JOSEPH HELLER - "Paragraf 22"
Jak wspomniałem w recenzji "Śniadania mistrzów" zacząłem ostatnimi czasy częściej zachodzić do szkolnej biblioteki i zacząłem nawet odczuwać w stosunku do pani bibliotekarki, co przy dużej dozie dobrej woli można by nazwać sympatią. A musicie wiedzieć, że polubić naszą panią bibliotekarkę to nie tak łatwo -kto chce, niech przyjedzie i się przekona. Jako że w bibliotece bywam częściej, to i z większą częstotliwością książki wypożyczam. Trafiło się więc pewnego razu, że wyszedłem z tego chłodnego pomieszczenia z "Paragrafem 22" w plecaku.
Możliwe, że ktoś z was słyszał już ten tytuł, bardzo możliwe, że przeczytał też ową książkę. Ja jednak zadbam tu o tych, którzy jeszcze o owym dziele nie słyszeli. "Paragraf 22" jest książką dość obszerną -prawie 500 stron, w dodatku bardzo małą czcionką. Nie wielkość jednak się liczy (tak pocieszała mnie pani z biologii) dlatego zajmę się teraz opisywaniem fabuły. Dotyczy ona losów amerykańskich lotników we Włoszech podczas II WŚ ze szczególnym uwzględnieniem krnąbrnego i niezdyscyplinowanego kapitana Yosarriana. Wojna jest już praktycznie wygrana, Niemcy ledwo co zipią i lada dzień wojna się skończy, to nie przeszkadza jednak militarystycznej maszynie rodzić kolejne absurdy. Książka ta opisuje właśnie absurdy wojny -mocno przejaskrawia, nie można brać dosłownie tego, co czytamy, gdyż wystawiłoby to nas na śmieszność. Fakt faktem jednak, że za tą groteskową fasadą kryje się bolesna prawda. "Paragraf 22" jest dowodem na to, że nie należy pisać recenzji po przeczytaniu połowy książki. Jest to bowiem twór bardzo nierówny -do połowy jest to książka śmieszna, choć miejscami prymitywna, raczej nie było w niej nic, co skłoniłoby mnie do chwili refleksji -czasem zastanawiałem się tylko, po co psuć niezłą jednak książkę masą wulgaryzmów i scen seksu opisanych w sposób tak prostacki, że aż ręce opadają. Jednak w drugiej połowie książki (określenie oczywiście umowne) staje się ona dużo bardziej refleksyjna -mniej w niej miejsca do śmiechu, mniej wulgaryzmów, nie ma już prymitywizmu. Dlatego moja pierwsza rada dla osób zamierzających przeczytać "Paragraf 22"
- nie zniechęcajcie się po początkowych fragmentach, to kawał naprawdę dobrej literatury.
Jeśli chodzi o minusy książki, to oprócz tych fragmentów niezbyt wysokich lotów, wymienić należy także zagmatwanie
- fabuła często zawraca, mamy do czynienia z retrospekcjami, a nie są one oddzielone od reszty tekstu i czasem można się pogubić, a nie jest to najmilsze uczucie. Kolejna sprawa to zbyt duża dawka wulgaryzmów. O ile w rozsądnych ilościach toleruję je i uważam, że mogą nawet podnieść trochę wartość książki przez nadanie dialogom odrobiny realności, to w nadmiarze szkodzą i w opisywanej książce widać to jak na dłoni. Druga sprawa to opis zbliżeń międzypłciowych. No cóż... Heller Sapkowskim nie jest i opisywanie przez niego takich scen jest dość monotonne, a autor jakby nie będąc pewnym, czy książka się spodoba dokłada seks gdzie popadnie.
Po tym akapicie wasz wizerunek książki może być negatywny. Przyznać muszę jednak, że byłaby to ocena krzywdząca. Dobrym punktem
są na pewno portrety postaci - mamy tu przekrój przez najróżniejsze indywidua
- od cynicznego pułkownika Korna, przez buntownika Yossariana, prymusa Appleby'ego do sprytnego Milo -to tylko niektóre z postaci, każda jest barwna, ciekawa, dobrze zarysowana. Fabuła też jest niezgorsza. Trochę naciągana (momentami aż za trochę), ale ciekawa i obfitująca w niespodzianki. "Paragraf 22" to dobra powieść. Mimo wielu braków potrafi przykuć czytelnika i dała mi kilka chwil dobrej rozrywki, a że rozrywka nie zawsze musi być wysokich lotów, to już zupełnie inna sprawa...
Plusy:
+momentami śmieszne
+druga połowa
+portrety postaci
+fabuła
Minusy:
-momentami prymitywna
-nierówna
Kefir
(kefir87@wp.pl)
---------------------
www.kefir.zone.prv.pl
www.down.z.pl
Tekst pisany 02.02.2004r.