„Wtedy
– zobaczyli Bukę. Zobaczyli ją wszyscy. Siedziała nieruchomo na
piaszczystej ścieżce i patrzyła na nich okrągłymi oczami bez wyrazu.
Nie była
szczególnie duża i nie wyglądała groźnie. Czuło się jednak, że jest
ogromnie złośliwa i ze potrafi tak siedzieć i czekać w nieskończoność. I
to było straszne.
Nikt nie miał odwagi jej zaatakować. Siedziała przez chwilę, po czym znikła w ciemnościach. Ale w miejscu, w którym siedziała, ziemia okryła się szronem.”
Brrrr...
Któż z was, Koleżanki i Koledzy, nie bał się kiedyś Buki? Kogóż nie przechodziły ciary po plecach na samą myśl o niej... (mnie; ta kreskówka zawsze wydawała mi się tylko i wyłącznie żałosna, a książki nie czytałem... - w.) A któż nie chichotał na widok nieporadnego pana Paszczaka czy sentymentalnego tatusia Muminka? (mnie...?) Kogo nie urzekała prostoduszność Muminka? (ehm...) Czy jest tu ktoś, choćby jedna duszyczka, której nigdy nie towarzyszyło uczucie smutku, po tym jak Włóczykij opuszczał Dolinę Muminków, udając się na wędrówki? (nieśmiało podnoszę rękę...) Długie wędrówki którym zawdzięczał swe przezwisko. Któż nie tęsknił nigdy za dźwiękami jego harmonijki? (to on miał harmonijkę...)
Osobnik już rwący się do zakrzyknięcia: ”Ja, ja! Tak, ja!” , niech się lepiej schowa gdzieś pod stół, i niech lepiej - ignorant jeden! – długo spod niego nie wychodzi. (ew. niechaj dziarsko podniesie dłoń, mając na wypadek zagrożenia mały szantażyk - np. "a chcesz, żebym recenzję zamieścił?":) - w.) Bo nie dla ignorantów wychowanych na jakichś Poke-czupiradłach jest ta recenzja, o nie! (Ja się raczej wychowałem na misiach - Puchatku, Uszatku, Yogim, Fozziem... i jak się zastanowić, to wyglądem wszystkie one trochę muminki przypominały!) Piszę dla ludzików, którzy – tak jak ja - wśród wspomnień z czasów, kiedy na „kiełbasa” mówili „bombasa”, zarezerwowali choć trochę miejsca dla bajki o Muminkach. (czyli nie dla mnie, ale niestety muszę to czytać:) - w. )
No to słuchajcie sentymentalne ludziska. Przed wami szansa powrotu do tych nie do końca jeszcze zapomnianych klimatów. Starczy, ze wynajdziecie w księgarni / antykwariacie / na półce u znajomej chudziutką książeczkę zatytułowaną „W Dolinie Muminków” właśnie.
Co w niej?
Ano pewnego ślicznego dnia z początku wiosny Muminek z Włóczykijem znajdują kapelusz, duży czarny cylinder co to rozpościera wokół swej materii aurę tajemniczości. Zapewne dziwny jest i niezwykły, tak przypuszczają nasi bohaterowie. I nie mylą się. Okazuje się, że co wpada do kapelusza, już z niego nie wypada. To znaczy, wydobywające się obiekty są takoż morfologicznie jak i wewnętrznie odmienione, czyli, jednym słowem, inne (czyżby czarna dziura się zmaterializowała w dolinie muminków? Czy nie mogła ich wessać przy okazji...? Czy czarne dziury mogą się zmaterializować?!). Wesoła gromadka naraz ma do czynienia z różowymi obłoczkami, sokiem malinowym, nawet nieprzebytą dżunglą wyrosła ze starych nasion. Wszystko miło i pięknie póki do cylindra nie wpada sam Muminek.... (Chcieć to móc) I wtedy robi się strasznie... (strasznie wesoło, oczywiście!)
Ogólnie kształt powieścidła budową przypomina kompozycję z dziecinnego obrazka. Wiecie pewnie dobrze, w czym rzecz - na początku na samym środeczku malec nabazgruje domeczek, a potem, potem... co fantazja podrzuci: drzewka, płotek, „uwaga zły pies” góry, morze, plaża, ludzie omal się nie topią.... Potem tajne jaskinie, wyspa Hatifnatów, wielkie łowiska wielkich ryb, a nawet czarnoksiężnik na księżycu, zbierający rubiny. Cuda niewidy.
Zresztą na tym skojarzeń z dzieciństwem nie koniec: Poszczególne wątki opowiastki zawiązują się spontanicznie i w sposób nielogiczny dla osoby po dorosłemu rozumującej, i tak samo też się kończą (lubię takie opowieści - lecz nie w wydaniu muminkowym, dlatego polecam "Kartotekę" Różewicza). Zabawa się znudziła – zbieramy zabawki. Koniec. Taki stan rzeczy wywiera, na mnie przynajmniej, bardzo fajniutkie wrażenie, bo przecież czyż nie jest fajniutko oderwać się na chwilkę od bycia na wskroś codziennym, logicznym i przezornym? ...
Na dokładkę bohaterowie są bardzo konkretni i psychologicznie wyraziści, co by dzieciaki (mniejsze i te przerośnięte) od razu siebie z kimś skojarzyli, a kogoś nie polubili. (zazwyczaj większość nie przepada za Ryjkiem, a oczy im się iskrzą na myśl o Włóczykiju...) I bardzo dobrze.
Cóż jeszcze można rzec. Aha - po przeczytaniu „Muminków” puściłem je w ruch po szkole, gdzie stały się absolutnym hiciorem, podobają się wszędzie naokoło, co chyba dowodzi, że książka dobrą jest. Nieprawdaż?
Rainman
PS. Książka wyposażona jest również w pokaźną ilość rycin, przedstawiających bohaterów i czasem też ich świat, które to (ryciny) świetnie przerysowuje się do notatnika z polskiego. Pasują potem do dekadenckich wierszydeł, jak bilboardy do wiejskich cmentarzyków, czyli wcale nieźle. ;)
(Uprzejmie przepraszam za dopiski!)