JOHANN WOLFGANG GOETHE - "Cierpienia młodego Wertera"
Na początek, panie Czytelnik, scenka rodzajowa: dostałżem, proszę Ciebie, od towarzysza PMG list w charakterze mejla. Już samo to jest wydarzeniem niebanalnym - niebanalnym jest też fakt, że PMG stwierdził ze zdziwieniem, że mnie o krytycyzm, aż do "Krótkiego artu o opluwaniu.", nie podejrzewał. Tu ja się zdziwiłem; co jak co, ale krytyczny być potrafię, cynicznny takoż, ironiczny i owszem. A co by nie być, o sacre blue (sacre yellow brzmi lepiej...:) - wariat), gołosłownym, przejdę w mig do sprawy meritum, czyli do samej recenzji - jej przedmiot bowiem do krytycznego spojrzenia nadaję się idealnie.
Ot, jad sam się wydziela. Efekt Pawłowa.
A rolę słynnej żaróweczki pełnią, jak słusznie zauważasz, drogi Czytelniku, "Cierpienia...", co (po pierwsze) młodego Wertera, a (po drugie) Johanna Wolfganga von Goethe. Za bohatera książeczki robi zaś, jak słusznie po raz drugi, Czytelniku, suplikujesz, właśnie imć Werter - młodzieniec uczuciowy i melancholijny. Na tyle barwny, a jaskrawy, że wart, psia mać, osobnego akapitu.
Werterek, trza Ci to wiedzieć, Czytelniku, przyjeżdża na wieś. Wieś rusza go niezwykle, więc płacze chłopczyna, tyleż rzewnie, co w poduszkę. Rusza go prostota prostaków, więc łzy roni, ruszają go panny w ogólności, więc się zakochuje. A że kocha się w swej osobistej pannie bez wzajemności (co w sumie, patrząc na pana Wertera, nie dziwi), to i płacze z powodu swego, jakże uczuciowego, uczucia. A że bardzo, w swym mniemaniu, czuje, to i bardzo, w mniemaniu obiektywnym, płacze. Ogólnie, co by nie powiedzieć, komandosa by z niego nie było. Ale nie mów mu tego, drogi Czytelniku. Bo jeszcze, o zgrozo, Werter płakać gotów. ;)
Smutne, nie? :) (Zaiste... ale było modne - skoro kiedyś, na fali popularności książki, młodzi czytelnicy zachowywali się tak, jak sam Werter - czyli strzelając sobie w głowę, tudzież obciążając się jarzmem kamienia i podejmując próby nurkowania... Kwestia mody, panie Jack. - wariat)
Sama powieść skomponowana jest na sposób ciekawy, choć nie nowatorski: pisze ją pan Goethe w listach, a epigramatycznie. Pisze, rzec to trzeba bez ogródek tak, że - wzorem Werterka - popłakać się można: długimi, rozwlekłymi zdaniami, przemyślnymi przenośniami i skomplikowaną składnią. Styl Goethe'go - choć, przyznać to trzeba, charakterystyczny dla swej epoki - osiąga w owym dziele niebotyczny wprost poziom grafomaństwa i zwykłej tandety; rekordy biją też w "Cierpieniach..." pokłady nudy, które nie tyle wieją i zioną, co wprost emanują z powieści, męcząc i dręcząc, mordując i usypiając... Doprawdy, biorąc pod uwagę sposób, w jaki ów, uczciwszy uszy, utwór napisany został, trudno oprzec się wrażeniu, że tytułowe "Cierpienia..." nabierają dla Szanownego Czytelnika nowego, bardziej realistycznego i - co najgorsze - bardziej osobistego wyrazu.
Jak pięć lat w kamieniołomach. Tylko płakać.
Rzecz jasna, jest jeszcze jedna sprawa, która przykuwa uwagę Uważnego Czytelnika: ot, zdeaktualizował się nam, dzięka Bogu, Werter. Postawy, które kiedyś zachwycały, więcej, które wprowadziły w Niemczech swoistą modę na płacz i cierpienie, dziś co najwyżej wzbudzają, wcale słuszny, śmiech i politowanie. Zestarzał się Werter, stał się archaiczny i nie z tej epoki. I jakby, co by tu nie powiedzieć, nie z tej bajki.
Bo bajka Wertera to jest kraina, w której cierpienia staje się wartością samą w sobie, a samotność jest czymś, co nie tyle przeraża, co jest powodem do dumy. Takie wartości prezentuje Werter - takich wartości normalny, współczesny człowiek zaakceptować nie chce i nie potrafi. Bo Werter jest dla niego postacią groteskową, nieautentyczną i - mówiąc wprost - cokolwiek idiotyczną (mów za siebie - w.). Nie jest Werter bohaterem pozytywnym, nie dziw więc, że "Cierpienia..." współczucia nie wzbudzają. I to jest bardzo ważny zarzut, bo w oryginale - o zgrozo! - wzbudzać miały.
A tu, drogi Czytelniku, płakać nie będziesz. No chyba, że nad własnym, czytelniczym losem.
PS. Z podziękowaniami dla PMG - za pomoc w pisaniu wstępu :)
Autor się nie podpisał, pewnie bojąc się zemsty ludzi, na których Werter nie zrobił wcale złego wrażenia. Jako że jestem jedną z tych osób, będę okrutny i go ujawnię. Zwie się UNIONJACK, a adres do niego to unionjack@wp.pl .:) - w.