PAULO COELHO - "Demon i panna Prym"
Aby zapanować nad człowiekiem, trzeba sprawić, by zaczął się bać.
Koszalin 20.06
"Masz tutaj książkę. Jest 18. O 20 musze ją oddać. Przeczytaj ją." Te słowa do mnie skierowane … Były niczym płachta na byka. Nie, ujmę to inaczej. Były początkiem. Bo ja Czytam. Pochłaniam, trawie i staram się coś wynieść z książek. Staram się odczuwać. Dlatego tak trafiają we mnie wszelkie książki filozoficzne, które są napisane językiem prostym i zrozumiałym. W tej chwili uważam ze nie powinienem przyjąć tej książki. Takich książek jak "Demon i panna Prym" Paulo Coelho nie powinno się czytać w wymuszonym czasie. Niczym z lufą przyłożoną do skroni. Przeczytasz - będziesz wiedział, o co chodziło. Nie przeczytasz - do końca życia będziesz się zastanawiać, o co chodziło. Moja własna duma nie pozwoliła mi nie podjąć wyzwania. Ja - jeden z szybciej czytających ludzi, jakich znam, człowiek dumny ze swoich zdolności czytelniczych - miałbym nie podjąć wyzwania? Wziąłem książkę, włożyłem na głowę słuchawki, puściłem Annę Marię Jopek, która częściowo przytłumiła muzykę z NFS:Underground puszczaną przez moich współmieszkańców i zagłębiłem się lekturze.
Początek… Początek jest specyficzny. Do małego i cichego miasteczka przybywa nieznajomy. Do końca książki nie poznajemy tego jak się nazywa. Po prostu nieznajomy. Obserwuje go Berta - staruszka, która spędza całe dnie siedząc na werandzie swojego domu. Widzi w zbliżającym się człowieku demona. Bo właśnie taka istota zbliża się do Viscos. Nieznajomy wynajmuje w miejscowym hotelu pokój i wybiera się do lasu. Tam zakopuje w jednym miejscu jedną sztabkę złota, a w drugim dziesięć sztabek. W powrotnej drodze spotyka dziewczynę. ( W tym momencie książkę musiałem oddać - resztę będę pisał z pamięci. Wszelkie błędy to wina mojej pamięci 20.22) Panna Prym rozpoczyna rozmawiać z nieznajomym, który następnie prowadzi ją do sztabek. Pokazuje jej najpierw jedną sztabkę, a później dziesięć. Mówi, dla czego je tam umieścił. Chce wypróbować świat, Boga i ludzi. Jeżeli w ciągu tygodnia mieszkańcy Viscos zabiją jedną osobę ze swojego grona, on ofiaruje sztabki dla pozostałych mieszkańców. Wtedy stwierdzi ze świat jest do końca zepsuty. Są jeszcze inne możliwości. Kolejna to taka: panna Prym weźmie pojedynczą sztabkę przeznaczoną dla niej miejsce przechowywania pozostałych dziesięciu nieznajomy zmieni). Wtedy nieznajomy uzna ze część ludzi jest złą - cześć za to dobra. Trzecia opcja jest taka - mieszkańcy wiedząc o złocie nie zabijają nikogo. Wtedy nieznajomy uzna ze ludzie na świecie są dobrzy.
Reszta książki jest oparta o wybór mieszkańców. Panna Prym przez cztery dni waha się czy powiedzieć o zdarzeniu w lesie mieszkańcom Viscos. Walczy w jej wnętrzu Dobro i Zło. W końcu opowiada mieszkańcom zgromadzonym, jak co dzień w miejscowym barze o spotkaniu. Opowiada najpierw pouczającą historię o sprawiedliwości a następnie wyjawia propozycję nieznajomego.
Styl, w jaki autor pisze jest bardzo przystępny dla czytelnika. Bez nadmiernych udziwnień prowadzi czytającego przez ścieżki filozofii i rozmyślań nad Dobrem i Złem opowieści wplecione w treść powodując ze niektóre konflikty stają się prostsze do rozwiązania, bardziej przystępne dla mniej wyrobionego pod względem filozofii czytelnika. Kilka opowieści zapadło mi w pamięć i na pewno będę je sobie przypominał, gdy będę chciał zaprezentować rozmówcom ludzką potrzebę sprawiedliwości i lęku przed karą.
Nie będę więcej zdradzał tego, o czym mówi książka. Mogę powiedzieć, co ja z niej wyniosłem. Przede wszystkim ten cytat, który umieściłem na samej górze. Teraz go rozumiem. Przez pryzmat mieszkańców tego miasta dotarła do mnie prawda, o tym zdaniu. Wcześniej wydawała mi się tylko niezłym cytatem. Teraz wiem, co może w nim siedzieć. Jak często ja sam znajduję się w takiej sytuacji? Inną sprawą jest usprawiedliwianie Zła Dobrem. Ze najpierw musi zostać wyrządzone Zło, aby ludzie widzieli różnice i nie sądzili ze stałe przebywanie w Dobrze może sprawić ze stanie się takie … pospolite. Inną kwestią jest pokusa. W przeprowadzonym dialogu autor pokazuje nam, czym ona jest. Wypowiedzi włożone w usta świętego sprawiają ze inaczej spojrzałem na pokusę.
Nie chce więcej pisać o sobie. Teraz wy coś napiszcie. Bo ta książka ma coś w sobie. Nie będę zakańczał swojej recenzji schematycznym dla mnie: " Warto/Nie warto tej książki przeczytać". To wy zdecydujcie czy coś takiego jak inteligentna i skłaniająca do przemyśleń książka to coś, co właśnie potrzebujecie. Bo może się okazać ze jest ostatnią rzeczą, jaką potrzebujecie.
Koszalin 20.45
PMG
pmgpmg@wp.pl
Uwagi i komentarze pomocne przy poprawianiu tej "recenzji":
UnionJack