JOSEPH HELLER - "Paragraf 22"
Zastanawiałem się kiedyś, ilu książek bym nie przeczytał, gdybym się o nich nie dowiedział z AM lub CDA. Całkiem prawdopodobne, że mogłaby mnie ominąć przyjemność obcowania z twórczością Kinga, Pratchetta czy choćby nawet Sapkowskiego. Jest to kolejny przykład na to, jaki wpływ coś takiego jak AM może mieć na czyjeś gusta i zainteresowania.
"Paragraf 22" to jedna z tych książek, których recenzja w tym kąciku skłoniła mnie do ich
zakupu. I w tym wypadku nie żałowałem ani przez chwilę. Za wydane pieniądze otrzymałem bowiem ponad 400 drobno zapisanych stron, których lektura wciągnęła mnie tak, że nie mogłem się od niej oderwać.
Dzieło Josepha Hellera zawiera dwadzieścia parę rozdziałów. Łączą je praktycznie tylko postacie bohaterów i wydarzenia, ale chronologii tu nie uświadczymy. Książka opowiada o amerykańskiej jednostce wojskowej, umieszczonej na fikcyjnej wyspie - Pianosie, a jej akcja toczy się podczas drugiej wojny światowej. Głównym bohaterem jest jeden z żołnierzy, niejaki Yossarian. I to wszystko, co musicie wiedzieć odnośnie fabuły.
Inni recenzenci zachwycają się nad wyrazistym ukazaniem bezsensu wojny i nielogiczności mechanizmów rządzących armią. Owszem, jest to zaleta, ale ja wyżej cenię sam sposób, w jaki Heller tego dokonał. Umieścił bowiem w swoim, nie zawahajmy się ponownie użyć tego słowa, dziele najlepsze dialogi, jakie w życiu czytałem i olbrzymią dawkę absurdalnego humoru.
Wszyscy bohaterowie są karykaturalni. Mamy tu Majora Majora Majora, który przyjmuje podwładnych tylko pod swoją nieobecność; mamy porucznika Scheisskopfa, którego cała rola w wojsku ogranicza się do urządzania defilad; mamy Milo Minderbindera, który upatruje w konflikcie zbrojnym wspaniały interes i, by zarobić, bombarduje własne pozycje. Te wszystkie postacie uczestniczą w jeszcze dziwniejszych wydarzeniach.
Żaden sposób na ukazanie tragizmu wojny nie jest lepszy od uwypuklenia jej absurdów i wyśmiania ich. A Heller potrafi zrobić to tak, że podczas lektury nie można przestać się śmiać, czy to w trakcie sceny przesłuchania Clevingera, czy w jakiejkolwiek innej. Całość przebija Monty Pythona, którego zresztą uwielbiam. Ironia i absurd to mój ulubiony rodzaj poczucia humoru (co czasem widać w moich tekstach). A tutaj mam tego tyle, ile jeszcze nigdy i nigdzie nie widziałem.
Gdybym chciał wysłać najciekawsze, najśmieszniejsze czy najbardziej pobudzające do refleksji fragmenty powieści do rubryki "cytaty" w kąciku, to musiałbym zacytować całą książkę. Ale, w ramach rekompensaty i zademonstrowania stylu, w jakim "Paragraf 22" został napisany, jeden kawałek przytoczę. I to ani najlepszy, ani najśmieszniejszy, ale wyjaśniający, na czym tytułowy paragraf polega (jak się zresztą w trakcie lektury okaże, nie tylko na tym).
"Był więc tylko jeden kruczek - paragraf 22 - który stwierdzał, że troska o własne życie w obliczu realnego i bezpośredniego zagrożenia jest dowodem zdrowia psychicznego. Orr był wariatem i mógł być zwolniony z lotów. Wystarczyło, żeby o to poprosił, ale gdyby to zrobił, nie byłby wariatem i musiałby latać nadal. Orr byłby wariatem, gdyby chciał dalej latać, i byłby normalny, gdyby nie chciał, ale będąc normalny musiałby latać. Skoro latał, był wariatem i mógł nie latać; ale gdyby nie chciał latać, byłby normalny i musiałby latać."
I jak, podoba się? Tak? To dlaczego jeszcze nie jesteście w księgarni?
Doorshlaq