Książka - po co to ? (czyli kolejny
nawrócony, hehe - w.)
by SokreT
Tytuł jasny, konkretny. (początkowo brzmiał
"książka" ale uznałem że tak będzie bardziej atrakcyjny) Mój
pierwszy art będzie o czymś co ostatnio odkryłem w życiu.
Kiedyś książka kojarzyła mi się z czymś nudnym,
przymusowym (lektury ;/), nieciekawym, zabierającym za dużo czasu i nie wnoszącym
do życia niczego. Przechodziłem obok nich, olewałem. Jak ktoś mówił o książkach
i czytaniu, mówiłem że to nie dla mnie, mnie to nudzi... ale jak może mnie
coś nudzić czego nie spróbowałem nigdy ? Wszyscy dookoła tak je zachwalali.
Lecz ja nadal miałem je gdzieś i nie zamierzałem czytać. Nie mówiąc już o
lekturach. Krótkie czytałem ale gdy jakieś długie miałem męczyć, to
opracowanie szło w ruch.
Z takiego założenia wychodziłem kilka lat temu i czasem
sobie myślałem w ten oto sposób. Potem nastąpił okres w którym zapomniałem
nawet o przemyśleniach (jeżeli można to tak nazwać) na temat książek.
Ostatnio nie wiem czemu, z jakiego powodu poczułem chęć
czytania. Poczułem że powinienem cos przeczytać. Z nikąd (teoretycznie z nikąd,
bo wpływ miało na to prawdopodobnie wiele rzeczy które ostatnio przeżyłem)
do mojej małej główki wbiło się że CHCĘ czytać!
A więc sięgnąłem po książkę (i to nie byle jaką). Nie
żałuję tego wyboru.
Otworzyłem na pierwszej stronie; następna kartka, następna
i następna... zanim się obejrzałem przeniosłem się do innego świata, do
zupełnie nowego a co najważniejsze ciekawego. Zniknąłem z rzeczywistości i
udałem się do krainy w której jeszcze nigdy nie byłem. Wszystkie problemy
zniknęły, wszystkie troski i bóle. Tak jakbym się ukrył przed całym światem,
schował, uciekł. Bałem sie go, przerastał mnie więc uciekłem. A może
raczej to on uciekł i schował się przede mną?! Zatrzymałem czas aby nauczyć
się czegoś, albo przeczekać pewien okres.
W każdym bądź razie zobaczyłem na własne oczy, ze książka
nie jest niczym złym. Za pewne są książki nudne i nieciekawe, ale ja póki
co na takowe nie trafiłem. Każdy ma inny gust przecież i nie każdemu tak łatwo
dogodzić. Może i wśród lektur natrafię na coś wyjątkowo interesującego.
Wydaje mi się, że odmieniłem trochę swoje lekko szare życie
i cały czas odmieniam, bo wciąż czytam i nie mam najmniejszego zamiaru
przestać.
Czytam w wielu wolnych chwilach, gdy jadę autobusem, na
nudnej lekcji (aby nie zniechęcać do nauki np. gdy na matematyce powtarzamy coś
czego nie da sie nie wiedzieć :P), w przerwach między lekcjami itp. Mógłbym
w tym czasie robić wiele różnych niepotrzebnych rzeczy (np. marnować go),
ale wolę poczytać książkę. Czasem zapominam jej wziąć ze sobą (chociażby
gdy jadę autobusem przez pół miasta) i wtedy jest niemiło.
Gdy dopada mnie jakaś pesymistyczna myśl, a nie chcę "łapać
doła", przypominam sobie o tym że mam książkę przecież i nic złego
się nie dzieje, bo zawsze mogę poprawić sobie humor czytając. Oczywiście
nie jest to lekarstwo na każdy smutek i ból. Mi przynajmniej pomaga i w
obecnej chwili nie wiem co bym zrobił bez książki. W tej chwili myślę nawet
co się stanie z bohaterami, gdy zajrzę do tych kilku(set) kartek.
Ludzie mówię wam, warto czytać książki (jestem ciekaw ile
tysięcy osób pisało już podobne arty). One pomagają, rozwijają wyobraźnie
i takie tam :P Ja się uwziąłem że będę czytał i zrobię to, ale nie dla
samej zasady przeczytania lecz dla siebie. To wciąga i uzależnia, ale jest to
chyba pozytywne uzależnienie.
Książka - po co to? ... a czemu nie ?!
by Sokret (hmmm...)
PS. Pisząc to, jak zwykle cały świat musiał się na mnie uwziąć i oczywiście
każde żyjące stworzenie musiało mi przeszkadzać, ale nie poddałem się
("twardym trzeba być a nie miętkim" :P) i dokończyłem to (nie)krótkie
uzewnętrznienie :)
pisząc to słuchałem różnej muzyki i nie potrafię jednoznacznie określić
jakiej. Słuchałem też dziadka, mamy, taty którzy mi przeszkadzali :P
pozdrawiam gorąco
mail: sokret@interia.pl