jeziora i obciążony skoczy do wody. Kiedy odpłynął od brzegu na odległość, która wydawała się mu wystarczająca, założył plecak pełen kamieni i rzucił się do wody. Niestety miał pecha, gdyż całe to zdarzenie obserwował wędkarz, którego nie zauważył, bo siedział w cieniu drzew. "


SilverRoztruhan ::: Decorum est pro patria mori ... .. . .

" Wstał. Rozejrzał się po polanie: w promieniu kilku metrów, w bezładzie rozrzucone były ciała współtowarzyszy katorgi zwanej przez niektórych nauką. Nie chcąc być banalnym, zamiast uszczypnąć się w celu sprawdzenia, czy to aby nie sen, uderzył się z całej siły w brzuch. Nieszczęśliwie trafił w przeponę, więc upadł na kolana łapiąc oddech. Przed nim, na ziemi, leżał zeszyt do chemii podpisany jego imieniem i nazwiskiem. Ze szczątkowych wspomnień zaczęła wyłaniać się sensowna całość. "


Mirabel ::: Bezdomni ... .. . .

"Wpatrzona w nieuchwytny punkt przed sobą poczuła, jak powoli ogarnia ją upragniony spokój. Zamarła, gdy nagle usłyszała trzask łamanej gałązki, jej pośpieszne kroki ustały. Wpatrzyła się w panujący wszędzie, niczym nie rozświetlony mrok. W jej głowie kołatała się plątanina bezwładnych i zamroczonych myśli, z których żadna nie wydała się w tej chwili jej własną. Westchnęła, szybkimi ruchami przecierając przemarznięte dłonie. "


Myosotis ::: Gość ... .. . .

"Tym bardziej zdziwiłam się, gdy usłyszałam donośnie pikanie. Sen szybko uleciał, a ja byłam zmuszona wyjść z cieplutkiego ukrycia i wyłączyć wstrętną maszynę, kolejny wynalazek człowieka, który zarazem ułatwiał i uprzykrzał nasze życie. Zmrużyłam oczy i z trudem odczytałam godzinę. Trzecia rano. Dziwne, czułam się nawet nieźle. Jakbym się już wyspała.

- No, nareszcie - usłyszałam znudzony męski głos. "


chaotic ::: Smak śmierci ... .. . .

"Nikt nie zwracał na nią uwagi. Nie jest to dziwne, wbrew pozorom śmierć nie gustuje w atakach terrorystycznych i wojnach, to tylko bardziej przykra część jej pracy. Woli przychodzić po pojedyncze dusze, wtedy jest pewna, że poświęca im odpowiednią ilość czasu. Nie jest to tak efektowne jak katastrofa samolotu z setkami ofiar, ale ludzie nie zwracają na to uwagi, więc jest spokój... w pewnym sensie. "


Marek Kaczmarek ::: Skutki ... .. . .

"Sam nie wiedział, kiedy uda mu się to wszystko pozbierać do kupy, nie był pewien, czy w ogóle będzie to potrafił zrobić. Nie był pewien, czy w ogóle będzie chciał to zrobić. Gdy patrzył raz na fale, raz na niebo życie, a właściwie ostatnie dwa lata, przelatywało mu przed oczami. Sam nie wiedział, co sprawiło, że po tych tragicznych kilku dniach, właściwie nic nikomu nie mówiąc, spakował walizkę, wsiadł w samochód i przyjechał nad morze, szukać spokoju. Już tak od trzech dni, żył na klifach, za dnia chadzał po plaży, nocami wpatrywał się w gwiazdy, prawie wcale nie jadł i nie spał. Można powiedzieć, że on wtedy tylko wegetował. "




Opowiadania Miesiąca


Skorpion King ::: Kara za grzechy (O#14)... .. . .




Mariusz Saint

storytellers@poczta.fm



<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||